Kreml oficjalnie podał powody wydalenia Radziwinowicza z Rosji - "na podstawie zasady wzajemności"

Kreml oficjalnie podał powody wydalenia Radziwinowicza z Rosji - na podstawie zasady wzajemności
PAP/EPA

"Strona rosyjska uprzedzała, że zastrzega sobie prawo do reakcji na niczym nieuzasadnione działania polskich władz w stosunku do korespondenta Międzynarodowej Agencji Informacyjnej +Rossija Siegodnia+ Leonida Swiridowa, który został zmuszony do opuszczenia Polski" - oświadczyło MSZ Rosji.

 

"Należy podkreślić, że rosyjskiego korespondenta prześladowano za jego działalność zawodową i że postępowania Warszawy nie można ocenić inaczej niż jako rażące naruszenie jej zobowiązań w sferze praw człowieka" - dodało.

 

Wcześniej rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa wyjaśniła, że pozbawienie Radziwinowicza akredytacji w Rosji jest symetryczną odpowiedzią na wydalenie Swiridowa z Warszawy.

 

"Powód jest prosty - uczyniono to wyłącznie na podstawie zasady wzajemności" - podkreśliła na Facebooku. "Od dnia dzisiejszego polski korespondent nie ma prawa pracować jako dziennikarz na terytorium Federacji Rosyjskiej" - napisała. Dodała, że "odpowiednie wyjaśnienia zostały przekazane zarówno jemu osobiście, jak i polskiemu ambasadorowi w Moskwie".

 

"To wymuszony krok, a nie nasz wybór" - oświadczyła rzeczniczka. Wyraziła opinię, że "zagraniczni koledzy muszą rozumieć konsekwencje bezpodstawnego szykanowania rosyjskich dziennikarzy".

 

W piątek Wacław Radziwinowicz został powiadomiony w MSZ Rosji, że ma oddać akredytację, a w ciągu 30 dni opuścić kraj. Przekazano mu, że decyzja wiąże się z wydaleniem z Polski rosyjskiego dziennikarza Leonida Swiridowa.

 

Swiridow wyjechał z Polski 12 grudnia. Musiał opuścić Polskę po tym, gdy szef Urzędu do Spraw Cudzoziemców utrzymał w mocy decyzję wojewody mazowieckiego o cofnięciu dziennikarzowi zezwolenia na pobyt.

 

Zacharowa oświadczyła, że rosyjski MSZ "szczegółowo i niejednokrotnie w ciągu roku komentował to dziwne posunięcie polskich władz". "Dziwne - dlatego że rosyjskiemu dziennikarzowi nie wyjaśniono, co zrobił nie tak" - oceniła.

 

Dodała, że nie zgadza się z opinią, którą Radziwinowicz wyraził na jednym z briefingów w MSZ w Moskwie na temat historycznej roli generała Armii Czerwonej Iwana Czerniachowskiego, którego pomnik rozebrano we wrześniu w Pieniężnie. Zaznaczyła, że ta różnica poglądów nie była przyczyną podjęcia jakichkolwiek kroków wobec polskiego dziennikarza.

 

Dla Rosjan Czerniachowski był jednym z najzdolniejszych dowódców i bohaterem Wojny Ojczyźnianej. W ocenie polskich historyków sowiecki dowódca, który był odpowiedzialny za likwidację Armii Krajowej na Wileńszczyźnie, jest symbolem "narzucenia Polsce systemu komunistycznego, wbrew woli społeczeństwa i z pogwałceniem prawa". Brał udział w likwidowaniu struktur okręgu wileńskiego AK, która była siłą zbrojną legalnego rządu RP na uchodźstwie. Doprowadził do aresztowania płk. Aleksandra Krzyżanowskiego "Wilka". Odpowiada też za rozbrojenie i zatrzymanie 8 tys. żołnierzy AK, z których większość zostało zesłanych do łagrów lub przymusowo wcielonych do Armii Czerwonej.

 

Sam Radziwinowicz relacjonował, że zastępca Zacharowej Artiom Kożyn, który rozmawiał z nim w piątek w departamencie informacji i prasy MSZ, mówił, że "ma do niego pretensję" o to, jak na jednej z konferencji prasowych wyraził opinię, że Polacy niekoniecznie muszą być "zadowoleni i szczęśliwi" z tego powodu, że w Polsce stoi pomnik generała Czerniachowskiego.

 

"Przypomniałem jej (Zacharowej) również, że bardzo wiele pomników bohaterów Armii Czerwonej w samej Rosji jest zniszczonych, sprofanowanych" - tłumaczył dziennikarz "GW".

 

Według medialnych doniesień ABW - która od początku nie komentowała sprawy - chciała wydalenia Swiridowa z Polski, bo podejrzewała go o działalność szpiegowską. W kwietniu wojewoda mazowiecki przychylił się do wniosku ABW w sprawie Swiridowa. Uzasadnienie i materiały w tej sprawie są tajne. Wcześniej, także na wniosek ABW, polskie MSZ cofnęło rosyjskiemu dziennikarzowi akredytację.

 

MSZ Rosji oświadczyło pod koniec listopada, że decyzja polskiego Urzędu ds. Cudzoziemców o cofnięciu Swiridowowi zezwolenia na pobyt w Polsce jest "faktem oburzającym".

(PAP)