CZD: nowy projekt porozumienia, rozmowy będą kontynuowane

CZD: nowy projekt porozumienia, rozmowy będą kontynuowane
PAP/Rafał Guz

Rzeczniczka szpitala Katarzyna Gardzińska przekazała mediom, że nowy projekt porozumienia obejmuje "wszystkie aspekty poruszane podczas dotychczasowych negocjacji". Jak dodała, związek zawodowy wskazał, że najwcześniejszy możliwy termin kolejnego spotkania to wtorek o godz. 14.

 

"Dyrekcja Instytutu była gotowa podpisać porozumienie w uzgodnionym brzmieniu jeszcze dziś, by jak najszybciej móc przywrócić normalne funkcjonowanie Instytutu" - stwierdziła Gardzińska. Nie chciała powiedzieć, jakie są szczegóły najnowszej propozycji.

 

Także przewodnicząca strajkujących Magdalena Nasiłowska nie chciała podać, co znajduje się w ostatniej wersji projektu porozumienia.

 

„Mamy się spotkać jutro o godzinie 14 i jeżeli będzie wola z obu stron, to na pewno coś wypracujemy” – powiedziała. Na razie, jak zaznaczyła, jest projekt porozumienia, w którym można dokonać jeszcze zmian tak, by strony były usatysfakcjonowane np. w zakresie terminu realizacji niektórych postulatów.

 

"Fikcyjne rozmowy nas nie interesują. Mamy dosyć opowiadania, że nie wiemy czego chcemy. (…) W pierwotnym projekcie chciałyśmy 35 proc. do podstawy. (…) W tej chwili stanęłyśmy na kwocie 400 zł i wprowadzeniu dodatkowych 5 proc. do dodatków nocnych i świątecznych, co nam zabrano w 2008 r. To nie jest rozszerzanie oczekiwań, tylko pokazanie, że jesteśmy gotowe na różne ewentualności" – mówiła.

 

Jak dodała, protestujące są gotowe na „pewne ustępstwa, ale nie na zasadzie: szybko, biegiem, podpisujmy to co jest, byle skończyć”. Nasiłowska oceniła, że jeśli dojdzie we wtorek do zawarcia porozumienia, to nastąpi to dla dobra pacjentów, bo zawarte w nim propozycje nie są w pełni satysfakcjonujące, „nie są szczytem marzeń i tym, co strajkujące chciały osiągnąć”.

 

Przewodnicząca strajkujących podkreślała, że związek pielęgniarek jest w sporze z dyrekcją 548 dni; a w strajku od 14 dni. Apelowała, by nie „spłycać” protestu do spraw finansowych, ale dostrzec kwestie systemowych problemów dotyczących pielęgniarek, szczególnie tych młodych zaczynających aktywność zawodową.

 

W poniedziałek w ciągu dnia, jak informował Instytut, zadecydowano o zamknięciu oddziału immunologii, endokrynologii, diabetologii oraz urologii dziecięcej; pacjenci zostali przeniesieni do innych oddziałów CZD. Pozostałe oddziały (w tym onkologii, neurologii i gastroenterologii) funkcjonują jak dotychczas.

 

"Ponieważ sytuacja jest bardzo trudna, została przez nas podjęta decyzja o tym, że zamkniemy cztery oddziały, by przesunąć personel do tych klinik, w których mamy pacjentów wymagających opieki i by zapewnić im bezpieczeństwo i możliwość leczenia" - tłumaczyła dyrektorka CZD Małgorzata Syczewska.

 

Wyjaśniła, że są to te cztery oddziały, w których obecnie nie ma już pacjentów, bo zostali skierowani do innych miejsc. "Jest to bardzo trudna decyzja, ale w tej sytuacji jedyna, jaką możemy podjąć. (...) Robimy to z ciężkim sercem, ale pamiętamy, że na końcu tego naszego sporu są pacjenci i musimy przede wszystkim troszczyć się o nich, żeby warunki, które tu mają - w tej trudnej sytuacji - były bezpieczne. To jest tym podyktowane" - mówiła Syczewska.

