Hiszpania: konserwatyści Rajoya wygrali wybory

Hiszpania: konserwatyści Rajoya wygrali wybory
PAP/EPA

Według badania ośrodka Sigma Dos, którego rezultat podała telewizja TVE, PP zdobyła 28,5 proc. głosów, co przekłada się na 117-121 mandatów w izbie niższej. W poprzednich wyborach centroprawica, która jest u władzy od 2011 roku, wywalczyła 28,7 proc. głosów i 123 mandaty, także nie zdobywając większości niezbędnej do samodzielnego rządzenia - 176 deputowanych w 350-osobowym Kongresie Deputowanych.

 

 

Lewicowa koalicja o nazwie Unidos Podemos (Zjednoczeni Możemy) zdobyła w niedzielnych wyborach 26,5 proc. głosów (91-95 mandatów). Koalicję tworzą sprzeciwiająca się antykryzysowym cięciom, nazywana populistyczną Podemos i radykalna Zjednoczona Lewica (IU). Zawdzięczają one swój dobry wynik właśnie temu, że w maju zawiązały sojusz wyborczy.

 

Media zauważają, że TVE podała wyniki sondażu powyborczego ośrodka Sigma Dos 2-3 minuty przed zamknięciem lokali do głosowania.

Według tego badania socjaliści, zgodnie z oczekiwaniami, po raz pierwszy w historii znaleźli się na trzecim miejscu z 22 proc. głosów (81-85 mandatów). Jeśli wyniki te potwierdzą się to lewica – socjaliści i skrajna lewica - Unidos Podemos mogą razem dysponować większością bezwzględną. Eksperci przed wyborami zastrzegali jednak, że utworzenie rządu przez te formacje może okazać się trudne, gdyż różnice ideologiczne między partiami a także animozje między ich przywódcami mogą być nie do przezwyciężenia. Socjaliści niechętnie widzieliby szefa Unidos Podemos Pablo Iglesiasa jako premiera.

 

Na czwartym miejscu uplasowała się liberalna, centroprawicowa Ciudadanos, zdobywając 11,8 proc. głosów (26-30 miejsc). To ugrupowanie odnotowało najwyższy spadek w porównaniu do grudniowego głosowania.

 

Z innego sondażu, instytutu GAD3 dla dziennika „ABC”, wynika, że PP otrzyma 121-124 mandaty, Unidos Podemos - 87-89, Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza (PSOE) - 84-86, a Ciudadanos - 29-32.

 

W grudniu ubiegłego roku Hiszpanie, zmęczeni 21-procentowym bezrobociem, skandalami korupcyjnymi i niepopularnymi kryzysowymi cięciami, położyli kres tradycyjnemu podziałowi parlamentu na dwa bloki - konserwatystów i socjalistów, wpuszczając do Kongresu Deputowanych nowe ugrupowania: Podemos i Ciudadanos.

 

PSOE wywalczyła wówczas 22 proc. głosów i 90 miejsc w izbie niższej, co było najsłabszym wynikiem ugrupowania w historii. Podemos kierowana przez długowłosego profesora politologii Iglesiasa wraz ze zrzeszonymi partiami regionalnymi zdobyły 20,7 proc. głosów (69 mandatów), a na Ciudadanos oddało głos 13,9 proc. uprawnionych, co przełożyło się na 40 miejsc w parlamencie.

 

Przez kilka miesięcy cztery główne formacje prowadziły intensywne negocjacje w sprawie koalicji rządowej, ale gdy wiosną okazało się, że są one bezowocne, konieczne było rozpisanie kolejnych wyborów. Wcześniej Rajoy zrezygnował z prób utworzenia koalicji z powodu braku wystarczającego poparcia. Liderowi PSOE Pedro Sanchezowi nie udało się przekonać Podemos do koalicji i z tego powodu na początku marca dwa razy nie uzyskał wotum zaufania, co było bezprecedensową sytuacją w hiszpańskiej polityce. Poparła go tylko Ciudadanos.

 

Głównymi tematami kampanii były kryzys gospodarczy i korupcja. W ostatnich dniach pojawiła się także kwestia Brexitu i apele o dymisję szefa MSW Jorge Fernandeza Diaza, gdy do mediów wyciekło nagranie, na którym minister zwraca się do członka katalońskich władz, by objął śledztwem lokalnych polityków w celu ich skompromitowania.

 

Półroczna próżnia polityczna na razie nie zaszkodziła hiszpańskiej gospodarce; według rządowych danych w 2016 roku prognozowany wzrost PKB wyniesie 2,7 proc., podczas gdy w ubiegłym roku było to 3,2 proc. Bezrobocie utrzymuje się jednak na poziomie 21 proc., a gorzej wśród krajów UE jest tylko w Grecji.

 

Z Madrytu Julia Potocka

 

(PAP)