Tusk w Turcji: Odsyłanie migrantów złamałoby model biznesowy przemytników

Tusk w Turcji: Odsyłanie migrantów złamałoby model biznesowy przemytników

Przewodniczący Rady Europejskiej wypowiadał się w stolicy Turcji na wspólnej konferencji prasowej z tureckim premierem Ahmetem Davutoglu.

 

"Zgodziliśmy się co do faktu, że fala uchodźców wciąż jest zbyt duża i że niezbędne są dodatkowe kroki" - oświadczył Tusk.

 

Przed zaplanowanym na poniedziałek kluczowym szczytem unijno-tureckim szef Rady Europejskiej chwalił wysiłki podejmowane przez władze Turcji, by zmniejszyć liczbę migrantów, którzy z wybrzeży tego kraju ruszają w niebezpieczną morską podróż do sąsiedniej Grecji. Chodzi m.in. o wzmocnienie patroli morskich.

 

Tusk podkreślił również, że to do Turcji należy decyzja w sprawie tego, jak w najlepszy sposób ograniczyć napływ migrantów. Zasugerował wprowadzenie w życie "mechanizmu na szeroką skalę, którego celem byłoby odsyłanie nielegalnych imigrantów, docierających do Grecji". "Skutecznie łamałoby to system wdrożony przez przemytników ludzi" - ocenił.

 

Turcja zadeklarowała w środę gotowość podpisania porozumienia o readmisji z 14 krajami, co umożliwiłoby szybsze przejmowanie migrantów odesłanych przez Unię Europejską.

 

Pod koniec listopada ubiegłego roku Ankara podpisała porozumienie z Brukselą, w ramach którego zobowiązała się do zahamowania napływu migrantów do Unii. UE obiecała w zamian Turcji 3 mld euro i przyspieszenie procesu akcesyjnego. Jednak to porozumienie nie przyniosło jeszcze efektów, co wywołuje frustrację i zarzuty pod adresem Turcji, że nie dotrzymuje słowa. Turcja przyjęła 2,7 mln syryjskich uchodźców.

 

Tusk przyznał, że z władzami Turcji nie uzgodniono żadnych liczb dotyczących sposobów ograniczenia fali migrantów, ale zaznaczył, że ostatecznym celem jest całkowite wyeliminowanie tego zjawiska. "Nie chodzi o liczby, lecz o ciągły i stały proces (...), co dla mnie oznacza całkowite ograniczenie i całkowite wyeliminowanie tego smutnego zjawiska" - oświadczył szef Rady Europejskiej.

 

Davutoglu zauważył z kolei, że nie można oczekiwać, iż Turcja i Grecja wezmą na siebie cały ciężar kryzysu migracyjnego. "Ani Turcja, ani Europa nie są odpowiedzialne za kryzys w Syrii. Ale to Turcja i UE ponoszą jego konsekwencje" - ubolewał turecki premier.

 

Według niego napływ uchodźców się zmniejszy, jeśli obowiązujący od soboty rozejm w Syrii się utrzyma. Łamanie zawieszenia broni przez siły rosyjskie i syryjskie sprawia, że jest on kruchy - uważa Davutoglu.

 

Szef rządu powiedział również, że jego kraj przestrzega wspólnego planu działań z UE, który ma pomóc zahamować napływ uchodźców do UE. Davutoglu zapewnił, że Ankara nadal będzie wypełniać swoje zobowiązania i "zrobi wszystko, co konieczne", by walczyć z nielegalną imigracją.

 

W poniedziałek odbędzie się nadzwyczajny szczyt UE-Turcja na temat kryzysu migracyjnego, którego celem będzie przyspieszenie wdrożenia w życie listopadowego porozumienia.

(PAP)