Ukraina: Dwa lata po krwawym czwartku na Majdanie

20 lutego 2014 r. w centrum ukraińskiej stolicy zabitych zostało blisko 80 osób. Ogólna liczba ofiar trwających wówczas przez trzy miesiące demonstracji przekroczyła setkę. Sobotnie uroczystości nie miały charakteru państwowego i nie uczestniczyli w nich najważniejsi politycy.

 

Tzw. krwawy czwartek sprzed dwóch lat był przełomowym momentem w trwających wówczas od trzech miesięcy protestach w Kijowie. W demonstrantów, którzy ruszyli na milicyjne kordony z drewnianymi pałkami i tarczami z płyty paździerzowej, godziły prawdziwe kule.

 

„Dostałem tutaj, w tym miejscu, w nogę. Upadłem na chodnik i podniosłem rękę, żeby pokazać, że jestem ranny. Usłyszałem kolejny strzał. Pocisk odbił się tuż obok mnie. Zrozumiałem, że strzelają do mnie. Dowlokłem się do betonowej donicy i za nią się schowałem. To uratowało mi życie” – opowiada dziennikarzom jeden z uczestników tych wydarzeń, Serhij.

 

Na ulicy Instytuckiej widoczne były wtedy smugi krwi, pozostałe po ludziach, których ratownicy medyczni wyciągali spod ostrzału. Dziś stoją tu portrety zabitych. Odbijają się w nich płomienie zniczy. Pod portretami wiązki kwiatów.

 

Ubrany w mundur polowy Rusłan, który pracując jako chirurg w jednym z kijowskich szpitali, był na Majdanie od pierwszego dnia protestów, nie chce wspominać tych dni. „Tu było strasznie, ale dziś nie ma czasu na rozmyślania. Po Majdanie poszedłem na wojnę, teraz jestem instruktorem medycznym w armii. Mamy wojnę i musimy myśleć, jak ją wygrać. Wszystko inne jest nieważne” – mówi PAP.

 

Ludzie, którzy przyszli w sobotę na Majdan, myślą podobnie. Nie chcą rozmawiać o polityce i kłótniach w koalicji rządowej, o braku widocznych zmian w kraju i trudnej sytuacji gospodarczej.

 

„To jest święte miejsce, dzięki któremu staliśmy się wyzwolonymi ze strachu ludźmi. Dzięki Majdanowi Ukraińcy się zmienili, zaczęli myśleć nie tylko o sobie, ale i o innych. Zrozumieliśmy, że to, jak żyjemy, zależy tylko od nas” – wyjaśnia 32-letnia Hałyna.

 

Pracując jako agent nieruchomości, wolny czas poświęca pomocy żołnierzom, rannym na froncie na wschodzie kraju. „Na Majdanie odnalazłam sens życia. Chcę pomagać innym” – deklaruje.

 

Zima z przełomu 2013 i 2014 roku uświadomiła wielu Ukraińcom, że są członkami jednego narodu. „To jest bardzo jasne miejsce. Tutaj była tak pozytywna energia, że zrozumiałam, że nie jestem sama. Czasem nawet myślałam sobie, że za wiele wymagam, że jestem za bardzo patriotyczna, a wszyscy wokół milczą. Na Majdanie zobaczyłam milion takich samych jak ja i uświadomiłam sobie, jak wiele od Majdanu dostałam. Dzisiaj przyjechałam tutaj, by podziękować za ten dar i pomodlić się za tych, którzy mi go dali, za tych, którzy tu zginęli” – mówi PAP Wałentyna, kobieta w średnim wieku, która przyjechała do Kijowa z Szarhorodu w obwodzie winnickim.

 

Od ubiegłego roku 20 lutego Ukraina obchodzi Święto Bohaterów Niebiańskiej Sotni. Ustanowił je wtedy specjalnym dekretem prezydent Petro Poroszenko. On sam nie pojawił się w sobotę na Majdanie. Wraz z małżonką upamiętnił ofiary walk w Kijowie na mszy żałobnej w Soborze Michałowskim.

 

Na Majdanie nie było także premiera Arsenija Jaceniuka. Szef rządu, którego parlament próbował w mijającym tygodniu usunąć ze stanowiska, zajęty jest formowaniem nowej koalicji, która pozwoli mu zachować tekę.

 

Ludzie mówią, że rządzący nie myślą o nich, bo mimo krwawych protestów sprzed dwóch lat, nadal reprezentują interesy oligarchów. Reprezentant tych ostatnich, jeden z najbogatszych Ukraińców Rinat Achmetow, dostał w sobotę ostrzeżenie: w rocznicę zabójstw bohaterów Niebiańskiej Sotni jego kijowskie biuro zostało obrzucone kamieniami brukowymi.

 

W wyniku protestów na Majdanie Ukraińcy obalili ówczesnego prorosyjskiego prezydenta Wiktora Janukowycza. Trzy dni po strzałach na ulicy Instytuckiej zbiegł on z kraju i do dziś ukrywa się w Rosji. Zleceniodawcy i wykonawcy zabójstw demonstrantów nie zostali dotychczas ukarani.

(PAP)