Co najmniej 10 zabitych w wybuchu w centrum Stambułu

Wcześniej państwowa telewizja TRT podawała, że wybuch spowodował prawdopodobnie zamachowiec samobójca. Żadne ugrupowanie do tej pory nie wzięło na siebie odpowiedzialności.

 

Według telewizji CNN Turk wśród rannych są turyści z Niemiec i Norwegii; pojawiły się także informacje o rannym południowokoreańskim obywatelu. Nic nie wiadomo o ich stanie.

 

W obawie przed powtórnym wybuchem policja zamknęła plac Sultanahmet, na którym ok. godz. 10 czasu lokalnego (ok. 9 w Polsce) doszło do eksplozji. Na miejsce przyjechało wiele wozów policyjnych i karetek pogotowia; na niebie widać było policyjny śmigłowiec.

 

Jedna z turystek opowiadała, że "eksplozja była tak silna, że ziemia się zatrzęsła", a ona wraz z córką ukryła się w sąsiednim budynku. Detonacja była słyszana i odczuwana na oddalonym o kilka kilometrów placu Taksim - relacjonowali świadkowie.

 

Władze badają rodzaj użytego materiału wybuchowego i prowadzą śledztwo mające ustalić sprawców.

 

W związku z wybuchem premier Ahmet Davutoglu zwołał w Ankarze kryzysowe posiedzenie rządu.

 

W pobliżu miejsca eksplozji znajdują się popularne wśród turystów obiekty - Hagia Sophia i Błękitny Meczet.

 

Turcja doświadczyła dwóch krwawych zamachów bombowych w ubiegłym roku; oba są przypisywane Państwu Islamskiego (IS). W lipcu w ataku w mieście Suruc, przy granicy z Syrią, zginęło ponad 30 ludzi, głównie prokurdyjskich działaczy.

 

10 października przed głównym dworcem w Ankarze w najkrwawszym zamachu w historii Turcji śmierć poniosło ponad 100 osób.

 

Podobnie jak w razie poprzednich zamachów tureckie władze zarządziły blokadę pewnych informacji. Agencja AP odnotowuje, że jest zakaz przekazywania zdjęć ofiar i informowania o szczegółach śledztwa.

 

(PAP)