W.Brytania: Putin prawdopodobnie zaaprobował morderstwo Litwinienki

Czwartkowy raport kończy roczne brytyjskie śledztwo konkluzją, że za morderstwem stało dwóch Rosjan: Andriej Ługowoj i Dmitrij Kowtun, którzy "z dużym prawdopodobieństwem działali na zlecenie FSB w ramach operacji, na którą zgodę prawdopodobnie wydał Nikołaj Patruszew (ówczesny szef FSB) i prezydent Władimir Putin". Patruszew pełni obecnie funkcję sekretarza Rady Bezpieczeństwa FR, najważniejszej struktury doradczej prezydenta.
 
Ługowoj jest deputowanym do rosyjskiego parlamentu z prokremlowskiej Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (LDPR) Władimira Żyrinowskiego, a wkrótce po morderstwie Litwinienki został odznaczony za "zasługi dla ojczyzny". Oskarżenia pod swoim adresem określił jako "absurdalne".
 
Jak poinformowało brytyjskie MSW, środki finansowe dwóch głównych oskarżonych zostały zamrożone.
 
Premier David Cameron oświadczył po publikacji raportu, że zabójstwo Litwinienki było "sponsorowane przez państwo". "Raport potwierdza to, w co zawsze wierzyliśmy" - oznajmił Cameron, który wypowiedział się na forum ekonomicznym w Davos.
 
Zgodnie z wnioskami ze śledztwa Litwinienko został zabity za pomocą radioaktywnego polonu 210, który dodano mu do herbaty w jednym z londyńskich hoteli na początku listopada 2006 roku. Po jego śmierci śledczy zidentyfikowali ślady polonu również w dwóch samolotach pasażerskich na londyńskim lotnisku Heathrow, w brytyjskiej ambasadzie w Moskwie oraz w użytkowanym przez Kowtuna mieszkaniu w Hamburgu, ale u żadnej z ok. 700 osób mających styczność z tymi śladami nie wykryto poważniejszych zmian chorobowych.
 
Śledczy ustalili, że "morderstwo brytyjskiego obywatela na ulicach Londynu z użyciem radioaktywnej substancji stanowiło bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia publicznego".
 
Litwinienko zmarł po 23 dniach w londyńskim szpitalu. Na łożu śmierci miał przekonywać pilnujących go oficerów Metropolitan Police, że za zamachem na jego życie stoi rosyjski prezydent; oskarżenie to znalazło się również w jego ostatniej woli spisanej z pomocą przyjaciół.
 
Komentując wyniki śledztwa, wdowa Marina Litwinienko określiła wnioski z raportu jako "obciążające" i wezwała brytyjski rząd do usunięcia z kraju wszystkich przedstawicieli rosyjskich służb. Zaapelowała o nałożenie sankcji dotyczących swobody przemieszczania się oraz prywatnych kont bankowych na kluczowe postaci rosyjskiego establishmentu. Jak podkreśliła zarazem, zasugerowano jej, że W. Brytania nie podejmie dalszych kroków, aby nie pogarszać relacji między oboma rządami.
 
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow ostrzegł, że "takie quasi-śledztwa", jak to w sprawie Litwinienki, "mogą jeszcze bardziej zatruć atmosferę w naszych stosunkach dwustronnych". Dodał, że "Rosja nigdy nie była inicjatorką takiego zamrożenia dwustronnych relacji".
 
Natomiast rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa oświadczyła, że W. Brytania upolityczniła sprawę śmierci Litwinienki. Oceniła też, że celem raportu jest oczernienie Rosji i jej władz.
 
Według Zacharowej brytyjskie śledztwo nie było przejrzyste "ani dla strony rosyjskiej, ani dla opinii publicznej ze względu na specyfikę rozpatrywania materiałów za zamkniętymi drzwiami pod pretekstem +tajności+".
 
Źródło cytowane przez rosyjskie media poinformowało, że Rosja nie wyda brytyjskim władzom Ługowoja ani Kowtuna.
 
Komentując wnioski z raportu, brytyjska minister spraw wewnętrznych Theresa May powiedziała w Izbie Gmin, że brytyjski rząd traktuje je "bardzo poważnie", a "fakt, że państwo rosyjskie było zaangażowane w to morderstwo, jest nieakceptowalnym złamaniem fundamentalnych standardów międzynarodowych". Jak dodała, "nie jest to jednak zaskoczeniem, lecz potwierdza oceny kolejnych brytyjskich rządów".
 
Rzeczniczka premiera Camerona powiedziała wcześniej, że Londyn rozważa podjęcie dalszych działań przeciwko Rosji. Wskazała, że "żaden kraj, a tym bardziej stały członek Rady Bezpieczeństwa ONZ, nie może się w ten sposób zachowywać".
 
Zakończone w czwartek śledztwo było przez lata wstrzymywane z obawy przed negatywnym wpływem na relacje Londynu i Moskwy.
 
Litwinienko pracował najpierw dla radzieckiego, a następnie dla rosyjskiego kontrwywiadu. W 1998 roku ujawnił publicznie, że wydawano mu sprzeczne z prawem rozkazy, m.in. zamordowania rosyjskiego oligarchy Borysa Bieriezowskiego. W 2001 roku Litwinience udało się uciec z Rosji do Wielkiej Brytanii, gdzie uzyskał azyl polityczny, a następnie obywatelstwo. Współpracował z brytyjskimi i hiszpańskimi służbami specjalnymi. Był mocno zaangażowany w publiczne krytykowanie Kremla. Napisał również dwie książki, oskarżając w nich Putina m.in. o szereg politycznych morderstw i zamachów w celu uzyskania władzy.
 
Jurij Felsztinski, współautor książki "Wysadzić Rosję", ocenił wcześniej w BBC, że "to morderstwo nie byłoby możliwe bez wyraźnej zgody Putina", ale podkreślił, że nie spodziewa się ostrej reakcji Londynu. W książce zasugerowano, że rosyjskie służby specjalne stoją za zamachami na budynki mieszkalne w Moskwie i innych miastach, o dokonanie których oskarżono bojowników czeczeńskich po to, by Moskwa miała pretekst do drugiej inwazji na Czeczenię.
 
Tuż przed śmiercią Litwinienko zajmował się sprawą śmierci rosyjskiej dziennikarki Anny Politkowskiej.
(PAP)