Grecja: starcia w obozie dla migrantów na Lesbos

Rzecznik policji powiedział agencji Reutera, że starcia rozpoczęły się w skrzydle dla niepełnoletnich migrantów, gdzie podpalono kosze na śmieci. Agencja pisze, że migranci obrzucali policję kamieniami tuż po wizycie greckiego ministra ds. polityki imigracyjnej Jannisa Muzalasa i holenderskiego sekretarza stanu ds. migracji Klaasa Dijkhoffa.

 

Muzalas został wygwizdany przez migrantów i obrzucany przez nich butelkami z wodą - podaje agencja EFE.

 

Pracownicy pomocowi twierdzą, że napięcie w obozie narastało od wielu dni, ale nie jest jasne, co wywołało wtorkowe niepokoje.

 

Powołując się na lokalną policję EFE informuje, że grupy młodych ludzi domagały się wypuszczenia z obozu i zrobiły dziurę w płocie oddzielającym ich od innych migrantów.

 

Policja nie podała, czy ktoś został ranny, ale na Twitterze pojawiły się zdjęcia osób ewakuowanych na noszach. W niektórych wpisach wspomniano też, że policjant uderzył młodego mężczyznę oraz że funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego.

 

Rzecznik wysokiego komisarza ds. uchodźców ONZ (UNHCR) na wyspie Boris Czeszirkow powiedział, że w ostatnich dniach w obozie dochodziło do licznych bójek. Według niego najgorsza sytuacja panowała we wtorek, ale późnym popołudniem było już spokojnie.

 

Ponad 3 tys. osób przebywa obecnie w obozie w Morii, który 20 marca został przekształcony z dotychczasowego punktu rejestracji migrantów przybywających do Grecji z Turcji, tzw. hotspotu, w zamknięty obóz przetrzymywania migrantów.

 

Zgodnie z unijno-tureckim porozumieniem uchodźcy, którzy po 20 marca wjechali nielegalnie do Grecji, mają być przetransportowani z powrotem do Turcji, jeśli nie złożyli wniosku o azyl lub jeśli ich wniosek został odrzucony. Za każdego Syryjczyka wydalonego z UE ma przybywać legalnie do Unii inny Syryjczyk. To rozwiązanie ma być tymczasowe, a jego celem jest zniechęcenie uchodźców do nielegalnej przeprawy do Grecji oraz zniszczenie "modelu biznesowego" przemytników ludzi.

 

Osoby zamknięte w Morii "są zaniepokojone i sfrustrowane, gdyż nie wiedzą, co się z nimi stanie" - wyjaśnił Czeszirkow.

 

(PAP)