Toaletowa wojna w USA

Urzędnicy Baracka Obama stanęli murem za transseksualnymi uczniami. W liście do wszystkich amerykańskich szkół zawarli ukrytą groźbę - jeśli transseksualni uczniowie nie będą mogli korzystać z toalet zgodnie ze swoimi odczuciami w kwestii płci - placówki mogą mieć problemy - np. stracić federalne wsparcie. To oznacza, że prezydent Stanów Zjednoczonych wmieszał się w toaletową wojnę, która od niedawna dzieli Amerykanów.

 

Wszystko zaczęło się, kiedy władze miasta Charlotte w Karolinie Północnej pozwoliły mężczyznom korzystać z damskich toalet, jeśli czują się kobietami. Ale stanowy parlament postanowił się sprzeciwić

i szybko przegłosował tzw. ustawę toaletową, która nakazuje w Karolinie Północnej używać toalet i przebieralni zgodnie z aktem urodzenia. To jedyny stan w którym obowiązuje takie prawo.

 

Konflikt między administracją Baracka Obamy, a władzami w Karolinie Północnej rozstrzygnie sąd. Badania pokazują jednak, że 44 procent ankietowanych Amerykanów wolałoby, żeby każdy korzystał z toalet zgodnie z płcią w akcie urodzenia. Bardziej tolerancyjnych jest 39 procent.