Liga NBA - Kobe Bryant rozegrał ostatni mecz

Liga NBA - Kobe Bryant rozegrał ostatni mecz
fot. PAP/EPA

Więcej od niego mają tylko Kareem Abdul-Jabbar - 38 387 i Karl Malone - 36 928. W trakcie kariery rozegrał 1346 meczów w sezonie zasadniczym i 220 w fazie play off. Średnio zdobywał odpowiednio 25 i 25,6 pkt. W rozgrywkach regularnych spędził na parkiecie 48 637 minut, co daje mu szóste miejsce w klasyfikacji wszech czasów.

 

Jest piątym zawodnikiem w historii, który rozegrał 20 sezonów i pierwszym, który przez tak długi czas związany był z tylko jednym klubem. W pożegnalnym występie przeciwko Utah Jazz (101:96) uzyskał aż 60 punktów, trafiając 22 z 50 rzutów z gry.

 

"Trudno mi uwierzyć, że ten mecz właśnie tak wyglądał. Wciąż jestem w szoku. Oczywiście idealnym zwieńczeniem byłoby mistrzostwo, ale dziś po prostu starałem się grać twardo i stworzyć najlepsze widowisko na jakie mnie stać. Cieszę się, że mogłem tego dokonać" - powiedział.

 

"Przez całą karierę wszyscy wokół krzyczeli, abym częściej podawał. Tej nocy natomiast słyszałem tylko +nie podawaj+" - wtrącił z szerokim uśmiechem. Nigdy wcześniej w jednym spotkaniu nie oddał aż tylu rzutów.

 

Bryant pierwszy mecz w NBA rozegrał 3 listopada 1996 roku. Mając 18 lat i 72 dni został najmłodszym w historii ligi debiutantem. Później to osiągnięcie poprawiło dwóch zawodników - Jermaine O'Neal (18 lat i 53 dni) oraz Andrew Bynum (18 lat i sześć dni).

 

W tamtym czasie rzadkością było decydowanie się na zawodową karierę pomijając ligę uniwersytecką. Rok wcześniej taki krok uczynił Kevin Garnett, ale przed nim przez 20 lat nie było takiego przypadku.

 

"Zdecydowałem się przenieść moje talenty prosto do NBA" - ogłosił wówczas pewny siebie, urodzony w Filadelfii nastolatek.

 

Bryant z 13. numerem w drafcie został wybrany przez Charlotte Hornets, po czym "Szerszenie" oddały go do Lakers za środkowego Vlade Divaca. W tym samym roku do NBA trafili m.in. Allen Iverson (nr 1 w drafcie), Stephon Marbury (4), Steve Nash (15), czy słynni specjaliści od rzutów "za trzy" - Ray Allen (5) i Peja Stojakovic (14).

 

Początek jego kariery w NBA przypadał na czas, gdy w lidze rządzili Chicago Bulls z Michaelem Jordanem w składzie. Lakers i Bryant na sukcesy musieli trochę poczekać. Po mistrzostwo sięgnęli w sezonie 1999/2000, prowadzeni przez Phila Jacksona. To właśnie ten szkoleniowiec był wcześniej ojcem sukcesów "Byków".

 

Jackson w drużynie "Jeziorowców" zaimplementował swoją słynną trójkątną ofensywę. Jej najważniejszymi elementami byli Bryant i Shaquille O'Neal, który zespół z Miasta Aniołów wzmocnił również w 1996 roku.

 

Lakers najlepsi byli także w 2001 i 2002 roku. Bryant w tym czasie zyskał już miano czołowego koszykarza ligi, ale nagrodę dla najbardziej wartościowego zawodnika (MVP) finałów we wszystkich trzech przypadkach zdobywał O'Neal.

 

Na kolejne mistrzostwo Bryant czekał siedem lat. W międzyczasie doświadczył dwóch porażek w finałach (z Detroit Pistons 1-4 w 2004 roku i z Boston Celtics 2-4 w 2008).

