Zaginiona Ewa Tylman nie żyje - twierdzi poznańska policja

Ewa Tylman wracała w nocy po imprezie do domu, odprowadzał ją kolega. Po raz ostatni jej sylwetkę zarejestrowały kamery monitoringu około godziny 3.20 w okolicach ul. Mostowej, przed mostem Rocha. Według policji, mężczyzna miał przyczynić się do śmierci 26-latki. Na razie nie wiadomo, gdzie może znajdować się ciało kobiety, przeszukiwane są nurty Warty.

 

 

Poznańska policja przeprowadza rekonstrukcję zdarzeń na brzegu rzeki Warty w okolicy mostu Św. Rocha w Poznaniu, z udziałem zatrzymanego Marcina Z.
                    PAP/Jakub Kaczmarczyk

 

 

 

Rzecznik prasowy wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak poinformował w środę, że mężczyzna został zatrzymany po tzw. eksperymencie procesowym, polegającym m.in. na odtworzeniu drogi, jaką pokonała wracająca nocą do domu zaginiona.

 

"Ten eksperyment procesowy dał nam dużo nowych informacji. Dane, którymi obecnie dysponujemy wskazują, że doszło do śmierci Ewy Tylman, mógł się do niej przyczynić towarzyszący jej mężczyzna. Ten mężczyzna jest zatrzymany, został przesłuchany przez prokuratora" - podał Borowiak. Na razie policja nie podaje bliższych informacji na temat prawdopodobnych okoliczności zdarzenia.

 

 

Poznańska policja przeprowadza rekonstrukcję zdarzeń na brzegu rzeki Warty w okolicy mostu Św. Rocha w Poznaniu, z udziałem zatrzymanego Marcina Z.
                    PAP/Jakub Kaczmarczyk

 

 

 

Andrzej Borowiak podał, że w trakcie prowadzonych działań kilkakrotnie zostały przeszukane tereny nadwarciańskie, policjanci przejrzeli monitoringi i przesłuchali osoby, które widziały kobietę w dniu zaginięcia.

 

Do poszukiwania kobiety, poza policją, włączyła się straż pożarna. Kobietę szukała także wynajęta przez rodzinę zaginionej prywatna agencja detektywistyczna. Do poszukiwań użyte były łodzie, sonary, drony, śmigłowiec z kamerą termowizyjną, patrole konne, a także robot do przeszukiwania studzienek kanalizacyjnych. (PAP)