Ukraina: Dymisja rządu Arsenija Jaceniuka nie jest przesądzona

Ukraina: Dymisja rządu Arsenija Jaceniuka nie jest przesądzona
fot. PAP
Usunięcie Jaceniuka zaowocowałoby rozpadem koalicji, w której dwoma wiodącymi siłami są prezydencki Blok Petra Poroszenki i partia szefa rządu Front Ludowy, lub oznaczałaby wcześniejsze wybory parlamentarne – powiedział PAP komentator polityczny Witalij Portnikow.
 
„W przypadku poszukiwań nowych koalicjantów ugrupowanie głowy państwa musiałoby zaprosić do ich grona m.in. Opozycyjny Blok, będący spadkobiercą prorosyjskiej Partii Regionów obalonego w ubiegłym roku prezydenta Wiktora Janukowycza, a to jest obecnie dla Ukraińców niewyobrażalne. Przedterminowe wybory z kolei zachwiałyby i tak mało stabilną sytuacją na Ukrainie” – mówi.
 
Jaceniuk krytykowany jest za opieszałość w reformach, złą sytuację gospodarczą i korupcję wśród ludzi ze swego otoczenia. Chodzi m.in. o deputowanego Frontu Ludowego Mykołę Martynenkę, przeciwko któremu prowadzone są śledztwa w sprawie korupcji przez prokuratury w Szwajcarii i Czechach. Pod naciskiem opinii publicznej i – jak twierdzą media – na żądanie Jaceniuka napisał on niedawno oświadczenie, w którym zrzeka się immunitetu poselskiego.
 
Przeciwnicy szczególnie ostro atakowali premiera przed wizytą wiceprezydenta USA Joe Bidena, który był w Kijowie na początku tygodnia. Amerykański polityk apelował jednak do swych kijowskich rozmówców o jedność i wspólne działania na rzecz rozwoju kraju.
 
W przemówieniu, które wygłosił przed parlamentem, Biden szczególnie wyraźnie przypomniał o rozczarowaniu Ukraińców po pomarańczowej rewolucji z 2004 roku. W ocenie ekspertów dał w ten sposób do zrozumienia, że zachodni partnerzy Kijowa nie chcą, by na Ukrainie powtórzył się konflikt, który w 2005 roku doprowadził do rozpadu prozachodniego sojuszu ówczesnego prezydenta Wiktora Juszczenki z ówczesną premier Julią Tymoszenko. Ich swary doprowadziły w efekcie do powrotu do władzy Partii Regionów Janukowycza.
 
Poroszenko z kolei zapewniał Bidena, że reformy przyspieszą, gdyż po październikowych wyborach samorządowych Ukrainę oczekują cztery lata bez kampanii wyborczych. Zdaniem obserwatorów oświadczenie to oznacza, że prezydent na razie nie chce nowych wyborów.
 
Dążą do nich jednak mniejsze ugrupowania parlamentarne, takie jak populistyczna Batkiwszczyna Julii Tymoszenko. To jej deputowani najbardziej aktywnie zbierają podpisy pod wnioskiem o dymisję Jaceniuka. Jest ich na razie jedynie 70; żeby wniosek mógł być rozpatrzony w parlamencie należy pod nim zebrać podpisy 150 posłów.
 
„Tylu głosów za dymisję Jaceniuka nie ma. Nawet jeśli te głosy udałoby się zgromadzić, nie sądzę, by do dymisji doszło” – twierdzi Portnikow.
 
Politolog Wołodymyr Fesenko także uważa, że sprawa dymisji Jaceniuka nie jest przesądzona. „Toczy się walka między zwolennikami zachowania jedności w parlamencie, a środowiskami, które chcą usunąć Jaceniuka za wszelką cenę, bądź dążą do wcześniejszych wyborów. To, czy temu drugiemu obozowi wystarczy głosów, pozostaje sprawą otwartą” – komentował przed kilkoma dniami w jednym z wywiadów prasowych.
 
Według dobrze poinformowanej gazety internetowej “Ukrainska Prawda” zmiana premiera była omawiana w prywatnej rozmowie między Bidenem a Poroszenką. Wśród możliwych kandydatów na nowego szefa rządu prezydent miał wymienić przewodniczącego parlamentu Wołodymyra Hrojsmana, urodzoną w USA minister finansów Natalię Jaresko i Micheila Saakaszwilego, byłego prezydenta Gruzji, który jest obecnie szefem administracji obwodowej w Odessie na południu Ukrainy.
 
“Każde z tych nazwisk jest problematyczne. Kandydatura Hrojsmana budzi wątpliwości, gdyż Amerykanie obawiają się uzurpacji władzy” – napisała gazeta, czym przypomniała, że przewodniczący Rady Najwyższej należy do obozu Poroszenki. “Jaresko, jak się słychać, nie jest zadowolona z pracy w rządzie (…) i chce z niego odejść. Saakaszwili uważany jest za człowieka, który nie poddaje się żadnej kontroli” – czytamy.
 
Według Portnikowa tarcia w koalicji oraz rozmowy o dymisji premiera to wynik zwykłej walki politycznej, a także faktu, iż Rada Ministrów nie została sformowana samodzielnie przez Jaceniuka, lecz w porozumieniu z prezydentem.
 
“W efekcie faktyczną odpowiedzialność za większą część ministrów ponosi prezydent Poroszenko. Jaceniuk w tym rządzie właściwie własnych ministrów nie ma. Mamy do czynienia z charakterystyczną dla ukraińskiej polityki sytuacją sporu między dwoma centrami wpływu i stąd rodzą się problemy” – podkreśla.
 
W ocenie komentatora najlepszym sposobem rozwiązania tego problemu byłoby rzetelne wypełnianie zapisów konstytucji, co oznaczałoby, że Jaceniuk samodzielnie konstruuje skład swego gabinetu, zaś prezydent skupia się na prerogatywach własnego urzędu, czyli na polityce zagranicznej i obronie.
 
“Poroszenko mógłby wówczas z większą efektywnością skoncentrować się na walce z korupcją i na działalności Prokuratury Generalnej, która należy do zakresu jego kompetencji” – powiedział Portnikow w rozmowie z PAP.