PiS i Kukiz'15: Prawda o Wałęsie należy się Polakom; PSL i N krytykują pośpiech IPN

PiS i Kukiz'15: Prawda o Wałęsie należy się Polakom; PSL i N krytykują pośpiech IPN
Czytelnia IPN. Fot. PAP/Jacek Turczyk

W poniedziałek IPN udostępniło materiały, zawierające m.in. datowane na 21 grudnia 1970 r. odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa, podpisane: Lech Wałęsa.

 

W Sejmie sprawę komentował Jacek Sasin (PiS). "To jest ważny moment, bo dochodzimy do prawdy o naszej najnowszej historii. Prawda jest czymś, co się naszym rodakom należy, nawet jeśli jest to prawda bolesna, której nigdy nie chcieliśmy usłyszeć" - mówił poseł PiS.

 

Jego zdaniem należy postawić teraz "pytania o ocenę III RP, o to, jakie były prawdziwe powody decyzji, które były podejmowane u jej zarania i zaniechań, które miały wtedy miejsce". Dodał, że chodzi o brak lustracji, dekomunizacji, rozliczenia się z komunistyczną przeszłością.

 

W tym kontekście mówił też o "przymykaniu oka na fakt uwłaszczania się komunistycznej nomenklatury na majątku narodowym", który - stwierdził poseł PiS - był "własnością nas wszystkich a stał się obiektem bogacenia się tylko nielicznych, którzy do tych dóbr mieli dostęp". Sasin mówił ponadto o nieodebraniu wysokich emerytur "funkcjonariuszom represji PRL oraz niedocenieniu bohaterów walczących o niepodległość". "III RP o nich nie zadbała" - powiedział.

 

Zdaniem posła PiS Polacy mają dziś prawo pytać, czy działania rządzących z lat '90 "nie były powodowane tym, że Lech Wałęsa i być może inne osoby, które stanowiły wtedy elitę władzy po 89 r. obawiały się, że pewne decyzje mogą spowodować ujawnienie kompromitujących dla nich materiałów".

 

Pytany, czy bierze pod uwagę to, że zawartość teczek nie jest prawdziwa, Sasin powiedział, że skoro IPN uznał dokumenty ws. Wałęsy za wiarygodne, to one takie są i nie ma podstaw, by kwestionować ich prawdziwość.

 

Na kanwie sprawy dokumentów dot. Wałęsy zabezpieczonych w domu gen. Czesława Kiszczaka, klub Kukiz'15 zaproponował, by wprowadzić abolicję dla osób, którzy przechowują w swoich archiwach akta służb specjalnych i chciałyby je oddać do IPN. Obecnie za ukrywanie materiałów podlegających przekazaniu do IPN, grozi kara od sześciu miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności. Rzecznik prasowy Kukiz'15 Jakub Kulesza powiedział w poniedziałek dziennikarzom w Sejmie, że w związku z sytuacją wokół IPN, przedstawiciele jego klubu chcieliby się spotkać z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą.

 

Sasin pytany o propozycję klubu Kukiz'15 dotyczącą abolicji dla osób, którzy posiadają akta służb specjalnych i chciałyby je oddać do IPN, stwierdził, że PiS jest "otwarte na dyskusję w tej sprawie". Zaznaczył, że najpierw należy sprawdzić, czy państwo ma możliwość, by odzyskać dokumenty w inny sposób.

 

Poseł klubu Kukiz'15, opozycjonista czasów PRL Kornel Morawiecki ocenił w poniedziałek, że dobre imię Lecha Wałęsy, to dobre imię Polski, ale - jak zastrzegł - "dobre imię Wałęsy będzie wtedy, kiedy powie prawdę, kiedy się pokaja, przyzna i poprosi o przebaczenie".

 

Z kolei szef PO Grzegorz Schetyna ocenił w poniedziałkowej rozmowie z PAP, że wszystko, co się dzieje obecnie wokół Lecha Wałęsy, ma na celu "zabicie jego legendy" i "pokazanie, że "fundament III Rzeczpospolitej był czymś złym".

 

Podkreślił, że dla niego były prezydent na zawsze pozostanie bohaterem. "Ja chcę widzieć Wałęsę na bramie Stoczni Gdańskiej, kiedy ma kwiaty w ręku i mówi, że wygraliśmy strajk i że teraz założymy wolny, niezależny związek zawodowy. Takiego Wałęsę będę zawsze pamiętał i będę go pamiętał też wtedy, kiedy w 1982 roku wszyscy drżeli, że SB go złamie - wtedy, kiedy siedział w Arłamowie" - powiedział lider Platformy. "Wiem, jak to było ważne dla Polski i wiem, że dzięki tej jego wielkiej, nieugiętej postawie wszystko było możliwe później" - dodał.

 

Zdaniem Schetyny ustalenie prawdy, jak wyglądała przeszłość Lecha Wałęsy, należy pozostawić historykom. "A Wałęsa niech rozstrzyga to we własnym sumieniu. Dla mnie jest częścią historii Polski, która by nie była taką, jaką jest, gdyby nie Lech Wałęsa" - zaznaczył szef PO.

 

O umiar ws. oceny działań Lecha Wałęsy w czasach PRL apelował w poniedziałek prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz. "Na temat autentyczności podpisu Lecha Wałęsy nie chcę się wypowiadać, ale nie polecam wydawania jednoznacznych wyroków tym wszystkim, którzy mają wielką łatwość mówienia dziś źle o Lechu Wałęsie. W ocenie PSL dokonał ogromnej zmiany w Polsce, wykazując się odwagą. Jakie środki przyjął do osiągnięcia celów, sam wie najlepiej" - powiedział szef PSL na konferencji prasowej.

 

"Apeluję, żeby bronić się przed jednoznacznymi wyrokami, bo nie znamy, nie pamiętamy, nie wiemy, jak to do końca wyglądało" - dodał.

 

Poseł Nowoczesnej Grzegorz Furgo stwierdził z kolei, że tempo w jakim IPN zdecydował się na publikacje zabezpieczonych akt z domu gen. Kiszczaka było "beznadziejne i niczemu nie służy". "Udostępnianie dokumentów niepotwierdzonych, niesprawdzonych, w niepotrzebnym pośpiechu niczemu nie służy" - stwierdził Furgo." Nie widzę żadnego powodu, aby taki pośpiech był w tej chwili stosowany" - dodał polityk Nowoczesnej.

(PAP)