Obchody rocznicy poznańskiego Czerwca '56 - gwizdy, krzyki, przepychanki

Obchody rocznicy poznańskiego Czerwca '56 - gwizdy, krzyki, przepychanki
PAP/Marek Zakrzewski

Uroczystości rocznicowe odbyły się we wtorek wieczorem w Poznaniu pod pomnikiem upamiętniającym zryw robotników z 1956 r. Wzięli w nich udział dawni uczestnicy wydarzeń oraz - oprócz prezydentów Polski i Węgier - wicepremier Piotr Gliński oraz b. prezydent Lech Wałęsa.

 

W przemówieniu prezydent Duda podkreślił, że hołd jest oddawany tym, którzy w 1956 r. "domagali się dwóch prostych rzeczy: chleba i wolności, ale tak naprawdę chodziło o godność". Dodał, że to właśnie w Poznaniu zaczął się pierwszy pod komunistyczną władzą wielki strajk robotników.

 

 

PAP/Marek Zakrzewski
PAP/Marek Zakrzewski

 

 

 

"Ludzie nie wytrzymali (..) i gwałtownie zareagowali na poniżenie, na odbieranie im godności, na to, że władza, która mieniła się władzą ludową, spychała ich w biedę, spychała ich w nędzę, okłamywała ich i okradała. I powiedzieli zdecydowanie: nie!" - oświadczył.

Andrzej Duda przypomniał, że ówczesny premier Józef Cyrankiewicz zgodził się na wojskową pacyfikację Poznania; na to, by funkcjonariusze UB i wojsko otworzyły ogień do zwykłych ludzi. "Powstanie upadło (...) nie upadli ludzie, a przede wszystkim po raz pierwszy w dziejach komunistycznej Polski nastąpiła niezależna eksplozja ducha" - dodał prezydent. Jak mówił, cała Polska była za poznańskimi robotnikami. Według prezydenta "wielka poznańska lekcja" stała się podwaliną pod kolejne protesty - aż po powstanie "Solidarności" i odzyskanie wolności po 1989 r.

 

"Polska składa hołd bohaterom powstania z czerwca 1956 r., bohaterskim poznaniakom, którzy nie bali się kul, nie bali się ponad 300 czołgów i samochodów opancerzonych, nie bali się dział, mimo że w zasadzie nie mieli broni. Składam im głęboki hołd, bo obudzili wielkie pragnienie wolności i suwerenności w Polakach, w Polakach i nie tylko" - mówił.

 

 

PAP/Jakub Kaczmarczyk
PAP/Jakub Kaczmarczyk

 

 

 

Prezydent zaznaczył, że doskonale wiemy, co oznacza wolność, suwerenność, niepodległość i godność. Jak dodał, o to także, żądając chleba i wolności, walczyli bohaterowie Poznańskiego Czerwca 1956 roku.

 

"Panie prezydencie, żyjemy dzisiaj w wolnych krajach, w dumnych krajach. Jesteśmy członkami NATO, jesteśmy członkami Unii Europejskiej, ale obydwaj dobrze wiemy, tak jak i inne narody Europy Środkowo-Wschodniej, które nie miały przez dziesięciolecia wolności, nie miały suwerenności, doskonale wiemy, co ta wolność, suwerenność i niepodległość oznacza" - powiedział Duda, zwracając się do uczestniczącego w poznańskiej uroczystości prezydenta Węgier.

 

Podkreślił, że tych wartości "trzeba bronić i chronić za wszelką cenę". "I trzeba bronić i chronić za wszelką cenę godności naszych obywateli (...) także po to, aby Polacy, Węgrzy, aby nasi obywatele żyli w suwerennym, wolnym, bezpiecznym kraju i żeby mogli żyć godnie, na odpowiednim poziomie także bezpieczeństwa materialnego, zwykłego codziennego bytu swoich rodzin. To jedno z naszych najważniejszych zadań" - podkreślił prezydent Duda.

 

"O to także, o to, żądając chleba i wolności, walczyli bohaterowie Poznańskiego Czerwca 1956 roku. Rzeczpospolita Polska im za to dziękuje, cześć i chwała bohaterom!" - mówił Duda.

 

Gdy wspominał bohaterów Czerwca, tłum skandował: "Cześć i chwała bohaterom!

 

Wystąpienie prezydenta Dudy było wielokrotnie zakłócane okrzykami części zgromadzonych. Wołano m.in. "konstytucja", "precz z komuną", "Andrzej Duda"; część osób trzymała w rękach konstytucję i czerwone kartki.

 

Węgierski prezydent Janos Ader w swoim wystąpieniu podkreślił, że w czerwcu 1956 r. zdemaskowano nieludzką naturę dyktatury komunistycznej. "W tamtych dniach robotnicy z Poznania nie tylko o swoje prawa ruszyli w walkę, chcieli odzyskać całe swoje skradzione życie; domagali się chleba i wolności" - powiedział Ader.

 

Podkreślił, że protestujący nie domagali się rzeczy niemożliwych, tylko tego, bez czego nie można w godny sposób żyć. "Jednak dla ówczesnej władzy było to niedopuszczalne przewinienie, główny grzech" - mówił prezydent Węgier. Jak dodał, 28 czerwca stał się historycznym dniem, gdy robotnicy uznali, że "miarka się przebrała".

 

Jak przypomniał, poznańscy robotnicy w 1956 r. cierpieli niedostatek. "Jednak jeszcze bardziej bolała tyrania, która była już obecna wszędzie; myśl skuwana w kajdany, opinia, której nie można było wypowiedzieć" - podkreślił. Dodał, że protestujący mieli dosyć upokorzenia i kłamstw systemu sowieckiego.

