Zamachowcy zatrzymani w Warszawie. Chcieli podłożyć ładunki pod radiowozy

Śledztwo prowadzi Komenda Stołeczna Policji, a nadzoruje Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Jej rzecznik prasowy prok. Michał Dziekański powiedział, że podejrzanym postawiono zarzuty nielegalnego materiałów i urządzeń o charakterze wybuchowym oraz umieszczenia ich pod dwoma radiowozami przy komisariacie Warszawa-Włochy przy ul. 17 Stycznia, co miało sprowadzić bezpośrednie niebezpieczeństwo eksplozji.

 

Podejrzanym grozi do ośmiu lat więzienia. Na wniosek prokuratury sąd zastosował wobec nich trzymiesięczny areszt.

Dziekański poinformował, że podejrzani zostali przesłuchani, nie przyznali się do popełnienia zarzucanego im przestępstwa i odmówili złożenia wyjaśnień. "Nie znamy na tę chwilę motywów ich działania" - dodał.

 

Jak mówił rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji asp. szt. Mariusz Mrozek, policja miała informacje operacyjne wskazujące, że szykowany jest zamach na komendę. "Udało się ustalić, o którą jednostkę chodzi i kiedy do tego zamachu miałoby dojść" - dodał. Powiedział też, że miejsce planowanego zamachu było objęte nadzorem, a do akcji zaangażowano duże siły policyjne.

 

Według relacji rzecznika stołecznej policji jeden z mężczyzn pozostał na czatach, a dwaj pozostali minęli budynki i zaczęli montować pakunki pod samochodami. "Policjanci wkroczyli wtedy do akcji. Te trzy osoby próbowały wtedy uciekać, ale zostały bardzo szybko obezwładnione. Równie szybko ustaliliśmy, że pod samochodami pozostawione zostały ładunki wybuchowe. Na miejsce wezwano pirotechników. Ładunki zostały zabezpieczone" - powiedział Mrozek.

 

Poinformował też, że ładunki były skonstruowane z dwóch butli z płynem zapalającym i dodatkowym materiałem, który miał wzniecić eksplozję, oraz lontem. Ładunki - powiedział Mrozek - "mogły bezproblemowo zniszczyć radiowozy". Z kolei prokurator dodał, że zagrożenie było realne, co potwierdziła próbna detonacja części materiałów.

 

Dziekański powiedział, że dokładny charakter ładunku ustali biegły, który zostanie powołany. "Na razie oceniamy, że jest to ciecz o charakterze łatwopalnym" - dodał.

 

Zatrzymani zostali mężczyźni w wieku 35, 31 i 17 lat. "Wiemy, że mają związek ze środowiskiem skrajnie anarchistycznym" - powiedział Mrozek. Dodał, że tylko jeden z nich był notowany m.in. za naruszenie miru domowego. Jeden z podejrzanych jest mieszkańcem Warszawy, drugi - miejscowości podwarszawskiej, a co do trzeciego - prokuratura nie ma informacji o miejscu zamieszkania.

 

Mrozek nawiązał też do zbliżającego się szczytu NATO w Warszawie i Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. "Przygotowania w policji są prowadzone od bardzo dawna. (...) Przygotowania, które trwają od ponad roku, obejmują zarówno zabezpieczenia prewencyjne w Krakowie i Warszawie, ale również bardzo intensywną pracę operacyjną, która ma pozwolić na zapobieganie z odpowiednim wyprzedzeniem tego typu sytuacjom" - podkreślił.

 

"Wiedza, którą uda nam się posiąść z odpowiednim wyprzedzeniem, pozwala właśnie na tak dużą skuteczność, na przeciwdziałanie tego typu aktom, które nie są dalekie od tego, żeby nazywać je aktami terroru" - powiedział Mrozek.

 

(PAP)