Niemcy wydarzeniach w Kolonii tylko wstrząs, czy zwrot w polityce migracyjnej?

Niemcy wydarzeniach w Kolonii tylko wstrząs, czy zwrot w polityce migracyjnej?
Fot. EPA/FREDERIK VON ERICHSEN
Jeden z czołowych niemieckich publicystów, komentator dziennika "Die Welt" Jacques Schuster nie ma najmniejszych wątpliwości, że wydarzenia w Kolonii, gdzie w sylwestra doszło do brutalnych napaści seksualnych i rabunkowych na kobiety na masową skalę, stanowią punkt zwrotny w historii Niemiec.
 
"6 stycznia - dzień, w którym poznaliśmy raport policyjny opisujący w prawdziwy sposób wydarzenia w okolicach katedry w Kolonii, przejdzie do historii RFN. Od tego raportu rozpoczął się zwrot w polityce wobec uchodźców i imigrantów" - pisze Schuster na stronie tytułowej weekendowego wydania swojej gazety.
 
Od tego dnia - wskazuje komentator - coraz więcej Niemców zaczęło zwracać uwagę nie tylko, jak dotychczas, na pozytywne strony imigracji, lecz także na zagrożenia wynikające z masowego napływu osób z krajów muzułmańskich. Dodaje, że Niemcy przestali traktować ten aspekt jak tabu. Co więcej - stwierdza Schuster - niemieccy politycy przestali "gadać" o kanonie wartości, lecz "wreszcie zabrali się na poważnie za wprowadzanie z determinacją tego kanonu w życie".
 
Kanclerz Angela Merkel i jej ministrowie, a także wszystkie trzy partie tworzące koalicję rządową, najwidoczniej wzięli sobie do serca rady Schustera i innych komentatorów.
 
CDU, największa partia koalicji rządowej, przyjęła na zakończonym w sobotę spotkaniu w Moguncji szereg postulatów zmierzających w kierunku zaostrzenia prawa. Władze partii w przyjętej podczas spotkania "Deklaracji z Moguncji" zapowiadają szybsze deportacje imigrantów, którzy weszli w kolizję z prawem i zwiększenie liczby policjantów przeprowadzających prewencyjne kontrole w miejscach publicznych, a także zwiększenie liczby kamer w miejscach publicznych. CDU chce też zaostrzyć kary za ataki na policjantów.
 
Chadecy planują ponadto zaostrzenie kar za przestępstwa seksualne - zignorowanie jednoznacznego "nie" kobiety ma być wystarczającym powodem do oskarżenia o próbę gwałtu. Karalne ma być też molestowanie seksualne, a nawet "obłapianie" ofiary.
 
"To, co wydarzyło się w noc sylwestrową, było odrażającym przestępstwem, które zasługuje na zdecydowaną odpowiedź" - powiedziała Merkel dziennikarzom po spotkaniu. Szefowa rządu ostrzegła, że "nie wolno dopuścić do powstania wrażenia, że problemy związane z uchodźcami są traktowane jak tabu".
 
Podczas dwudniowych obrad wielu członków władz partii ostrzegało przed "radykalną zmianą nastrojów" i zakwestionowaniem przez społeczeństwo dotychczasowej polityki migracyjnej.
 
Zwykle bardzo sceptyczna wobec postulatów podnoszenia kar SPD sygnalizuje w tym przypadku zgodę na propozycje chrześcijańskich demokratów. Minister sprawiedliwości Heiko Maas z własnej inicjatywy opracował projekt ustawy zaostrzającej prawo chroniące przed molestowaniem seksualnym.
 
Szef SPD Sigmar Gabriel zaproponował, by naruszający prawo imigranci odsiadywali wyroki w więzieniach w krajach swego pochodzenia, gdzie jest "mniej przyjemnie niż w zakładach karnych w Niemczech".
 
CDU chce kuć żelazo póki gorące - pierwsza runda rozmów z SPD ma się odbyć już w poniedziałek. "Musimy działać szybko" - powiedział szef klubu parlamentarnego SPD Thomas Oppermann.
 
Zarówno chadecy jak i socjaldemokraci zdają sobie sprawę, że brutalne napaści na kobiety w Kolonii, Hamburgu i innych niemieckich miastach, którym nie potrafiła zapobiec policja, mogą podkopać zaufanie obywateli do władz i doprowadzić do dalszego wzrostu poparcia dla partii skrajnie prawicowych i populistycznych.
 
Politycy obu partii zdają też sobie sprawę, że o ich politycznym losie zdecyduje zdolność do istotnego ograniczenia liczby imigrantów w tym roku. W zeszłym roku ich liczba przekroczyła milion, nadal codziennie niemiecką granicę przekracza ok. 3 tys. uciekinierów - mniej niż na jesieni, lecz zbyt wiele, by móc mówić o opanowaniu sytuacji.
 
Merkel nadal zdecydowanie odrzuca wprowadzenie górnego pułapu liczby imigrantów, nie zważając na coraz silniejsze naciski premiera Bawarii Horsta Seehofera. Bawarski polityk uważa, że Niemcy mogą rocznie przyjąć nie więcej niż 200 tys. migrantów.
 
Pani kanclerz konsekwentnie powtarza, że problemu migrantów nie da się rozwiązać w skali jednego państwa, budując płoty i zasieki, lecz jedynie na poziomie całej UE, we współpracy z Turcją. W Moguncji Merkel przyznała, że forsowane przez nią rozwiązanie europejskie nie posuwa się naprzód.
 
"Der Tagespiegel" pisze w niedzielę, że w kuluarach spotkania w Moguncji mówiono otwarcie o "planie B" - na wypadek, gdyby partnerzy z UE odmówili Niemcom współpracy. "Może zaistnieć sytuacja, że będziemy musieli zamknąć granicę, ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami dla Europy" - powiedział pragnący zachować anonimowość polityk CDU.
 
"Jeżeli Merkel znajdzie dobre uzasadnienie i właściwą okazję, to może przejść przez to bez utraty prestiżu" - kontynuuje źródło w CDU.
 
Z najnowszego sondażu telewizji publicznej ARD wynika, że Merkel udało się zahamować spadek poparcia spowodowany kryzysem migracyjnym. Popiera ją obecnie 58 proc. ankietowanych; w listopadzie odsetek jej zwolenników spadł do 49 proc. Również jej CDU cieszy się rosnącym poparciem - 39 proc., o dwa punkty procentowe więcej niż w poprzednim badaniu.
 
Pogłoski o kresie kariery Merkel są mocno przesadzone - podkreślają niemieccy komentatorzy.
(PAP)