Wałęsa: Gdybym donosił, to przyznałbym się do błędu

Były prezydent przez ponad godzinę w poniedziałek odpowiedział na ponad 30 pytań internautów w serwisie społecznościowym Wykop.pl. Lech Wałęsa pytany był m.in. o przeszłość, o teczki, ale też o to, co sądzi na temat planu wicepremiera Mateusza Morawieckiego, ile zarabia, w co inwestuje, kto mu zrobił dziś śniadanie.

 

Na pytanie: „czy gdyby faktycznie Pan donosił, przyznałby się Pan do błędu?” Wałęsa odpowiedział: „oczywiście”. „Nie gniewajcie się, ja byłem za odważny. Kto by na waszym miejscu wszedł na milicję i przemawiał?" - twierdził. Dodał, że "załatwiał pieniądze ze wszystkich parafii dla strajkujących". "Kto by to zrobił? Gwiazda? Borusewicz? Walentynowicz? Kto miał tyle odwagi? Byłem za odważny i to mnie tak dzisiaj kosztuje” - podkreślał.

 

Były prezydent tłumaczył, że „kiedy zauważył, że nie ma szans na zwycięstwo, uznał, że trzeba to jak najszybciej skończyć, bo nas wykończą". "Hamowałem walkę się wydaje, ale tylko dlatego, aby walczyć mądrze. Tylko dzięki otarciu z bezpieką było to potem możliwe. Ale nigdy nie donosiłem. Chciałem ich zrozumieć, dlaczego nie chcą oni wolnego kraju?” – napisał. Podał, że w jego ocenie, „60 procent bezpieki to byli patrioci”. „Dlatego ja im wybaczam. Tym patriotom. Wojna skończona. Budujmy Polskę” - zaapelował.

 

Lech Wałęsa zadeklarował, że jest gotów „natychmiast” poddać się badaniu na wariografie i odpowiedzieć na pytania dotyczące ewentualnej współpracy. „Nigdy nie było zdrady” - dodał.

 

Były prezydent podczas rozmowy z internautami przyznał, że nie wiedział o "teczce", którą trzymał w domu Czesław Kiszczak. „Zanim Kiszczak zabrał cokolwiek, to ona musiała tam być, musiała być weryfikowana. W moim przypadku weryfikacja była w Sądzie Lustracyjnym. Jesteśmy w stanie udowodnić, że te dokumenty zostały dorzucone, że do Kiszczaka torby dorzucono nowe dokumenty” – tłumaczył. Zapowiedział, że „będę się pytał, czy jesteśmy w stanie w sądzie udowodnić i złożę ja w sądzie sprawę”. „Wtedy im wybaczałem, ale teraz - w Wolnej Polsce - nie wybaczę. I jak to zrobili - ogłosili na cały Świat, podważyli moje imię! Nie daruję Wam tego! Jestem katolikiem, ale dla dobra Polski muszę to wyjaśnić” - napisał.

 

Lech Wałęsa na pytanie, dlaczego za czasów swojej prezydentury wypożyczył z IPN wszystkie dokumenty na swój temat i ich nie zwrócił odpowiedział, że chciał poznać, w jaki sposób „go wrabiają”. „I chciałem poznać agenta, czy on celowo to robił, czy też on sympatyzował” – dodał. Napisał, że w stoczni spotkał się z osobą, która podała, że jest z kontrwywiadu. „Miałem taką koncepcję, żeby z nimi rozmawiać, z 5 spotkań było. On najeżdżał na bezpiekę i chciał sprawdzić, czy w Gdańsku nie mieszają się Żydzi, Niemcy... Tylko w to celował. To go interesowało” - napisał.

 

W wywiadzie dla portalu Wirtualna Polska Wałęsa mówił z kolei, że na swoje pierwsze przesłuchanie „jest nawet obrażony”. „Oni nie zaproponowali mi współpracy. Teraz już wiem dlaczego. Musieli rozpoznać, rozpoznać rodzinę, rozpoznać co, więc nie wychodzili z żadnymi propozycjami oprócz przesłuchania” – powiedział. „Ten człowiek zostawił mi telefon, nie korzystałem z jego telefonu. Gdzieś po dwóch tygodniach, po miesiącu kierownik wezwał mnie w pracy do biura, przychodzę, a tam siedzi ten człowiek i przedstawia się jako kontrwywiad, nie bezpieka” – wspominał.

 

„Nie mogłem nie przyjść. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach, ale w żadnym wypadku o żadnych kablowaniach, o żadnej współpracy” – podkreślił. Jak podał, spotkań z nim odbyło się ok. pięć, raczej zawsze w pracy; może jedno było na mieście. Pytany, czy jego rozmówca pisał notatki ze spotkań z nim, Wałęsa stwierdził, że „nie wie, czy pisał”. „Ja nic nie podpisywałem” – podkreślił.

 

Mówiąc o kpt. SB w Olsztynie Edwardzie Graczyku, który w swoim raporcie informował o pozyskaniu do współpracy Wałęsy, były prezydent stwierdził, że Graczyk zdobył jego zaufanie. „Miałem do niego zaufanie przez fakt uprzedzenia mnie, potem biletu, potem jeszcze coś (...). Źle to wyszło. Z tego, co dziś widać to brał pieniądze, pisał sprawozdania. Źle to wygląda, ale to nie ja. Ja uwierzyłem kontrwywiadowi, ja uwierzyłem człowiekowi, który mnie ostrzegł i który sympatyzował, wydawałoby się” – powiedział.

 

W zeszłym tygodniu IPN udostępnił część dokumentów przejętych z domu Czesława Kiszczaka, w tym teczkę personalną i teczkę pracy "Bolka". Są tam m.in. odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy, podpisane: Lech Wałęsa "Bolek" z 21 grudnia 1970 r., doniesienia "Bolka" oraz notatki funkcjonariuszy SB ze spotkań z nim oraz oceny SB okresu jego współpracy. Na swoim mikroblogu b. prezydent kolejny raz oświadczył, że nie współpracował z SB, nigdy na nikogo nie donosił, nie brał żadnych pieniędzy i nie dał się złamać.

 

W poniedziałek w wywiadzie dla portalu Wirtualna Polska Wałęsa ocenił, że IPN niewłaściwie zajął się materiałami, które go dotyczą. „Bez sprawdzenia, bez udowodnienia ogłaszają wobec całego świata, podrywają mi opinię. Czy tak należy postępować?– powiedział. Dopytany o ocenę działań kierownictwa Instytutu, stwierdził, że „to zbrodnia przeciwko narodowi, nie tylko przeciwko Wałęsie”.

(PAP)