Dopingowa afera z Therese Johaug - skandynawskie media w szoku

Dopingowa afera z Therese Johaug - skandynawskie media w szoku
PAP/EPA

Norweskie media w łagodniejszy sposób piszą o biegaczce, lecz bardzo ostro atakują krajową federację narciarską komentując, że przypadek Johaug jest "kolejnym gwoździem do trumny norweskich biegów narciarskich".

 

Kanał telewizji TV2 komentując wyjaśnienia lekarza Johaug, że kupił krem Trofodermin zawierający niedozwoloną substancję we włoskiej aptece po konsultacji z farmaceutą opublikował na swojej stronie zdjęcie opakowania tego kremu, które jeden z dziennikarzy kupił we Włoszech w czwartek. Widnieje na nim czerwony znak ostrzegawczy i napis "doping".

 

"W świetle sprawy Martina Sundby'ego, u którego wykryto zbyt duże dawki lekarstwa na astmę, w lecie odebrano mu Puchar Świata i zawieszono, drugi przypadek klasyfikowany jako doping w tak krótkim czasie i u tak utytułowanej zawodniczki jest bardzo poważny. Wiarygodność Norwegii, która jeszcze przed rokiem była strażnikiem moralności spada teraz jak kamień" - powiedział ekspert od biegów narciarskich w telewizji NRK Torgeir Bjoern.

 

"To kolejny norweski skandal" - napisał szwedzki dziennik "Aftonbladet" i dodał, że Johaug może nie wystartować w przyszłorocznych mistrzostwach świata w Lahti, a także stracić igrzyska olimpijskie w 2018 roku, co dla 28-letniej biegaczki będzie wielką tragedią.

"Kara musi być i nadejdzie, więc teraz czekamy na jej sprawiedliwy wymiar, który w podobnych przypadkach wynosił zwykle dwa lata dyskwalifikacji" - skomentowała gazeta.

 

"Expressen" znalazł 27 przypadków stosowania preparatu klostebol i przypomniał, że najniższą karą były trzy miesiące zawieszenia. Duński ekspert antydopingowy przy Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) Rasmus Damsgaard zasugerował w wypowiedzi dla kanału szwedzkiej telewizji SVT nawet cztery lata dyskwalifikacji.

 

"Sprawa jest prosta. Klostebol jest sterydem anabolicznym i jeżeli zostanie wykryty w moczu sportowca, to o takiej właśnie karze mówią przepisy" - wyjaśnił.

 

Dyrektor szwedzkiego laboratorium antydopingowego w sztokholmskim instytucie Karolinska Magnus Ericsson powiedział na antenie szwedzkiego radia, że "jest to jeden z najbardziej efektywnych preparatów używanych do przyspieszenia budowy mięśni".

Podkreślił, że nie rozumie i nie przyjmuje tłumaczeń norweskiego lekarza, że nie zdawał sobie sprawy z tego, jakie składniki zawiera. "Przecież jest zawodowcem i wystarczyło mu dokładnie przeczytać opis na opakowaniu i ulotce. Jego tłumaczenie z pewnością nie będzie okolicznością łagodzącą" - zaznaczył.

 

"Po ostatnich rewelacjach z Norwegii dotyczących masowego stosowania lekarstw na astmę i teraz przypadku Johaug, przestałem się już dziwić i kolejny przypadek z tego kraju mnie nie zaskoczy" - dodał.

 

Felietonista gazety "Nya Waermlands Tidning" Lasse Anreel, który przed dwoma tygodniami napisał, że dla oczyszczenia tej dyscypliny należy wykluczyć wszystkich Norwegów na dwa lata, a Johaug nazwał "zimnokrwistą oszustką z uśmiechem niewinnej blondynki", tym razem skomentował: "A nie mówiłem? Przecież nie jestem jasnowidzem...".

 

Również w Finlandii wiadomość o dopingu Norweżki jest szokiem i komentarze są ostre. Mistrz olimpijski z Soczi w sprincie drużynowym Sami Jauhojarvi stwierdził na antenie telewizji YLE: "Fakt, że w przeciągu trzech miesięcy mamy aż dwa przypadki w Norwegii i to u najlepszych zawodników świata świadczy, że łowcy dopingowiczów stają się coraz bardziej skuteczni i może nadchodzi czas, kiedy stając na linii startu będziemy wszyscy mieli równe szanse".

 

Zbigniew Kuczyński

 

(PAP)