Szef PSP: w Krakowie podczas ŚDM było bardzo spokojnie

W sumie w operację zabezpieczenia ŚDM zaangażowanych było ponad 8,7 tys. strażaków PSP i ponad 7 tys. druhów z OSP. Tylko szlaki komunikacyjne, w tym trasy przejazdu kolumn z papieżem, zabezpieczało blisko 6 tys. strażaków z PSP i OSP oraz ponad 1200 pojazdów.

 

Jak powiedział komendant główny PSP, nie sprawdziły się też obawy dotyczące Brzegów k. Wieliczki, w których odbyło się zarówno czuwanie papieża z młodzieżą, jak i msza kończąca ŚDM. "Kiedy zostałem komendantem ta decyzja, dotycząca lokalizacji, była już podjęta. Teren w ostatnich miesiącach bardzo się jednak zmienił, powstały nowe drogi, ronda, nasypy, wejścia ewakuacyjne na tory kolejowe, autostradę. Teren został zmeliorowany, linie energetyczne przesunięto. Jedynym problemem mogły być duże opady deszczy, bo to stare koryto Wisły - ale do takiej sytuacji nie doszło" - dodał generał.

 

Zaznaczył, że strażacy od samego początku sprawdzali, zabezpieczali i kontrolowali m.in. konstrukcje, na których zarówno na Błoniach jak i w Brzegach, a także na Jasnej Górze, odbywały się uroczystości. "Budowla, na której odbywały się uroczystości w Brzegach miała 170 metrów długość i 70 metrów głębokości - to nie była mała scena koncertowa. Dodatkowo doprowadzono do niej różnego rodzaju instalacje; musieliśmy na to zwracać uwagę, wszystko sprawdzać" - powiedział generał.

 

Podobnie było też w innych lokalizacjach. "Uczestniczyliśmy już w pracach przy planach projektowych tych wszystkich budowli, sprawdzaliśmy z czego, z jakich materiałów są budowane. Przykładowo na wałach na Jasnej Górze, gdzie miało zgromadzić się wiele osób - w tym także VIP-y - zrobiliśmy próbę obciążeniową z udziałem naszych kadetów i strażaków. Chodziło o to, by sprawdzić czy cała konstrukcjach - przygotowana na ŚDM, budowana na murach - wytrzyma" - wyjaśnił szef PSP.

 

Sprawnie - jak ocenił - przebiegało też opuszczanie przez pielgrzymów miejsc uroczystości. "Przykładowo w Brzegach to było 240 hektarów. Z doświadczeń służb z całego świecie wynika, że taki teren opuszczany jest przez zgromadzonych na nim ludzi w czasie od ośmiu do 12 godzin. Brzegi w niedzielę po mszy św. kończącej ŚDM pielgrzymi opuścili w zaledwie trzy godziny. To był efekt m.in. dobrze przygotowanych, wytyczonych, oznakowanych wyjść i dróg ewakuacyjnych. Wcześniej przygotowaliśmy specjalny komunikat - początkowo tylko w języku polskim i angielskim; ostatecznie przetłumaczony został na 18 języków. Zawierał edukacyjne informacje, by wchodząc do sektora rozejrzeć się, sprawdzić gdzie są wyjścia ewakuacyjne" - podkreślił komendant.

 

Dodał, że istotną kwestią było też zachowanie pielgrzymów - którzy dostosowywali się do apeli i poleceń. Przykładowo nikt z uczestników ŚDM, mimo wysokich temperatur, nie próbował kąpać się w znajdujących się na terenie Brzegów wyrobiskach. "Były one bardzo dobrze zabezpieczone, odgrodzone zarówno przez nas jak i przez policjantów. Na miejscu mieliśmy też specjalistyczne jednostki ratownictwa wodno-nurkowego, podobnie jak w przypadku bulwarów nad Wisłą w Krakowie - na szczęście te jednostki nie musiały interweniować" - zaznaczył szef PSP.

 

Generał przyznał równocześnie, że jednym z trudniejszych momentów było zabezpieczenie dworca Kraków Główny, po mszy inauguracyjnej. Z powodu m.in. pogody, deszczu tłum pielgrzymów wszedł na perony; kolejne osoby próbowały tam dotrzeć. W ścisku dochodziło do omdleń, istniało ryzyko, że ktoś może spaść na tory - ostatnie ludzi odzieli od nich policjanci. "Policja poprosiła nas o pomoc. Odgrodziliśmy naszymi samochodami pożarniczymi wejście tak by powstrzymać napływ ludzi" - dodał komendant.

 

Pytany o to, co najbardziej go zaskoczyło podczas ŚDM powiedział, że puste - jak na tego typu wydarzenie i liczba uczestniczących w nim osób - miasto. "Mieszkańcy Krakowa generalnie usunęli samochody zaparkowane wzdłuż głównych ulic. Miasto było przejezdne i puste. To nam ułatwiało służbę, bo w razie konieczności nasze wozy mogły szybciej dojechać do zdarzenia" - ocenił.

 

Szef PSP podkreślił, że ŚDM charakteryzowały się też zaskakująco małą liczbą zdarzeń. "Średnio odnotowywaliśmy ok. 19, 20 zgłoszeń - mimo tak dużej liczby osób. Mówię tutaj o pożarach, kolizjach, wypadkach. Zazwyczaj w Krakowie takich zgłoszeń jest dziennie ok. 40" - powiedział.

 

Strażacy zabezpieczali też m.in. trasy przejazdu papieża Franciszka. W konwoju eskortującym ojca świętego zawsze był tzw. lekki samochód pożarniczy. "To wóz specjalnie przystosowany i specjalnie przygotowana do tego typu zabezpieczenia załoga. W konwoju jechały samochody vip-owskie, w tym opancerzone, które są nieco inaczej skonstruowane. Dlatego w gotowości musiał być specjalistyczny sprzęt. Dodatkowo ten samochód może osiągać większe prędkości, ma lepsze przyśpieszenie; posiada zbiornik na wodę i środek do wytwarzania piany, sprzęt hydrauliczny i oświetleniowy" - podkreślił nadbryg. Suski.

 

(PAP)