Węgry: wyborcy deklarują przeważnie głos na „nie”

Węgry: wyborcy deklarują przeważnie głos na „nie”
PAP/EPA/NOEMI BRUZAK

Wielu podkreślało, że pamiętają ubiegłoroczny kryzys imigracyjny, gdy Węgry zalała fala uchodźców, i nie chcą jego powtórki.

 

W referendum Węgrzy odpowiadają na pytanie: "Czy chce Pan/Pani, by Unia Europejska mogła zarządzić, również bez zgody parlamentu, obowiązkowe osiedlanie na Węgrzech osób innych niż obywatele węgierscy?".

 

Przeczącą odpowiedź na to pytanie zadeklarowała zdecydowana większość osób zapytanych przez PAP w okolicach dworca Keleti, gdzie w ubiegłym roku koczowały tysiące uchodźców chcących dostać się pociągiem na Zachód.

 

„Oczywiście, że zagłosowałam na +nie+. Nie chcę, żeby mi tu przyjeżdżali imigranci” – powiedziała starsza kobieta.

 

Młoda kobieta, uzasadniając swoje „nie”, zaznaczyła, że nie ma nic przeciwko cudzoziemcom, ale uważa, że wśród imigrantów jest wiele osób, które chciałyby w nowym miejscu żyć zgodnie ze swoimi zasadami, a ona tego nie chce.

 

„Gdyby to byli ludzie o podobnej kulturze, na przykład Szwedzi, Norwegowie czy Polacy, to nie miałabym nic przeciwko temu – powiedziała młoda mężatka. – Ale to ludzie o innym sposobie życia i nie chcą przyjąć naszego. Nie chcę się bać we własnym kraju, gdy np. założę szorty”.

 

Dodała, że podczas apogeum fali napływu uchodźców w zeszłym roku była akurat w podróży poślubnej za granicą, ale jej koleżanka, która jest właścicielką mieszkania koło dworca Keleti, skarżyła się, że jej lokatorzy rezygnują. „Cala ulica była w fekaliach i moczu. Bardzo się wtedy zepsuła ta okolica” – powiedziała.

 

Wydarzenia z zeszłego roku wspominała tez inna kobieta. „Dworzec Keleti i (pobliski) plac Jana Pawła II były świeżo odnowione, a tu setki prowizorycznych posłań, góry śmieci i smród. Nie chcę tego ani dla siebie, ani dla następnych pokoleń” – powiedziała.

 

Jak podkreśliła, referendalne pytanie nie wyklucza pomagania „tym, którzy naprawdę tego potrzebują i rzeczywiście są uchodźcami”.

 

Ubiegłoroczny kryzys wymieniła jako jeden z czynników, które miały decyzję na sposób jej głosowania w referendum, jeszcze jedna kobieta. „Bałam się o siebie, o swoja rodzinę i o swoje dzieci. Nie chciałabym, żeby ten problem się rozpowszechnił” – oznajmiła.

 

Jedna ze starszych kobiet uzasadniając głos na „nie” użyła dokładnie tych samych sformułowań, którymi posługiwał się rząd podczas kampanii. „Nie chcę, żeby jacyś urzędnicy, których nikt nie wybrał, narzucali nam, kto ma tu przyjechać. Chcę, żeby na Węgrzech było tak, jak jest” – powiedziała.

 

Jedna młoda kobieta oświadczyła, że oddała nieważny głos. Nie chciała jednak wyjaśnić, dlaczego.

 

Tylko młoda dziewczyna, która nie będzie głosować, bo jest zameldowana w innym mieście, powiedziała PAP, że gdyby poszła na referendum, odpowiedziałby „tak”. „Trzeba pomagać innym ludziom. To nic, że Węgry są małe, zmieściłoby się u nas jeszcze dużo ludzi” – powiedziała.

 

Na dworcu Keleti o ubiegłorocznych wydarzeniach przypominało w niedzielę miasteczko namiotowe, postawione przez ekipę filmową. Akurat trwały zdjęcia do filmu „Zbędny człowiek” znanego reżysera Kornela Mundruczo i na planie kręcili się statyści.

 

”Dokładnie w tym samym miejscu był tu w zeszłym roku obóz namiotowy, gdzie mieszkali uchodźcy” – powiedziała PAP jedna ze statystek o bliskowschodnich rysach, która odtwarza rolę imigrantki. W referendum nie uczestniczyła, bo jest zajęta udziałem w filmie.

 

Opublikowany w sobotę sondaż Instytutu Publicus wykazał przytłaczającą przewagę osób chcących udzielić odpowiedzi przeczącej na stawiane w referendum pytanie. Wśród respondentów zdecydowanych wziąć udział w referendum aż 74 proc. zamierzało zagłosować na „nie”, tylko 5 proc. na „tak”, 3 proc. chciało oddać głos nieważny – o co apelowała część opozycji – a 18 proc. jeszcze nie wiedziało, jak zagłosuje.

 

Z sondażu tego wynika też, że nie jest pewne, czy referendum będzie ważne. Tylko 46 proc. ankietowanych zadeklarowało, że na pewno wezmą udział w referendum. O godz. 11 frekwencja wyniosła 16,37 proc.

 

(PAP)