Przybywają liderzy na szczyt klimatyczny ONZ w Paryżu, ma ich być 150

Wydarzenie relacjonuje ok. 6 tysięcy dziennikarzy z całego świata. Liderzy mają dać impet negocjacjom nad globalną umową klimatyczną, które potrwają do 11 grudnia. Według komentatorów taka liczba przywódców na szczycie oznacza, że klimat wraca na wysoką pozycję w agendzie politycznej świata.
 
Szczytowi, a zwłaszcza poniedziałkowej inauguracji z udziałem przywódców, towarzyszą nadzwyczajne środki bezpieczeństwa, co ma związek z krwawymi zamachami w Paryżu z 13 listopada.
 
Wśród przywódców znajdą się orędownicy ochrony klimatu tacy jak niemiecka kanclerz Angela Merkel czy premier Wielkiej Brytanii David Cameron. Przybędzie też prezydent USA Barack Obama, który dołączył do globalnej walki ze zmianami klimatu.
 
Poprzedzające ceremonię z liderami otwarcie COP21 odbędzie się o godz. 10; następnie o godz. 11 rozpoczną się krótkie wystąpienia przywódców.
 
W wydarzeniu weźmie też udział polska premier Beata Szydło i szefowie unijnych instytucji. Premier ma towarzyszyć minister środowiska Jan Szyszko. Ponadto Szydło spotka się z szefem Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem.
 
W szczycie bierze udział polska delegacja negocjatorów, ekspertów i kierownictwa ministerstwa środowiska (w sumie 21 osób) oraz 40-osobowa grupa przedstawicieli przemysłu, uczelni i innych instytucji.
 
Szef dyplomacji Francji Laurent Fabius, który jest przewodniczącym COP21, powiedział w niedzielę, że celem konferencji jest ambitne porozumienie, które będzie możliwe do przyjęcia dla wszystkich krajów.
 
Jeśli światowe negocjacje w stolicy Francji zakończą się sukcesem, zostanie zawarte najbardziej ambitne porozumienie klimatyczne, które miałoby zacząć obowiązywać po 2020 roku i zastąpić protokół z Kioto. Społeczność międzynarodowa postawiła sobie za cel niedopuszczenie do tego, by średnia temperatura wzrosła o ponad 2 stopnie Celsjusza w stosunku do epoki przedindustrialnej. W obecnym tempie świat zmierza w kierunku wzrostu temperatury o 4 stopnie pod koniec XXI wieku, co według naukowców może mieć niebezpieczne skutki.
 
W konferencji, która potrwa do 11 grudnia, bierze udział 195 krajów. Główną osią sporu będzie batalia o finanse na walkę ze zmianami klimatycznymi między bogatymi a biednymi państwami.
 
Propozycje wkładu do porozumienia klimatycznego (ang. intended nationally determined contribution - INDC) złożyły 183 państwa. W dokumentach tych deklarują, jakie kroki podejmą, aby zredukować emisję gazów cieplarnianych na poziomie krajowym.
 
Choć liczba deklaracji jest bezprecedensowo wysoka, to analiza poszczególnych INDC pokazuje, że o kompromis będzie niezwykle trudno. Kraje rozwijające się uzależniają bowiem swoje działania od pomocy, jaką mają im przekazać na walkę ze zmianami klimatu kraje rozwinięte. Zgodnie z przyjętymi wcześniej zobowiązaniami od 2020 r. transfer ten ma wynosić 100 mld dol. rocznie. Chodzi o wartość przekazywanych technologii, inwestycji prywatnych, ale też środków publicznych.
 
Inny problem dotyczy tego, jaką formę powinno mieć ostateczne porozumienie. UE, Francja jako gospodarz konferencji, ale także np. Chiny opowiedziały się za prawnie wiążącym porozumieniem, które miałoby być rewidowane co pięć lat, by dostosowywać je do aktualnej sytuacji, rozwoju technologicznego i wiedzy naukowej.
 
Dzięki licznemu udziałowi światowych liderów w poniedziałkowej ceremonii otwarcia będzie to jedna z największych konferencji dyplomatycznych poza Zgromadzeniami Ogólnymi ONZ w Nowym Jorku, bezprecedensowa w historii konferencji klimatycznych.
(PAP)