Szydło: Nie doszło w Polsce do złamania konstytucji

"Choć cieszę się, że mogę dzisiaj przed państwem tutaj występować, mogę prezentować stanowisko Polski, to nie widzę podstaw do tego, byśmy poświęcali tak wiele czasu polskim sprawom" - powiedziała Szydło, występując w Parlamencie Europejskim. Zapewniła, że w Polsce nie doszło w ostatnim czasie do żadnego złamania konstytucji, TK "ma się dobrze, pracuje, nic złego się nie dzieje".
 
"Wprowadzone przez nas zmiany w ustawie o TK są zgodne z obowiązującymi w Europie standardami i w niczym nie odbiegają od uregulowań, jakie stosują inne kraje UE" - powiedziała premier.
 
Zmiany wprowadzone przez obecną większość parlamentarną uzasadniała błędami popełnionymi w poprzedniej kadencji i przedwczesnym wyborem sędziów, którzy mieli objąć stanowiska już po wyborach.
 
"Musieliśmy zmienić ustawę o Trybunale Konstytucyjnym, ponieważ w czerwcu 2015 poprzedni Sejm, poprzednia koalicja rządząca przyjęła ustawę o TK, która została 3 grudnia uznana za w części niekonstytucyjną" - mówiła. Powołała się na "liczne opinie ekspertów", które "nakazywały naprawienie błędów".
 
Szydło dodała, że 14 z 15 sędziów miało być nominowanych przez odchodzącą koalicję rządzącą - niezgodnie - jak argumentowała - z zaleceniem Komisji Weneckiej dotyczącym reprezentatywności. "Mamy 15 zaprzysiężonych sędziów - dokładnie tylu, ilu przewiduje konstytucja, wciąż większość z nich (została) wybrana przez poprzednią większość parlamentarną" - mówiła. Dodała, że pięciu z tych 15 to sędziowie wybrani przez większość parlamentarną wspierającą rząd PiS.
 
"Prawo i Sprawiedliwość nigdy nie dążyło do zdominowania Trybunału, nigdy nie chcieliśmy większości w Trybunale, naszym dążeniem było jedynie zapewnienie równowagi. Zgadzamy się, aby ośmiu z 15 sędziów było wskazanych przez opozycję" - powiedziała Szydło, dodając, że to zmiana, która "radykalnie odróżnia nas od naszych poprzedników".
 
"Szanujemy opozycję i jej prawa, chcemy dialogu, wspólnego rozwiązywania spraw" - zadeklarowała premier. Zdaniem Szydło nie powinno budzić wątpliwości wprowadzenie zasady, że TK ma oceniać sprawy w pełnym składzie, bo podobna reguła obowiązuje także w niektórych innych krajach Unii.
 
Broniła także wymogu podejmowania decyzji kwalifikowaną większością głosów jako skłaniającego sędziów do kompromisu i także stosowanego w innych sądach konstytucyjnych w niektórych sprawach.
 
Według premier "trwająca polemika wokół Trybunału ma charakter polityczny, a nie prawny".
 
Premier: zmiany w polskich mediach nie naruszają europejskich standardów
"Zmiany w mediach publicznych wprowadzone przez większość parlamentarną w niczym nie naruszają europejskich standardów dotyczących publicznych nadawców. Co więcej, rozpoczęte przez nas zmiany są próbą przywrócenia mediom publicznym w Polsce autentycznego charakteru apolityczności i bezstronności. W przypadku wprowadzanych zmian wzorujemy się na rozwiązaniach, które stosowane są w wielu państwach Unii Europejskiej" - powiedziała Szydło.
 
Jak zaznaczyła, jedynym celem zmian w mediach, jakie wprowadza jej rząd, jest przywrócenie pluralizmu i równego dostępu wszystkich stron oraz wprowadzenie do nich standardów neutralności i rzetelności. Dodała, że wiele środowisk w Polsce podnosiło problem braku bezstronności, neutralności i obiektywizmu w publicznych mediach.
 
Szydło podkreśliła też, że przyjęta na początku stycznia nowelizacja tzw. ustawy medialnej miała na celu uporządkowanie nadzoru właścicielskiego nad mediami publicznymi, "który nie tylko był niezgodny z europejskimi standardami, ale okazał się nieefektywny, prowadząc do zapaści finansowej mediów publicznych".
 
"Niezbędne było rozdzielenie kompetencji regulatora rynku mediów, jakim jest Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji od realizacji właścicielskich kompetencji skarbu państwa, wyrażających się w mianowaniu zarządów podmiotów na rynku medialnym. Żadne z konstytucyjnie gwarantowanych funkcji KRRiT jako regulatora nie zostało naruszone i pozostaną niezmienne" - zapewniała premier.
 
Szydło mówiąc o konieczności przyjęcia nowego modelu mediów publicznych, powołała się też na opinię Komisji Weneckiej z 2010r., a także na wezwanie do reformy medialnej, sformułowane na nadzwyczajnym kongresie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
 
Podkreśliła również, że jej rząd pracuje obecnie nad tzw. "dużą nowelizacją" ustawy o radiofonii i telewizji, zakładającą nadanie nowej formy organizacyjnej nadawcom publicznym i zapewniającą stabilne podstawy ich finansowania.
 
