Biskupi: akcja "Przekażmy sobie znak pokoju" nie dla katolików. Nie można jednać się z homoseksualistami

Biskupi: akcja Przekażmy sobie znak pokoju nie dla katolików. Nie można jednać się z homoseksualistami

Chodzi o zainaugurowaną przed tygodniem przez środowisko LGBT kampanię "Przekażmy sobie znak pokoju". Jej celem jest przypomnienie, że z wartości chrześcijańskich wypływa konieczność szacunku i dialogu wobec wszystkich osób, także nieheteroseksualnych. Kampanię promują m.in. plakaty ukazujące ręce złączone w uścisku, na nadgarstku jednej z nich jest różaniec, na drugim - wstążka w kolorach tęczy symbolizująca społeczność LGBT. Patronami medialnymi kampanii są m.in. miesięcznik Znak, Tygodnik Powszechny, Więź.

 

"Katolicy nie powinni brać udziału w kampanii +Przekażmy sobie znak pokoju+, gdyż rozmywa ona jednoznaczne wymagania Ewangelii" - napisali biskupi z oświadczeniu przesłanym w środę PAP.

 

Według nich "Kościół nigdy nie dzieli ludzi według orientacji seksualnej, ale uświadamia wszystkim, że jako stworzeni +na obraz i podobieństwo Boga+, są ukochanymi dziećmi Bożymi – siostrami i braćmi w Chrystusie – i stąd cieszą się równą godnością".

 

"Szacunek dla godności każdej osoby jest jednak nie do pogodzenia z szacunkiem dla samych czynów homoseksualnych" - podkreśliło prezydium KEP. "Są one obiektywnie moralnie złe i jako takie nie mogą nigdy cieszyć się akceptacją Kościoła. Podobnie jest z podnoszonymi przez niektórych postulatami zrównania w prawie związków homoseksualnych z heteroseksualnymi. Tego typu postulaty – zawsze, a zwłaszcza w dobie głębokiego kryzysu rodziny – są szkodliwe dla społeczeństw i jednostek" - dodano.

 

Biskupi odnieśli się również do znaku symbolizującego kampanię. Jak napisali, znak pokoju "wyraża gotowość do pojednania z drugim człowiekiem i przyjęcia go w świętej wspólnocie grzeszników". "Wszyscy przecież jesteśmy grzeszni, co również wyrażamy w akcie pokuty na samym początku każdej liturgii. Wyciągnięta ku drugiemu ręka oznacza zatem akceptację osoby, nigdy zaś – aprobatę dla jej grzechu, niezależnie od tego, jakiej on jest natury" - wyjaśnili.

 

Głos sprawie plakatów promujących kampanię zabrał również metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz. Jak napisał, mają one wyrażać apel o szacunek i życzliwość wobec osób homoseksualnych przez katolików, co jest zgodne z nauką Kościoła wyrażoną w Katechizmie Kościoła Katolickiego. "Natomiast przekaz kampanii idzie znacząco dalej. Niektóre osoby występujące w spotach wideo krytykują nauczanie Kościoła w kwestii oceny homoseksualizmu, sugerując konieczność jego złagodzenia bądź zmiany" - napisał.

 

Według kardynała uzasadniony niepokój budzi bezpośredni udział w akcji środowisk katolickich i osób związanych z Kościołem. Jak dodał, będzie rozmawiał ze środowiskami katolickimi z Archidiecezji Warszawskiej, które zaangażowały się w akcję, by wyjaśnić wątpliwości.

 

Kilka dni temu o kampanii wypowiadał się metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz; według niego odwołuje się ona do nauki chrześcijańskiej, "ma na celu nie tylko promowanie szacunku dla osób homoseksualnych, ale również uznanie aktów homoseksualnych oraz związków jednopłciowych za moralnie dobre".

 

Fundacja Życie i Rodzina zwróciła się do kardynała z prośbą o odebranie Tygodnikowi Powszechnemu i Znakowi przydomka

"katolicki".

 

(PAP)