Ruszył proces ws. zabójstwa dziennikarza z Mławy

Ruszył proces ws. zabójstwa dziennikarza z Mławy
fot. PAP/EPA

Według aktu oskarżenia, do zabójstwa Łukasza Masiaka doszło tuż po incydencie towarzyskim. W opinii prokuratury, brak jest dowodów by zabójstwo to miało związek z działalnością zawodową dziennikarza. W trakcie śledztwa Bartosz N. złożył tylko raz wyjaśnienia - nie przyznał się wówczas do zarzucanego mu czynu. Według niego, śmierć Łukasza Masiaka była wynikiem nieszczęśliwego wypadku - upadku na posadzkę. Stanowisko to Bartosz N. podtrzymał w czwartek przed sądem.

 

Bartosz N. odmówił składania wyjaśnień przed sądem i odpowiedzi na zadawane pytania. ”Nigdy nie godziłem się z tym, żeby komuś zrobić krzywdę. Zawsze byłem przeciwnikiem przemocy” - oświadczył jedynie.

 

Proces obserwuje przedstawiciel Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która wcześniej apelowała o rzetelne śledztwo w sprawie zabójstwa mławskiego dziennikarza i wyjaśnienie wszystkich okoliczności tego zdarzenia.

 

Po odczytaniu aktu oskarżenia sąd rozpoczął przesłuchania świadków, w pierwszej kolejności wdowy po dziennikarzu. Zeznała ona m.in., iż jej mąż otrzymywał pogróżki i ostrzeżenia, by nie zajmował się zawodowo niektórymi tematami. Przyznała, że mąż nosił się z zamiarem sprzedaży portalu, który prowadził. Według niej, krótko przed śmiercią przygotowywał artykuł o dopalaczach.

 

Do zabójstwa Łukasza Masiaka, b. dziennikarza „Głosu Mławy”, a od 2010 r. własnego portalu internetowego naszamlawa.pl., doszło w nocy 14 czerwca 2015 r. w kręgielni w jednym z nocnych lokali w Mławie.

 

Bartosz N. zbiegł z miejsca zdarzenia i ukrywał się przez wiele miesięcy. Był poszukiwany m.in. w ramach Europejskiego Nakazu Aresztowania do 2 lutego tego roku, gdy zgłosił się do płockiej Prokuratury Okręgowej. Postawiono mu wtedy zarzut działania z zamiarem ewentualnego pozbawienia życia mławskiego dziennikarza. Według ustaleń prokuratury, Bartosz N. dokonał zabójstwa zadając bardzo silny cios poprzez kopnięcie w lewą część głowy, co spowodowało niewydolność krążeniowo-oddechową i śmierć Łukasza Masiaka. W ocenie śledczych, Bartosz N., będąc osobą wysportowaną, po kursie instruktora kulturystyki i boksu, powinien zdawać sobie sprawę, że jego działanie może przynieść śmiertelny skutek.

 

W śledztwie prokuratura weryfikowała m.in. wersję Bartosza N. o nieszczęśliwym wypadku. Ostatecznie, po uzyskaniu opinii biegłych medyków, nie zmieniono przyjętej wcześniej kwalifikacji, czyli działania z zamiarem ewentualnym pozbawienia życia.

 

W czasie śledztwa Bartosz N. został skierowany na obserwację w Regionalnym Ośrodku Psychiatrii Sądowej w Gostyninie (Mazowieckie). Wykazała, że w chwili czynu był poczytalny.

 

Po śmierci Masiaka „Tygodnik Gazeta Mławska” informował m.in. o niewyjaśnionym napadzie na dziennikarza, do którego doszło w styczniu 2014 r. w pobliżu jego domu - zamaskowany sprawca użył wtedy gazu i pobił dziennikarza. Według gazety Masiak łączył to wydarzenie z zamieszczaniem tekstów na swoim portalu. Dziennikarz otrzymał też wcześniej nekrolog przesłany listem.

 

O przeprowadzenie skutecznego śledztwa i szczegółowe wyjaśnienie okoliczności śmierci Łukasza Masiaka apelowały po wszczęciu postępowania m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka oraz Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Odnosząc się do publikacji mediów na temat wcześniejszych gróźb wobec Masiaka i jego pobicia, policja informowała, że dziennikarz złożył dwa zawiadomienia dotyczące napaści - w styczniu 2014 r. oraz przesłania na jego adres nekrologu - w grudniu 2014 r. Nie udało się ustalić sprawców tych czynów. Według policji dziennikarz zeznawał wtedy, iż nie miał żadnych wrogów ani problemów życiowych, których wynikiem mogły być napad i anonim z nekrologiem.

(PAP)