Fałszywy alarm w samolocie. Procedury kontra cierpliwość pasażerów

Chaos informacyjny, zdezorientowani i zdenerwowani pasażerowie. Tak wyglądała ewakuacja jednego z największych lotnisk w Szwecji. Wszystko przez detektor materiałów wybuchowych, który w jednym z bagaży rejsowego samolotu ze Sztokholmu do Warszawy - wykrył podejrzaną substancję.
 
Pasażerka została zatrzymana przez policję, a pirotechnicy zabezpieczyli bagaż. Okazało się, że nie ma tam żadnych materiałów wybuchowych, a podejrzany proszek, który mógł zmylić detektor - to według szwedzkiej prasy - proszek do pieczenia. 
 
Reporter Superstacji dotarł do funkcjonariuszy jednej z najbardziej elitarnych polskich jednostek zabezpieczających porty Lotnicze. Komandosi mówią krótko - w takich sytuacjach nie ma miejsca na błędy. Stąd każde podejrzenie jest traktowane poważnie. Dla antyterrorystów nie ma znaczenia kto jest właścicielem bagażu.
 
Jak przyznają eksperci - nie możemy dać się zwariować - każdy taki fałszywy alarm to sprawdzanie czujności służb i zabezpieczeń przez potencjalnych zamachowców. Zdaniem specjalistów od bezpieczeństwa, w Polsce największym problemem jest brak instynktu samozachowawczego. Apele, kampanie informacyjne i ćwiczenia służb - zwykle spotykają się z falą krytyki i internetowego hejtu. Do czasu, gdy dojdzie do tragedii. Ale wtedy jest już za późno.