 

"W Polsce i (...) na Węgrzech ludzie z tej rozpaczy demonstrowali na ulicach przeciwko władzy komunistycznej. Ludzie w obu krajach domagali się świeżego powietrza wolności. Tak jak wiele razy podczas naszej wspólnej historii pragnienia Polaków i Węgrów tak zgodnie ze sobą brzmiały jak rymy wiersza" - ocenił Ader.

 

Węgierski prezydent dziękował za dary z Polski dla Węgrów w 1956 r., których - jak mówił - było więcej niż ze wszystkich innych krajów razem wziętych.

 

"Drodzy przyjaciele, w dniu dzisiejszym warto przypomnieć wszystkie obrazy pragnienia wolności z czerwca i października 1956 r. Dumne flagi narodowe pozbawione symboli komunistycznych, kosze na ulicach, które służyły zbieraniu darów pieniężnych, tłumy ludzi przytulających się do siebie, głosy razem śpiewanych hymnów, tępe trzaśnięcia spadających czerwonych gwiazd, spojrzenia pełne radości i nadziei. Na ulicach Budapesztu polskie flagi, na polskich kołnierzach węgierskie flagi narodowe. W roku 1956 przykład Polski nas, Węgrów, zawiadamiał o wspólnych snach, o nadziei, która nigdy nie wygasa, o tym, jak ważne jest trzymanie się razem, wspólne powiedzenie prawdy, o tym, że pragnienie wolności jest niezniszczalne" - powiedział Ader.

 

Premier Beata Szydło w liście odczytanym podczas uroczystości podkreśliła, że przelana krew nie poszła na marne. "Dziś naród jest suwerenem, a rząd realizuje program stworzony wspólnie z Polakami" - napisała. "60 lat temu poznańscy robotnicy podnieśli wysoko głowę i sprzeciwili się uciskowi ze strony władz komunistycznych" - zaznaczyła premier w liście, odczytanym przez wicepremiera Piotra Glińskiego.

 

"Poznańscy robotnicy nie ugięli się, licząc się z tym, że ówczesna władza nie będzie miała litości dla niepokornych; chwalebnie zapisali się na kartach historii narodu" - podkreśliła. "Składając hołd tym, którym władza odebrała życie, pochylamy się z szacunkiem nad tragicznym losem najmłodszej ofiary poznańskiego zrywu, 13-letniego Romana Strzałkowskiego" - napisała szefowa rządu.

 

Premier podkreśliła, że według śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego "poznański Czerwiec był kamieniem milowym na polskiej drodze do wolności, a bez Poznania nie byłoby Gdańska roku 1970, nie było wydarzeń 1976 r. i nie byłoby tego, co w historii naszego narodu jest niepowtarzalne: 10-milionowego ruchu Solidarności".

 

"W czerwcu 1956 r. Polacy złożyli krwawą ofiarę na tej drodze, która doprowadziła nas do suwerennej Rzeczypospolitej" - dodała premier. "Przelana krew nie poszła na marne: dziś naród jest suwerenem, a rząd realizuje program stworzony wspólnie z Polakami" - wskazała.

 

B. prezydent Lech Wałęsa zaznaczył w swoim wystąpieniu, że w 1956 r. miał 13 lat - tyle samo, co najmłodsza ofiara tamtych wydarzeń, Romek Strzałkowski. Wspominając późniejsze zrywy w PRL były przywódca Solidarności pytał, czy można było lepiej i szybciej zwyciężyć. "Gdyby było można, to byśmy tego dokonali" - oświadczył.

 

"Dlatego dziś, mając wolność, samostanowimy i sami się rządzimy, ale musimy się umówić, co jest filarem, czego nie wolno w prosty sposób, że się władzę otrzymało, zmieniać; na to zgody nie było i nie będzie" - dodał historyczny przywódca NSZZ "Solidarność".

 

"Po okrągłym stole zaproponowaliśmy stół z trzema nogami: ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza. Jeśli ktokolwiek skraca te nogi albo je zastępuje, nie ma na to zgody i nie będzie" - dodał b. prezydent. W reakcji na te słowa rozległy się i oklaski, i gwizdy.

 

Naszemu pokoleniu udało się usunąć wiele podziałów Europy i świata - mówił Wałęsa. "Ale musimy popracować i przepracować programy i struktury, a na temat demokracji, która w Polsce ciężko powstaje, musimy przeprowadzić dłuższą rozmowę i konsultacje" - oświadczył Wałęsa. "Wierzę, że nasze pokolenie jest w stanie zaproponować lepsze rozwiązanie" - zakończył. Wystąpieniu Wałęsy towarzyszyły gwizdy i krzyki: "do widzenia", "hańba", "Lechu", "Bolek".

 

Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak, przypominając fakty sprzed 60 lat stwierdził, że wydarzenia i postawa bohaterów tamtych dni „powinny stanowić dla nas dzisiaj swoiste memento”.

 

„Deptanie wolności, praw obywatelskich i politycznych, rządy wbrew społeczeństwu, zniewalanie sumień – prędzej czy później prowadzą do katastrofy. Niech tragiczny czas Poznańskiego Czerwca 1956 roku uczy nas, że każde nadużycie władzy zwiastuje początek jej końca” - powiedział. Jego słowa nagrodzono oklaskami, rozległy się też gwizdy.

 

Podczas uroczystości głos zabrała także Aleksandra Banasiak, pielęgniarka, która 60 lat temu niosła pomoc rannym.

 

60 lat temu poznańscy robotnicy podjęli strajk generalny i zorganizowali demonstrację uliczną, stłumioną przez milicję i wojsko. Co najmniej 58 osób zginęło, kilkaset zostało rannych.

 

(PAP)