Orban: Węgry nigdy nie poprą sankcji UE przeciwko Polsce

Orban: Węgry nigdy nie poprą sankcji UE przeciwko Polsce
fot. PAP/EPA

"Unia Europejska nie powinna myśleć o wprowadzaniu jakichkolwiek sankcji przeciwko Polsce, bo to wymagałoby pełnej jednomyślności, a Węgry nigdy nie poprą żadnych sankcji przeciwko Polsce" - oświadczył szef Fideszu w wywiadzie radiowym.

 

"Więcej szacunku dla Polaków, bo na to zasługują" - zaapelował.

 

W liście do polskiego rządu wiceszef KE Frans Timmermans zasugerował poproszenie o opinię Komisji Weneckiej Rady Europy w sprawie reformy Trybunału Konstytucyjnego. Zgodnie z artykułem 7 traktatu UE za poważne naruszenie zasad demokratycznych mogą grozić sankcje, łącznie z zawieszeniem prawa głosu kraju w Radzie UE.

 

W środę w Niedzicy Orban spotkał się z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim. Spotkanie trwało ok. 6 godzin. "To było spotkanie starych wiarusów, kolegów. Chcielibyśmy zachować ścisłą współpracę w ramach Grupy Wyszehradzkiej, a w trudnych kwestiach wypracowywać wspólne stanowisko" - skomentował dzień później Orban, pytany przez dziennikarzy o rozmowy z Kaczyńskim.

Reuters pisze, że spotkanie najpewniej miało na celu wzmocnienie powstającej eurosceptycznej osi w Europie Środkowej.

 

W piątkowym wywiadzie Orban wypowiadał się też na temat kryzysu migracyjnego w UE. Ocenił, że Unia powinna zbudować "nową linię ochrony" wzdłuż północnej granicy Grecji. Zdaniem szefa węgierskiego rządu niedawne porozumienie UE z Turcją nie wystarczy do rozwiązania problemu imigracji i do powstrzymania setek tysięcy migrantów, którzy próbują dotrzeć do Unii.

 

"Uważam, że następna linia ochrony, którą powinniśmy wybudować, leży na północnej granicy Grecji" - ocenił premier. Dodał, że należy przyjąć do strefy Schengen Bułgarię.

 

Zgodnie z zawartą pod koniec listopada umową Unia obiecała Turcji m.in. pomoc w wysokości 3,2 mld dol. na poprawę warunków pobytu w tym kraju ok. 2,5 miliona uchodźców, aby zachęcić ich do pozostania zamiast do dalszej migracji do Europy.

 

Węgry wybudowały latem ogrodzenie na południowej granicy, by powstrzymać napływ migrantów i uchodźców. Działania te były krytykowane przez partnerów z UE, ale później śladem Budapesztu poszło kilka krajów, w tym Słowenia i Austria. Inne państwa członkowskie wprowadziły kontrole na swych granicach, by radzić sobie z falą migrantów.

 

Orban uznał, że Niemcy, które przyjęły w ub.r. milion migrantów, ostatnio zmierzają w kierunku "zdrowego rozsądku", by ograniczyć liczbę przybyszów. Według niego kluczową kwestią w 2016 r. będzie jednak to, czy Europa zda sobie sprawę, że nie wystarczy spowolnienie imigracji i że należy ją powstrzymać.

 

Węgierski premier wzywał także do wprowadzenia zmian w unijnym traktacie. Krytykował - jak to określił - "brukselizm", który jego zdaniem jest ukrytą metodą ograniczania władzy państw narodowych.

 

Gdy w UE pojawia się problem, pierwszym odruchem jest szukanie "europejskiego rozwiązania i odbieranie gestii" krajom członkowskim - mówił. Jego zdaniem niebezpieczeństwa wiążące się z "brukselizmem" dostrzegł już każdy w związku ze sprawą uchodźców. Przekonywał też, że "brukselizmu" nie da się naprawić bez zmian w traktacie.

 

Nawiązując do czwartkowej wizyty w Budapeszcie premiera Davida Camerona, Orban zaznaczył, że Węgry podzielają pogląd Wielkiej Brytanii, że UE wymaga odnowy. Według niego brytyjska idea Unii składającej się z sojuszu silnych narodów jest zbieżna z poglądami państw Grupy Wyszehradzkiej i dlatego "jest tu naturalny sojusz". Dodał, że zgadza się z brytyjskim postulatem wzmocnienia parlamentów narodowych.

 

Orban zapewnił też, że popiera dążenie, by udaremniać nadużywanie brytyjskiego systemu świadczeń socjalnych, ale wskazał, że nie wolno mylić kwestii imigracji z tymczasowym zarobkowaniem, i wszelką dyskryminację w tej sferze uznał za nie do przyjęcia.

 

Podkreślił, że Węgrzy podejmujący się zarobkowania w Wielkiej Brytanii nie są imigrantami, tylko pracownikami tymczasowymi, którzy pracują uczciwie, a ich wkład w brytyjski budżet przekracza otrzymywane zeń świadczenia. Dodał, że rząd węgierski będzie w tej kwestii wyrażać swoje interesy wspólnie z Polską, z której pochodzi znacznie więcej pracowników tymczasowych, bo to, co odpowiada Polsce, będzie też odpowiadać Węgrom.

 

Nawiązując do sylwestrowych ataków w Niemczech, oświadczył, że "ci, którzy chcą nas pozbawić wolności słowa" i uważają napływ imigrantów za coś dobrego, w imię liberalizmu "dławią" negatywne doniesienia ich dotyczące. Według niego wydarzenia w Niemczech świadczą o tym, że wolność prasy jest dziś w Europie Środkowej szersza i bardziej wielobarwna niż w wielu państwach Europy Zachodniej.

 

(PAP)