Erdogan o sytuacji w Syrii - Zachód, Rosja i Iran dbają tylko wo własne interesy

Erdogan o sytuacji w Syrii - Zachód, Rosja i Iran dbają tylko wo własne interesy
PAP/EPA

Według Erdogana plan ten zapewni przewagę syryjskim siłom rządowym oraz wspierającym je ugrupowaniom, a jednocześnie przedstawia niekonkretne warunki wobec tamtejszej opozycji. Dodał, że zbrojne kurdyjskie milicje na północy Syrii - tzw. Ludowe Jednostki Obrony (YPG), podlegające Partii Unii Demokratycznej (PYD), głównemu ugrupowaniu politycznemu syryjskich Kurdów - powinny być wyłączone z zawieszenia broni.

 

Plan wstrzymania walk w Syrii, z wyłączeniem dżihadystycznych organizacji Państwo Islamskie i Front al-Nusra, USA i Rosja ogłosiły w poniedziałek. Ma on zacząć obowiązywać od północy z piątku na sobotę czasu lokalnego (godz. 23 w piątek czasu w Polsce). Zgodnie z ustaleniami syryjski rząd oraz sprzymierzone z nim siły i zbrojne grupy opozycyjne zaprzestaną wzajemnych ataków z wykorzystaniem wszelkiego rodzaju broni. Grupujący syryjską opozycję Wysoki Komitet Negocjacyjny (HNC) oświadczył, że zgadza się "warunkowo" na zawieszenie broni.

 

W transmitowanym na żywo przez telewizję wystąpieniu prezydent Turcji zaznaczył, że jego kraj pozytywnie odnosi się do planu wstrzymania walk. Podkreślił jednak, że działanie USA, UE, ONZ, Iranu oraz Rosji w Syrii jest hańbiące i "pośrednio lub bezpośrednio pozwoliło siłom syryjskiego prezydenta Baszara el-Asada i wspierającym je ugrupowaniom zabić prawie pół miliona niewinnych ludzi".

 

Zdaniem Erdogana "wielkim kłamstwem" jest twierdzenie, że milicje YPG otrzymują wsparcie w zamian za pomoc w walce z Państwem Islamskim. Turcja uważa YPG za wrogą wobec Ankary organizację rebeliancką.

 

Wojskowej pomocy YPG w walce z Państwem Islamskim w Syrii udzielają Stany Zjednoczone. Od wielu miesięcy wsparcie to stanowi źródło napięć między Waszyngtonem a Ankarą, gdyż USA w przeciwieństwie do Turcji nie traktują YPG jako organizacji terrorystycznej.

Prezydent Erdogan oskarżył też Rosję o stałe naruszanie tureckiej przestrzeni powietrznej, trzy miesiące po zestrzeleniu przez Turcję rosyjskiego bombowca przy granicy z Syrią.

 

Moskwa wciąż utrzymuje, że rosyjski samolot nie naruszył tureckiej przestrzeni powietrznej. Rosyjskie ministerstwo obrony ogłosiło, że uważa zestrzelenie bombowca Su-24 za akt nieprzyjacielski, a prezydent Władimir Putin oświadczył, że zestrzelenie maszyny wykracza poza ramy walki z terroryzmem i stanowi "cios zadany Rosji w plecy przez popleczników terroryzmu". W odpowiedzi Rosja wprowadziła kroki odwetowe wobec Turcji, głównie o charakterze gospodarczym.

(PAP)