Amnesty International: Próby samobójcze w australijskim ośrodku dla imigrantów na Nauru

Amnesty International: Próby samobójcze w australijskim ośrodku dla imigrantów na Nauru
15 proc. - 58 - osób przetrzymywanych w ośrodku, z którymi AI rozmawiała przed opublikowaniem w poniedziałek raportu zatytułowanego "Wyspa rozpaczy", albo usiłowało się zabić, albo miało myśli samobójcze.
 
"Rozmawiałam z dziewięciolatkami, które mają za sobą próbę samobójczą i otwarcie mówiły o odebraniu sobie życia - powiedziała autorka raportu Anna Neistat, która odwiedziła obóz na Nauru. - Ich rodzice mówili, że chowają wszystkie ostre przedmioty i tabletki, nie pozwalają swoim dzieciom wychodzić z domu z obawy, że popełnią samobójstwo".
 
"Australia utrzymuje na Nauru więzienie pod gołym niebem, które nastawione jest na to, by spowodować jak najwięcej cierpienia i w ten sposób odwieść garstkę najbardziej zagrożonych ludzi od zamiaru schronienia się w Australii" - podkreśliła Neistat.
 
Jak dodała, osoby przetrzymywane w ośrodku padają często ofiarą ataków ze strony mieszkańców Nauru. Mimo kilkudziesięciu zgłoszeń napaści seksualnych i fizycznych ataków nic nie wskazuje na to, by choć jeden mieszkaniec Nauru został pociągnięty do odpowiedzialności - zaznaczyła.
 
Według raportu irański imigrant był przez trzy miesiące przetrzymywany w zamknięciu, mimo że w tym czasie jego ośmioletni syn, przebywający w obozie samotnie, chorował na gruźlicę. Z kolei trzyletnie dziecko z Iranu leczono specyfikami przeznaczonymi dla dorosłych pacjentów; protestującym rodzicom powiedziano, że "mogą przecież wrócić do domu".
 
Zgodnie z australijskim prawem łodzie z imigrantami próbującymi przedostać się do tego kraju są zatrzymywane przez okręty marynarki wojennej, a ci, którym mimo to udaje się dotrzeć do Australii, kierowani są do opłacanych przez Canberrę obozów w sąsiednich państwach wyspiarskich, gdzie rozpatrywane są ich wnioski o azyl. W obozie na Nauru na rozpatrzenie wniosku czeka ponad 400 osób; ponad 900, którym przyznano już status uchodźcy, mieszka na wolności na wyspie.
 
(PAP)