 

Syczewska informowała w ciągu dnia dziennikarzy, że działający w CZD związek zawodowy pielęgniarek złożył nową propozycję porozumienia. Zgodnie z nią wynagrodzenie zasadnicze brutto pielęgniarek miałoby wzrosnąć o 400 zł, a pielęgniarkom pracującym w systemie jednozmianowym pracodawca byłby zobowiązany wypłacić 500 zł brutto podwyżki. Wcześniej dyrekcja proponowała zwiększenie wynagrodzenia zasadniczego brutto pielęgniarek i położnych o 250 zł. Domagają się też zwiększenia o 5 proc. dodatków za pracę w systemie nocnym (z 65 proc. do 70 proc.) oraz za pracę w święta (z 45 proc. na 50 proc.). Chcą też zwiększenia wynagrodzenia za pięć dni w roku (dwa dni Bożego Narodzenia i Wielkanocy oraz Nowy Rok) ze 100 proc. do 200 proc.

 

Zaproponowano m.in., by pracodawca – niezależnie od uzgodnionych wzrostów wynagrodzeń - corocznie prowadził ze związkiem negocjacje dot. wzrostu płac zasadniczych w danym roku kalendarzowym, przy czym kwota ta nie byłaby mniejsza niż 100 zł brutto. Strajkujące oczekują też, że do końca roku zatrudnionych będzie co najmniej 40 kolejnych pielęgniarek.

 

Syczewska informowała wcześniej, że propozycje te są analizowane. "Musimy policzyć koszta" - powiedziała.

 

Zdaniem wiceministra zdrowia Marka Tombarkiewicza, który uczestniczył w poniedziałkowych negocjacjach w CZD, nie ma chęci porozumienia, a nowe propozycje finansowe są wyższe niż proponowane wcześniej. "Kwota żądań z dzisiaj jest wyższa niż ta, która była ostatnio omawiana, nawet w tej wersji pierwotnej. Nawet pojawiły się nowe punkty - dodatków za pracę na dyżurach w dni świąteczne, dodatkowych pieniędzy za szczególne pięć dni, czyli tych +dużych świąt+ w roku, i to wszystko generuje dodatkowe koszty" - powiedział Tombarkiewicz.

 

"Zaproponowana dziś kwota to 400 złotych plus dodatkowe, nowe propozycje, dawała sumarycznie kwotę przewyższającą pierwotną propozycję, czyli 500 zł" - powiedział Tombarkiewicz.

 

Pytany o wysokość strat związanych ze strajkiem odpowiedział, że szacunkowo jest to ok. 5 mln zł. "To są straty, które można odrobić; jeśli personel wróciłby do pracy, to ten kontrakt można odrobić, wyrównać straty; natomiast przyznanie podwyżek do podstawy to jest stały koszt, który będzie przechodził z roku na rok; trzeba też pamiętać o pozostałych pracownikach. Też na pewno będą chcieli podobnego poziomu podwyżek lub mogą wystąpić do dyrekcji z innymi żądaniami" - wyjaśnił.

 

Przewodnicząca strajkujących podkreśliła, że wszystkie pielęgniarki zatrudnione w CZD chcą, by opieka w placówce była na jak najwyższym poziomie. Wyraziła oburzenie, że "próbuje się wmówić, że w CZD pielęgniarki chcą pozamykać oddziały, nie udzielać opieki i że są w jakiś sposób odpowiedzialne za to, co się dzieje w systemie".

 

Przedstawiła listę pacjentów na poszczególnych oddziałach, z której wynika, że w szpitalu przebywa obecnie 318 dzieci.

 

Zaprzeczyła, jakoby protestujące „przewróciły porozumienie do góry nogami”. Powiedziała, że dotychczas prowadzono jedynie „rozmowy pozorowane”. Przekonywała, że już w grudniu 2014 r. pielęgniarki wystąpiły o podwyższenie podstawy wynagrodzenia o 35 proc., co oznaczałoby podwyżkę o ok. 1 tys. zł. Wskazała, że przedstawiona w poniedziałek propozycja porozumienia (zakładająca podwyżkę wynagrodzenia zasadniczego brutto o 400 zł lub 500 zł) jest kontynuacją propozycji pielęgniarek z 27 maja. Nasiłowska przekazała dziennikarzom treść porozumienia z 27 maja - wynikało z niego, że pielęgniarki oczekiwały wówczas 500 zł brutto podwyżki, nie wskazano w nim jednak np. zwiększenia dodatków za pracę w systemie nocnym lub w święta.

 

„Jeżeli minister Radziwiłł uważa, że polska pielęgniarka jest chciwa, bo chce dostać 500 zł, pracując za dwie, to jakbym powiedziała, że polski polityk jest prawdomówny” – powiedziała.

 

„Bezpieczeństwa i życia się nie da wycenić. Granie na uczuciach rodziców, dzieci i innych pracowników, opinii publicznej, przedstawianie tego, jak się chce, jest nie na miejscu” – dodała.

 

(PAP)