Rosja odzyskała dzięki pomocy USA dokumenty skradzione z archiwów

Rosja odzyskała dzięki pomocy USA dokumenty skradzione z archiwów

"Zwrot skradzionych dóbr kultury jest odzwierciedleniem faktu, że mimo trudności w innych obszarach naszych relacji Rosja i USA kontynuują współpracę w sferze ochrony prawa i walki z przestępczością" - podkreślił ambasador USA w Moskwie John Tefft.

 

Zwrócenie Rosji cennych dokumentów do efekt kilkuletniej pracy śledczych z ministerstwa bezpieczeństwa narodowego USA.

 

Dokumentów jest łącznie 28 i pochodzą z różnych wieków - od XVIII do XX. Można je podzielić na kilka grup. Są to np. rozporządzenia dworu z lat 1703-1894, w tym osobiste ukazy carów, a także decyzje dotyczące nadania orderów z okresu od końca XVIII wieku do 1917 roku.

 

Oryginał ukazu Piotra I z 3 kwietnia 1715 roku, dotyczący wypłat pensji dla cudzoziemskich oficerów na służbie Rosji, amerykańscy śledczy znaleźli w prywatnej galerii w stanie New Hampshire. Najpierw Amerykanie skontaktowali się z archiwum w Rosji, które zapewniło, że dekret jest na miejscu. I dopiero po przeprowadzeniu ekspertyzy okazało się, że w archiwum znajduje się nie oryginał, a falsyfikat.

 

Wśród zwróconych dokumentów jest także oryginał rozkazu ludowego komisarza obrony ZSRR z 14 marca 1944 roku, na którym widnieje podpis Stalina. Dokument ten znajdował się w zbiorze szczególnie cennych dokumentów w Rosyjskim Państwowym Archiwum Wojskowym.

 

Kolejną grupą dóbr kultury odzyskanych w czwartek przez Rosję są rysunki radzieckiego architekta, grafika i malarza Jakowa Czernichowa, będące cennymi dziełami sztuki. Również one zostały w archiwum zastąpione kopiami przez jedną z pracownic. Amerykanie zaczęli poszukiwać rysunków Czernichowa po tym, kiedy skontaktował się z nimi wnuk artysty, który dowiedział się o nielegalnym wywiezieniu tych prac do USA. Operacja w celu odnalezienia i przejęcia rysunków trwała ponad sześć lat.

 

Część dokumentów, które wróciły w czwartek do rosyjskich zbiorów, została wykradziona przez tzw. grupę Władimira Fajnberga. Ten utalentowany kolekcjoner, jak wynika z jego historii opisanej przez "Rossijską Gazietę", w latach 80. związał się ze światem kryminalnym. Za kradzieże skazano go na sześć lat więzienia, ale wyszedł na wolność po trzech i w latach 90. zajął się handlem antykami. W 1994 roku szajka Fajnberga ukradła z Rosyjskiego Państwowego Archiwum Historycznego i wywiozła za granicę ponad 700 odręcznych podpisów rosyjskich carów. Wartość rynkową tych autografów ocenia się na około 24 mln dolarów.

 

Fajnberg został zatrzymany, ale nie aresztowany i zdołał uciec za granicę. Według "RG" pod zmienionym nazwiskiem mieszka w Izraelu. W 2006 roku tamtejsze władze odmówiły jego ekstradycji do Rosji.

 

Wiele dokumentów, które padły łupem przestępców, znalazło się w USA. Od 2007 roku Amerykanie przekazali stronie rosyjskiej ponad 150 skradzionych dokumentów, poprzednio w 2013 roku.

 

Rzecznik ambasady USA w Moskwie William Stevens powiedział dziennikowi "Kommiersant", że takie gesty są dowodem współpracy w kwestiach praktycznych, mimo konfrontacji politycznej. "Oficjalni przedstawiciele Rosji często oburzają się na eksterytorialne stosowanie prawa Stanów Zjednoczonych. Ale w tym wypadku chodzi o zastosowanie w praktyce w USA przepisów rosyjskich. Władze Rosji dostarczają nam informację o tym, że dobra kultury zostały nielegalnie wywiezione z ich kraju do naszego, a my pomagamy im odzyskać skradzione dobra" - powiedział Stevens.

 

Nielegalny rynek handlu antykami, w tym dokumentami i rękopisami, to osobny świat, przez który przechodzą wielkie pieniądze porównywalne z handlem bronią czy narkotykami - napisała przed czwartkową uroczystością "Rossijskaja Gazieta". Jak zauważył dziennik, złodzieje cennych obiektów z archiwów i muzeów będą istnieć tak długo, jak istnieją ludzie gotowi płacić miliony za te przedmioty, bez względu na ich pochodzenie.

(PAP)