Zbrodnia czy nieszczęśliwy wypadek? Kulisy zabójstwa dziennikarza z Mławy

Do zbrodni doszło w czerwcu ubiegłego roku. W nocy z trzynastego na czternastego w toalecie tej kręgielni doszło do przepychanki między Łukaszem a Bartoszem N. 

 

Łukasz był tutaj stałym bywalcem, prywatnie - przyjacielem właściciela. Bartosz N. nigdy wcześniej się tu nie pojawiał. 

 

Wiadomość o tej zbrodni lotem błyskawicy obiegła całą Mławę. Łukasz był znanym lokalnym dziennikarzem. Zajmował się tematami społecznymi i często krytycznie odnosił się do władz miasta. Pojawiły się plotki, że być może było to zabójstwo na zlecenie.

 

Bartosz N. nie przyznał się do zarzutu zabójstwa. Utrzymuje, że był to nieszczęśliwy wypadek. Niemal natychmiast po zbrodni wydano za nim Europejski Nakaz Aresztowania. Szukał go też Interpol. Mężczyzna ukrywał się przez blisko pół roku, ale w końcu zdecydował się sam zgłosić na policję. Grozi mu od ośmiu lat więzienia do dożywocia. 

 


Przed prokuraturą w Płocku poza dziennikarzami pojawił się też teść zamordowanego Łukasza Masiaka. Nie chciał rozmawiać z nami przed kamerą, bo prosiła go o to córka, wdowa po dziennikarzu. Przyjechał do Płocka tylko w jednym celu - by spojrzeć zabójcy zięcia w oczy.