Białoruś: rekordowo niskie poparcie dla Łukaszenki

Białoruś: rekordowo niskie poparcie dla Łukaszenki
PAP/EPA

Jeszcze we wrześniu 2015 r. gotowość zagłosowania na Łukaszenkę deklarowało 45,7 proc. respondentów, a w grudniu – 33,3 proc.

NISEPI podkreśla, że obecne poparcie dla prezydenta należy do najniższych w historii jego urzędowania na stanowisku – niższe było tylko w marcu 2002 r. (26,4 proc.) oraz we wrześniu 2011 r. (20,5 proc.).

 

Obecnie więcej pytanych nie ufa prezydentowi (47,4 proc.), niż mu ufa (41,7 proc.). We wrześniu tendencja była odwrotna (odpowiednio 37,1 oraz 47 proc.).

 

Jednocześnie 67,3 proc. ankietowanych opowiada się za przemianami w kraju. NISEPI zauważa jednak, ze potencjał sprzeciwu jest niewysoki – na kandydatkę opozycji w ubiegłorocznych wyborach prezydenckich Taccianę Karatkiewicz jest gotowych zagłosować tylko 6,9 proc. respondentów (w październiku 15,7 proc.), a na byłego więźnia politycznego i jednego z kandydatów opozycji w 2010 r. Mikołę Statkiewicza – tylko 2,9 proc. Poparcie pozostałych polityków opozycji nie przekracza 1 proc.

 

Zdaniem niezależnego politologa Alaksandra Kłaskouskiego znaczny spadek poparcia nie zagraża jednak Łukaszence.

 

Według niego przyczyny spadku poparcia dla Łukaszenki są oczywiste – w ostatnich miesiącach podrożały opłaty za usługi komunalne, władze wspomniały o zamiarze podniesienia wieku emerytalnego, który obecnie wynosi 60 lat dla mężczyzn i 55 lat dla kobiet, i postępuje zubożenie społeczeństwa.

 

„Znaczna część Białorusinów rozczarowała się +Baćką+, ale jednocześnie wielu z nich nie widzi dla niego wyraźnej politycznej alternatywy. Przy tym tylko częściowo można za to winić wieczne kłótnie w łonie opozycji, brak jedności i jasnej strategii. Najsmutniejsze jest to, że w kraju po prostu oczyszczono pole polityczne, zniszczono wszelkie mechanizmy konkurencji politycznej” – powiedział Kłaskouski w Radiu Swaboda.

 

Zwrócił uwagę, że do tego należy dodać strach spowodowany doświadczeniami Ukrainy. „W rezultacie mamy perspektywę długiej degradacji i być może w pewnym stopniu wybuchu społecznego, bo władze nie chcą transformacji” - ocenił.

 

Z Mińska Małgorzata Wyrzykowska (PAP)