Farage zostaje w PE, by przyglądać się negocjacjom ws. Brexitu

Farage zostaje w PE, by przyglądać się negocjacjom ws. Brexitu
PAP/EPA/PATRICK SEEGER

Farage był mocno krytykowany za poniedziałkową rezygnację z szefowania swej partii po czerwcowym referendum, w którym większość Brytyjczyków opowiedziała się za opuszczeniem "28". On sam nie ma sobie jednak nic do zarzucenia. Jak podkreślał, osiągnął swój cel polityczny i teraz "chce odzyskać swoje życie".

 

"Zrezygnowałem jako przywódca krajowej partii politycznej, nie będę jej prowadził do kolejnych wyborów, natomiast będę dalej członkiem tej partii, będę wspierać jej politykę. Będę przyjeżdżać tutaj do Strasburga, bo chcę mieć możliwość komentowania, krytykowania, gdy zostanie uruchomiony art. 50 (rozpoczynający procedurę wyjścia kraju z UE - PAP)" - powiedział Farage na konferencji prasowej w PE.

 

Przyznał jednak, że będzie mu brakować europarlamentu, gdy Wielka Brytania wyjdzie z UE, a on sam przestanie być eurodeputowanym. "Świetnie się tutaj bawiłem. Gdy dołączyłem do PE, wszyscy śmiali się z mojej grupy. Uważali, że UKIP to po prostu śmieszna partia, a teraz, pod koniec mojego mandatu, wszyscy zdają sobie sprawę, jak wielkim ugrupowaniem jesteśmy" - podkreślał.

 

Farage'owi będzie brakowało tego, że był stawiany w roli typowego czarnego charakteru w Parlamencie Europejskim oraz relacji z innymi eurodeputowanymi, głównie eurosceptykami.

 

Polityk, który jeszcze kilka dni temu szefował UKIP, ocenił, że jego kraj ma bardzo dobrą pozycję negocjacyjną, by wypracować nowy kształt relacji z UE. Jego zdaniem możliwe jest utrzymanie dostępu do jednolitego rynku europejskiego. "Mówiono nam, że nie będziemy mogli mieć dostępu do jednolitego rynku bez swobodnego przepływu osób. To kłamstwo" - uważa.

 

Przywódcy krajów unijnych i szefowie instytucji UE zadeklarowali, że nie ma możliwości, by Wielka Brytania utrzymała dostęp do jednolitego rynku bez poszanowania swobody przepływu osób. Odzyskanie kontroli nad granicami i zahamowanie napływu imigrantów z innych państw UE były jednym z głównych motywów kampanii za wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii.

 

Farage mówił, że to, jakie ostatecznie porozumienie jego kraj zawrze z UE, będzie zależało od tego, kto będzie szefem brytyjskiego rządu. Przestrzegł jednak przed wiązaniem się z "27" na podobnych zasadach jak Norwegia.

 

Kraj ten w 1994 r. odrzucił w referendum wejście do UE. Mimo to jest częścią jednolitego rynku, a w zamian respektuje cztery swobody unijne, w tym swobodny przepływ osób.

 

Farage zapowiedział, że będzie wspierał inne eurosceptyczne ruchy w Europie. "Mam nadzieję, że gdy wrócę do Strasburga za 5 czy 10 lat, UE nie będzie istniała" - powiedział.

 

(PAP)