Polki w ćwierćfinale mistrzostw świata. Jednobramkowe zwycięstwo z Węgrami

Polki w ćwierćfinale mistrzostw świata. Jednobramkowe zwycięstwo z Węgrami
EPA/Aniko Kovacs

Polska: Weronika Gawlik, Anna Wysokińska - Monika Kobylińska 3, Monika Stachowska 1, Iwona Niedźwiedź 2, Agnieszka Kocela 1, Karolina Kudłacz–Gloc 8, Karolina Zalewska 1, Hanna Sądej 1, Małgorzata Stasiak, Patrycja Kulwińska 3, Kinga Achruk 4.

 

Węgry: Blanka Biro, Eva Kiss – Szandra Szollosi-Zacsik 4, Krisztina Triscsuk 2, Zita Szucsanszki 5, Aniko Kovacsics 2, Anita Gorbicz 3, Piroska Pappne-Szamoransky, Bernadett Bognar-Bodi, Klara Szekeres, Szabina Mayer 1, Szimonetta Planeta, Dora Hornyak 5, Ildiko Erdosi, Monika Kovacsicz, Zsuzsanna Tomori 1.

 

Po słabych pojedynkach biało-czerwonych w fazie grupowej mistrzostw świata kibice z niepokojem oczekiwali na mecz o ćwierćfinał z brązowymi medalistkami czempionatu Europy z 2012 roku Węgierkami. Rywalki miały tymczasem na koncie m.in. pewne zwycięstwo nad zespołem gospodarzy turnieju Dunkami. U bukmacherów były zdecydowanymi faworytkami (u niektórych nawet 8:1).

 

Rozgrywany przy niemal pustych trybunach mecz na początku był wyrównany. W piątej minucie Polki prowadziły 3:2. Autorką wszystkich trafień była kapitan drużyny Karolina Kudłacz-Gloc. Jej koleżanki uważnie grały w defensywie, a kilka piłek, w tym z rzutu karnego, wybroniła Anna Wysokińska.

 

Dobra gra w obronie zaprocentowała – po dwóch udanych kontratakach zakończonych golami Moniki Stachowskiej i Kudłacz-Gloc biało-czerwone prowadziły w 11. minucie 6:3. Wtedy jednak najbardziej bramkostrzelna w zespole otrzymała dwie minuty kary.

Węgierkom to nie pomogło. Przeciwnie, to ich rywalki seriami zdobywały bramki budząc coraz większe zdumienie. Po kwadransie gry wygrywały 10:4 i trener Madziarek poprosił o czas.

 

Uwagi szkoleniowca przyniosły skutek i od 18. minuty to Węgierki panowały na boisku. Przy stanie 11:8 dla Polski w 21. minucie doszło do zderzenia Kudłacz-Gloc z Zsuzsanną Tomori, po którym z boiska słychać było głośny płacz jednej z zawodniczek. Po jakimś czasie to Węgierkę zniesiono na noszach poza plac gry.

 

Nie przerwało to węgierskiej passy i w 23. minucie przeciwniczki przegrywały już tylko 10:11, a za chwilę wyrównały i wyszły po raz pierwszy na prowadzenie.

 

W sumie biało-czerwone między 18. a 29. minutą nie zdobyły bramki tracąc w tym czasie osiem. Do szatni na przerwę schodziły przegrywając 13:14.

 

Druga połowa rozpoczęła się od udanych interwencji Wysokińskiej, co jednak nie szło w parze z udaną grą w ataku. W rezultacie pierwszy gol po przerwie padł dopiero w 36. minucie (13:15). Natomiast na pierwsze trafienie podopiecznych trenera Kima Rasmussena trzeba było czekać dwie minuty dłużej (Agnieszka Kocela na 14:16).

 

Od 39. minuty Polki na chwilę przejęły inicjatywę. Zdobyły cztery gole z rzędu (w tym dwa Kinga Achruk), głównie dzięki dobrej postawie Wysokińskiej i prowadziły 18:17. Jednak rywalki szybko opanowały sytuację.

 

Od tej pory wynik oscylował wokół remisu i żadna ze stron nie potrafiła uzyskać większej przewagi. Toczyła się zacięta walka o każdą piłkę. Drobne błędy, a często zwykły łut szczęścia decydowały o powiększeniu dorobku bramkowego.

 

Po raz kolejny w tym turnieju sprawy w swoje ręce wzięła Kudłacz-Gloc, po której dwóch efektownych indywidualnych akcjach Polska prowadziła w 54. minucie 24:22. W końcówce z obu stron nerwy brały górę i popełniano proste błędy. Od 55. minuty utrzymywał się wynik 24:23. Kiedy Wysokińska obroniła rzut rywalek 20 sekund przed końcem stworzyła szansę na awans. Polki to wykorzystały i znalazły się w ćwierćfinale.

 

(PAP)