Legutko: W UE stosuje się podwójne standardy
W czasie debaty o Polsce w Parlamencie Europejskim Legutko ocenił, że do tej pory mieliśmy do czynienia z "niespotykaną językową agresją" wobec polskiego rządu, która rozpoczęła się jeszcze, zanim on powstał. "Padały stwierdzenia niszczące język i możliwość komunikacji. Jeżeli mówi się, że w Polsce dokonano zamachu stanu, to znaczy, że ten, kto to mówi, nie rozumie sensu słów, których używa albo specjalnie ten sens słów zmienia" – powiedział europoseł PiS.
 
Legutko podkreślił, że "chroniczną, głęboką i potencjalnie śmiertelną chorobą, jaka toczy UE", są podwójne standardy. Liderom frakcji socjaldemokratów i zielonych Gianniemu Pittelli i Rebecce Harms, którzy nawiązywali do demonstracji przed PE, zarzucił, że przez ostatnie osiem lat nie interesowali się liczniejszymi manifestacjami z Polski, które odbywały się w Strasburgu.
 
"Przez ostatnie osiem lat w Polsce, i proszę to traktować jako istotną, kluczową informację, mieliśmy do czynienia z czymś w rodzaju państwa jednopartyjnego, tzn. że jedna partia kontrolowała praktycznie wszystkie instytucje. Słyszę nagle tutaj od państwa, że nie chodzi o sprawy personalne. Gdyby moja partia wstawiła 14 sędziów do 15-osobowego Trybunału Konstytucyjnego, to tutaj rozpętałoby się piekło w tej izbie, a ja tu słyszę, że nic się nie stało, bo to są sprawy personalne" – powiedział Legutko.
 
"Te podwójne standardy niestety pokazują, że w UE są kraje bardziej równe i mniej równe, są partie bardziej równe i mniej równe. Jeżeli to dalej się będzie toczyć w ten sposób, to niestety my tu nie padniemy ofiarą, tylko UE padnie ofiarą. Działając w ten sposób, działacie państwo przeciw UE" – podkreślił europoseł PiS.
 
Odnosząc się do ubiegłotygodniowej decyzji Komisji Europejskiej, która zdecydowała się rozpocząć wobec Polski pierwszy etap procedury mającej na celu przeciwdziałanie zagrożeniom dla państwa prawa, Legutko pytał, skąd KE czerpie informacje. "Opis faktów pozostawia wiele do życzenia, ale najbardziej mnie dziwi to, że informacje przyszły ze strony przedstawicieli polskiego rządu już wcześniej. Nie ma ani śladu tych informacji, tak jakbyście państwo to wszystko wrzucili do kosza. Skąd państwo czerpiecie w takim razie informacje? Z mediów?" – pytał Legutko.
 
"Panowie, przyznajcie się, że jesteście z faktami na bakier, taka jest prawda" – zwrócił się do przedstawicieli KE.
 
Legutko zarzucił też Komisji przekroczenie kompetencji i posługiwanie się instrumentem, który nie ma dobrego uzasadnienia w traktatach europejskich, zaś parlamentowi – zamiar przyjęcia rezolucji przed zbadaniem faktów. "Cała ta akcja wydaje mi się nie tylko przekroczeniem kompetencji (...) Państwo chcecie przejąć kompetencje, które państwu nie przysługują i przez fakty dokonane móc działać w ten sposób, powiedziałby, nie do końca legalny w przyszłości. I to jest też bardzo niedobre" – zaznaczył Legutko.
 
Szydło: Polska chce, żeby UE była stabilna; Polska nie wywołuje kryzysów w Unii
"Polska chce, żeby Unia Europejska była stabilna, nie była wstrząsana różnego rodzaju kryzysami, Polska nie wywołuje tych kryzysów, Polska chce aktywnie uczestniczyć w prowadzeniu polityki europejskiej, która pozwoli nam tego uniknąć" - powiedziała szefowa polskiego rządu po wysłuchaniu wystąpień europosłów.
 
Szydło dziękowała za wszystkie głosy w dyskusji w PE. "Dzięki za wszystkie głosy krytyczne, za wszystkie głosy, również te, które wyrażały wsparcie dla mojej ojczyzny, dla rządu. Dla nas jest to bardzo ważne. Przyjechałam tutaj do państwa, żeby podzielić się informacjami - i mam wrażenie, tak się przynajmniej starałam w swoim pierwszym wystąpieniu - aby podać szczegółowe fakty, dotyczące dwóch kwestii (..) czyli Trybunału Konstytucyjnego i ustawy medialnej" - podkreśliła premier.
 
Przyznała, że liczyła, iż w pytaniach europosłów pojawią się szczegółowe pytania, dotyczące tych dwóch kwestii. "Tak naprawdę tych pytań nie było wiele, mogę sądzić, że wynika to z tego powodu, że po prostu nie ma problemu, więc państwo nie macie o co pytać" - stwierdziła premier.
(PAP)