Plaga nielegalnych salonów gier. Jednoręki bandyta w kiosku i w piwnicy

To nie Las Vegas choć automatów jest tu mnóstwo. Tak wyglądają magazyny polskich urzędów celnych. Nowe maszyny trafiają tu niemal codziennie.

 

Zgodnie z ustawą o grach hazardowych od stycznia prowadzenie gier na takich urządzeniach możliwe jest jedynie w kasynach. By uniknąć kontroli celników właściciele salonów zeszli do podziemia. Niektórzy dosłownie.

 

Lokale z tak zwanymi "jednorękimi bandytami" powstają więc w miejscach nietypowych i dotychczas niespotykanych. Zazwyczaj są skromnie oznakowane by nie wzbudzać podejrzeń. W tym przypadku mekką hazardzistów - amatorów został były kiosk. To nie dla każdego otwarte miejsce. Aby dostać się do środka trzeba wiedzieć jak zapukać.



Tymczasem hazard jest silnie uzależniający. Terapia odwykowa może trwać nawet kilka lat. W Malborku by zniechęcić do odwiedzania salonów gier miasto wyposażyło strażników miejskich w nowe uprawnienia.

 

Z kolei w Baninie pod Gdańskiem w pobliżu dwóch szkół stanął na początku ferii niepozorny kontener. Mieszkańcy szybko zorientowali się o co chodzi. Salon jest samoobsługowy. Jakakolwiek próba telefonicznego kontaktu z właścicielem zazwyczaj kończy się tak.

 

Taka rozrywka jest wyjątkowo szkodliwa w przypadku młodych osób. Ale opinie o szkodliwości hazardu do właścicieli automatów niekoniecznie trafiają bo ten biznes się im póki co jeszcze opłaca. Najtańsze urządzenia kosztują około dwunastu tysięcy złotych. W ciągu tygodnia jeden automat inkasuje około tysiąca złotych.