Cameron odwołuje wizytę w Gibraltarze w związku ze śmiercią posłanki Jo Cox

Cameron odwołuje wizytę w Gibraltarze w związku ze śmiercią posłanki Jo Cox
PAP/EPA

"Dobrze, że działalność w ramach (obu) kampanii została wstrzymana po strasznym ataku na Jo Cox" - napisał Cameron na Twitterze, komentując decyzje przedstawicieli kampanii "Britain Stronger in Europe" oraz "Vote Leave".

 

Dodał, że wbrew wcześniejszym planom on sam nie pojawi się w czwartek w Gibraltarze, brytyjskiej enklawie na południu Półwyspu Iberyjskiego, gdzie miał nakłaniać mieszkańców do głosowania przeciw Brexitowi. Wcześniej przeciwko wizycie brytyjskiego premiera w tym miejscu - pierwszej od 1968 roku - protestował Mariano Rajoy, szef rządu Hiszpanii, która rości sobie prawa do tego niewielkiego półwyspu.

 

Zdecydowana większość mieszkańców Gibraltaru, który obecnie utrzymuje się głównie z turystyki, jest przeciwna wyjściu z UE, choć jednocześnie pragną oni pozostać obywatelami brytyjskimi. W przypadku Brexitu Gibraltar przestałby być częścią UE, a zatem jego mieszkańcom trudniej byłoby jeździć do Hiszpanii; zostaliby też odcięci od wspólnego unijnego rynku.

 

Jo Cox została postrzelona i zaatakowana nożem w miejscowości Birstall w środkowej Anglii; w wyniku odniesionych ran zmarła. Motywy zabójstwa nie są jeszcze znane. Według niepotwierdzonych doniesień napastnik krzyczał "Britain First" (przede wszystkim Wielka Brytania), co interpretowane jest jako apel o poszanowanie interesów kraju lub odwołanie do pozaparlamentarnej partii nacjonalistycznej o tej samej nazwie. Sky News podała, powołując się na relacje świadków, że posłanka została zaatakowana, gdy próbowała przerwać bójkę uliczną między dwoma mężczyznami.

 

Policja potwierdziła, że w związku z tym incydentem aresztowano 52-letniego mężczyznę. Lekkie obrażenia odniosła też inna osoba.

41-letnia laburzystowska posłanka miała opinię bardzo aktywnej parlamentarzystki - działała na rzecz praw kobiet i cywilnych ofiar konfliktów, krytykowała m.in. interwencję Wielkiej Brytanii w Syrii i uchodziła za zadeklarowaną zwolenniczkę pozostania Wielkiej Brytanii w UE.

 

Akty przemocy wobec polityków należą w Wielkiej Brytanii do rzadkości - przypomina agencja AP. Ostatni atak miał miejsce w 2010 roku; poseł laburzystów i były minister Stephen Timms został dźgnięty w brzuch w swoim londyńskim biurze przez studenta, który miał politykowi za złe poparcie dla wojny w Iraku. W 2000 roku lokalny wyborca na zachodzie Anglii ciężko ranił samurajskim mieczem posła Nigela Jonesa i zabił jego asystenta Andrew Penningtona.

 

W referendum 23 czerwca Brytyjczycy zdecydują, czy ich kraj pozostanie w Unii Europejskiej, czy też ją opuści. Dwa sondaże opublikowane w czwartek wskazują na zwycięstwo zwolenników Brexitu.

 

(PAP)