Wygrana szczypiornistów. Polska - Szwecja 25:24

Wygrana szczypiornistów. Polska - Szwecja 25:24
PAP/EPA/MARIJAN MURAT

W pierwszym spotkaniu biało-czerwoni ulegli ekipie gospodarzy 32:34, a w drugim przegrali z Niemcami 29:32. W trzecim wygrali z Egiptem 33:25.

 

Polska: Polska: Sławomir Szmal 1, Piotr Wyszomirski 1 - Krzysztof Lijewski 6, Mateusz Jachlewski, Przemysław Krajewski 3, Karol Bielecki 8, Mariusz Jurkiewicz 1, Adam Wiśniewski, Bartosz Jurecki, Kamil Syprzak 2, Michał Daszek 3, Mateusz Kus, Michał Szyba.

 

Szwecja: Mattias Andersson, Mikael Appelgren - Jim Gottfridsson, Kim Andersson 4, Jerry Tollbring 6, Lukas Nilsson 2, Jonathan Stenbacken, Tobias Karlsson, Johan Jakobsson 2, Fredrik Petersen, Philip Stenmalm 8, Mattias Zachrisson 1, Andreas Nilsson, Jesper Nielsen 1.

 

Po raz kolejny biało-czerwoni zafundowali swoim kibicom horror, ale ze szczęśliwym zakończeniem. Polacy w końcówce zachowali więcej zimnej krwi i tylko dzięki temu wygrali z wicemistrzami olimpijskimi z Londynu, którzy po tej porażce stracili szanse na awans do ćwierćfinału.

 

W polskim zespole wyraźnie odczuwało się brak na rozegraniu Michała Jureckiego, który odniósł kontuzję w poprzednim meczu z Egiptem. Za to po raz pierwszy po długiej przerwie na boisku w szeregach Polaków pojawił się Mariusz Jurkiewicz.

 

Początek spotkania był niezwykle wyrównany, praktycznie akcje toczyły się gol za gol. Obie ekipy grały nerwowo, mnożyły się niecelne rzuty i proste błędy. W siódmej minucie padła dopiero trzecia bramka w tym spotkaniu (2:1 dla Polski). W pierwszej połowie znakomicie spisywał się w szwedzkiej bramce Mattias Anderson, który w tym okresie zanotował 48-procentową skuteczność. Z drugiej strony Piotr Wyszomirski popisał się kilkoma udanymi interwencjami, dość dobrze spisywała się polska defensywa.

 

Najwięcej problemów podopiecznym Tałanta Dujszebajewa sprawiali lewoskrzydłowy Jerry Tollbring i zabójczo skuteczny lewy rozgrywający, zdobywca ośmiu goli Philip Stenmalm.

 

Po przerwie kibice obu ekip przeżywali prawdziwą huśtawkę nastrojów. Druga odsłona zaczęła się obiecująco dla Polaków. Po trzech golach z rzędu objęli prowadzenie 15:13. Wtedy jednak w ich obronie zapanował chaos, stracili pięć kolejnych bramek i w 42. min przegrywali 15:18. Sytuacja nieco poprawiła się gdy między słupkami pojawił się Sławomir Szmal. Jednak rywalom udawało się długo utrzymywać jedno-, dwubramkowe prowadzenie. Dopiero w 52. minucie po dwóch udanych rzutach z dystansu Karola Bieleckiego ponownie był remis 21:21.

 

Przełom nastąpił sześć minut przed końcem. Najpierw wyrównał Krzysztof Lijewski na 22:22, potem po efektownej indywidualnej akcji Przemysław Krajewski podwyższył na 23:22. Dodatkowo Szwed otrzymał karę dwóch minut i gdy rywale wycofali bramkarza, Polacy dorzucili dwa gole do pustej bramki.

 

Kiedy półtorej minuty przed końcem Polska wygrywała 25:22, wydawało się, że już sprawa zwycięstwa jest przesądzona, ale to nie w przypadku biało-czerwonych... Najpierw Skandynawowie zaliczyli trafienie, a kilka sekund później Polacy zgubili piłkę na środku boiska i w efekcie 32 sekundy przed ostatnią syreną było już tylko 25:24. Korzystny rezultat jednak udało się dowieźć do końca.

 

(PAP)