Irak: siły rządowe i bojówki szyickie zacieśniają okrążenie Faludży

Irak: siły rządowe i bojówki szyickie zacieśniają okrążenie Faludży
PAP/EPA/NAWRAS AAMER

Grozi to - zdaniem niedzielnego wydania nowojorskiego dziennika - wywołaniem krwawego konfliktu między wyznawcami obu odłamów islamu w mieście, które jest jednym z ostatnich bastionów Państwa Islamskiego (IS) w Iraku. Od tygodnia trwa ofensywa wojsk irackich z udziałem szyickich bojowników na miasto, którą wspierają z powietrza siły USA.

 

Ostatni batalion irackich sił specjalnych przybył w niedzielę o świcie do obozu Tarik na przedmieściach Faludży - poinformował major Dia Tamir, ale odmówił podania liczby żołnierzy ani planowanej daty uderzenia. Dodał, że siły irackie opanowały już 80 proc. terenów dookoła Faludży i teraz wysiłki koncentrują się na odbiciu z rąk IS obszaru położonego na północny wschód od miasta, zanim dojdzie do ostatecznego szturmu na centrum.

 

"NYT" pisze, że w operacji wyzwolenia Faludży jedną z głównych ról odgrywają siły szyickie, a o ich znaczeniu świadczy to, że na miejscu jest prominentny irański generał Kasim Sulejmani, dowódca formacji al-Kuds, czyli specjalnej jednostki Gwardii Rewolucyjnej. Gazeta podkreśla, że Iran jest największą obcą siłą obecną w ogóle w Iraku.

 

Według dziennika USA od dawna są przekonane, że rola Iranu, który opiera się na szyickich bojówkach, może pogorszyć sytuację wokół Faludży, powodując gniew tamtejszych sunnitów i sprawiając, że będą skłonni raczej popierać dżihadystów z IS.

 

O tym, że sytuacja jest napięta, świadczy cytowana przez "NYT" wypowiedź jednego z dowódców szyickich bojówek, który określa Faludżę jako "bastion terroryzmu od 2004 roku". "Nie ma tam żadnych patriotów ani ludzi prawdziwie religijnych. Teraz otwiera się przed nami szansa oczyszczenia Iraku, przez unicestwienie raka Faludży" - powiedział. To stamtąd - zdaniem szyitów - rekrutują się zamachowcy samobójcy atakujący zatłoczone targowiska w Bagdadzie. Amerykanie obawiają się, że szyici będą chcieli przy najbliższej okazji wziąć odwet na mieszkańcach Faludży.

 

By uciszyć emocje, szyicki przywódca, wielki ajatollah Ali al-Sistani z Nadżafu w południowym Iraku wystosował apel, w którym stwierdził, że uratowanie od niebezpieczeństwa jednego człowieka jest ważniejsze, niż zgładzenie wroga. Także premier Iraku Hajder al-Abadi nalega by chronić ludność cywilną.

 

Wyeliminowaniu zagrożenia religijnymi starciami ma służyć plan, wspierany przez Abadiego, według którego szyickie bojówki nie wezmą udziału w ataku na Faludżę. Jeśli tak rzeczywiście będzie, USA mogą nasilić operacje powietrzne wspierające ofensywę - pisze "NYT".

 

Faludża była pierwszym irackim miastem opanowanym przez IS. Nastąpiło to w styczniu 2014 roku, sześć miesięcy zanim dżihadyści zdobyli duże obszary na północy i zachodzie Iraku, i ustanowili tam samozwańczy kalifat.

 

Według różnych szacunków obecnie w mieście przebywa 50-100 tys. mieszkańców i od 500 do 1000 bojowników IS. Części ludności udało się ewakuować utworzonymi przez siły irackie korytarzami humanitarnymi, inni zostali podczas ucieczki zabici przez IS. Organizacje humanitarne alarmują, że w mieście brakuje żywności, lekarstw i wody pitnej.

 

(PAP)