 

Po odejściu O'Neala do Miami Heat w 2004 roku, Lakers stali się "jego" drużyną. Wielki mecz rozegrał 22 stycznia 2006 roku. Przeciwko Toronto Raptors (122:104) zdobył 81 punktów. Lepszym osiągnięciem jest tylko rekord wszech czasów Wilta Chamberlaina - 100 punktów. Nie ma w NBA takiej drużyny, w starciu z którą Bryant choć raz nie uzyskał co najmniej 40 punktów. Pułap 50 osiągał 25 razy. Częściej dokonywali tego tylko Chamberlain - 118 i Jordan - 31.

 

Uznano go MVP sezonu 2007/08, a tytuły wywalczone w 2009 i 2010 roku były już w głównej mierze jego zasługą. Oprócz mistrzowskich pierścieni odbierał także nagrodę dla MVP finałów.

 

Bryant nigdy nie ukrywał, że bardzo mu zależy na szóstym mistrzostwie, by zrównać się w tym względzie z Jordanem. Kolejnego triumfu w lidze nigdy jednak nawet nie był blisko. W następnych latach Lakers odpadali w półfinale konferencji, a w ostatnich trzech sezonach stoczyli się kompletnie. Z 82 meczów wygrywali kolejno 27, 21 i 17, czyli łącznie mniej niż broniący tytułu Golden State Warriors w samych tylko rozgrywkach 2015/16.

 

Starzejący się Bryant z powodu problemów zdrowotnych grał coraz mniej i coraz słabiej. Nie przeszkodziło mu to jednak podpisać nowy kontrakt, na mocy którego przez ostatnie dwa lata zarobił 48,5 mln dolarów. Łącznie przez 20 sezonów Lakers wypłacili mu ponad 328 mln. Więcej na parkietach NBA zarobił tylko Kevin Garnett - ponad 335 mln.

 

Włodarze klubu próbowali ściągnąć do zespołu gwiazdy, ale te nie dawały się skusić wielkimi pieniędzmi. W kuluarach nie brakowało głosów, że nikt nie chce grać razem z Bryantem, który nie był już tak dobry, ale w stylu gry wciąż egoistyczny. Rozczarowania pobytem w Lakers nie kryli Dwight Howard i Steve Nash.

 

"Interesują go zwycięstwa, ale tylko, gdy są odniesione dzięki niemu" - powiedziała w 2014 roku portalowi ESPN osoba związana z Lakers.

 

Do jego odejścia tak naprawdę przyzwyczajano się od trzech lat. W kwietniu 2013 roku doznał zerwania ścięgna Achillesa. Do gry wrócił osiem miesięcy później, ale tylko na sześć spotkań, bo złamał kość piszczelową. W trzech ostatnich sezonach z 246 meczów wystąpił w 107.

 

Wciąż zdarzało mu się jednak zagrać jak za najlepszych lat. 30 listopada 2014 roku został najstarszym koszykarzem, któremu udało się uzyskać tzw. triple-double. W meczu z Toronto Raptors (129:122) zanotował 31 punktów, 12 asyst i 11 zbiórek. Miał wówczas 36 lat i 99 dni.

 

W rozgrywkach 2015/16 skuteczność rzutów z gry Bryanta wyniosła zaledwie 35,5 proc. Jakakolwiek krytyka ucichła jednak kompletnie, gdy 29 listopada ogłosił, że to jego ostatni sezon.

 

"Moje serce wytrzyma kołatanie, mózg zniesie krytykę, lecz ciało wie, że to czas, aby się pożegnać. Moja miłość do tego miasta i klubu nigdy nie znikną" - napisał w oświadczeniu.

 

Kibice uznanie dla Bryanta wyrazili wybierając uczestników do Meczu Gwiazd. Otrzymał najwięcej głosów ze wszystkich zawodników - 1 891 614. Natomiast w każdej hali, w której pojawiał się po raz ostatni szykowano mu wielką fetę.

 

Zakończenie kariery przez Bryanta nie spowoduje powstania takiej pustki, jaka nastąpiła w 1993 roku, gdy po raz pierwszy z koszykówką rozbrat wziął Jordan. Teraz pierwszoplanowymi gwiazdami są Stephen Curry, LeBron James, czy Kevin Durant. Nowe życie rozpoczną natomiast Lakers, dla których jednym z priorytetów jest ponoć ściągnięcie właśnie Duranta.

(PAP)