Karczewski: Borusewicz "póki co" nie będzie prowadził obrad Senatu

Karczewski: Borusewicz póki co nie będzie prowadził obrad Senatu
PAP/Leszek Szymański

Postanowienie Karczewskiego ma związek z decyzją Borusewicza, który na posiedzeniu Senatu na początku października zdecydował o przerwie w obradach do 20 października. Decyzja ta, jak podkreślał wtedy Karczewski, nie była z nim konsultowana.

 

Na wtorkowym briefingu prasowym marszałek Senatu podkreślił, że ta decyzja Borusewicza sprawiła, że stracił do niego zaufanie.

 

"Bezpośrednio po wydaniu tej decyzji przez marszałka Borusewicza powiedziałem i podjąłem decyzję, że pan marszałek nie będzie prowadził obrad, bo prowadzeniem obrad stanowi (on) pewnego rodzaju zagrożenie dla funkcjonowania Senatu. W związku z tym pan marszałek Borusewicz póki co nie będzie prowadził obrad Senatu" - powiedział Karczewski. Podkreślił, że nadal uważa decyzję Borusewicza za "skandaliczną".

 

Pytany o to, co musiałby zrobić Borusewicz, by móc prowadzić obrady, Karczewski powiedział, że "nie chce spekulować i będzie odpowiadać na pytania dotyczące rzeczywistości, a nie przyszłości". "Zobaczymy, będę podejmował decyzję" - dodał.

 

W czwartek 6 października, po tym gdy prezes TK Andrzej Rzepliński przedstawił informację o działaniach Trybunału w 2015 r., senator PiS Jan Maria Jackowski zgłosił wniosek o przerwę w obradach do 19 października - na ten dzień zaplanowano również rozpoczęcie kolejnego posiedzenia izby.

 

Jackowski swój wniosek uzasadniał tym, że senatorowie muszą przygotować się do debaty nad informacją przedstawioną przez prezesa TK, który - według senatora PiS - w swym wystąpieniu "wyszedł poza zakres merytoryczny punktu, którym była informacja o działalności TK w 2015 r. i podjął się recenzowania aktualnych prac parlamentu".

 

Prowadzący wówczas obrady wicemarszałek Borusewicz, po ustaleniu, że 19 października prezes TK nie może być obecny w Senacie, ogłosił przerwę w obradach do 20 października. Jeszcze tego samego dnia marszałek Karczewski oświadczył, że ta decyzja nie była konsultowana i że Borusewicz stracił jego zaufanie oraz że senatorowie PiS rozpatrują możliwość odwołania go z funkcji wicemarszałka Senatu.

 

Ostatecznie, decyzją Karczewskiego, posiedzenie Senatu zostało wznowione we wtorek 18 października. Kolejne, zaplanowane na dwa dni, posiedzenie Senatu rozpocznie się w środę, 19 października.

 

Podczas wtorkowego briefingu Karczewskiego spytano, co spowodowało, że uznał, że może zmienić decyzję Borusewicza ws terminu wznowienia posiedzenia Senatu, podczas gdy na początku października wskazywał, że według senackich prawników decyzji Borusewicza o przerwie nikt – ani on, ani Prezydium Senatu, ani Konwent Seniorów - nie może zmienić.

 

"Takie były opinie niektórych prawników, ja skorzystałem z opinii innych prawników, są różne opinie. Ja się kierowałem zdrowym rozsądkiem" - odpowiedział marszałek Senatu. Zaznaczył, że zmiana decyzji Borusewicza była konsultowana na Konwencie Seniorów i zyskała poparcie pozostałych wicemarszałków.

 

Karczewskiego spytano też, czy wróci na salę obrad, by posłuchać trwającej debaty z udziałem prezesa TK. "Nie wrócę, nie będę słuchał. Wiem, że pan prezes będzie się odnosił nie do punktu, który jest w porządku obrad (informacja o działalności Trybunału Konstytucyjnego w 2015 r.). Pan prezes mówi o Komisji Weneckiej, mówi o swoich wrażeniach" - stwierdził marszałek Senatu. Jak dodał, nie zamierza słuchać "o wrażeniach politycznych" prezesa Rzeplińskiego.

 

Dopytywany, czy jest to bojkot prezesa TK, Karczewski odpowiedział: "Nie. Pan używa nieuprawnionego określenia. Ja za chwilę spotykam się z panem ambasadorem Francji, za chwilę mam inne spotkania, na pewno ważniejsze sprawy dla Polski i Polaków niż słuchanie opinii politycznych pana Andrzeja Rzeplińskiego".

 

Marszałka Senatu spytano też o to, czemu nie uczestniczył w obchodach rocznicy 30-lecia powstania TK, które odbyły się w poniedziałek w Dworze Artusa w Gdańsku i czy trafiło do niego zaproszenie na tę uroczystość.

 

"Tak, zaproszenie otrzymałem, ale wcześniej otrzymałem zaproszenie ze szpitala w Łęczycy - oglądałem go. Dziś odwiedziłem szpital w Tomaszowie Mazowieckim, tam są prawdziwe problemy" - odpowiedział Karczewski. Dodał, że nie pojechał do Gdańska, bo jego zdaniem "to było spotkanie bardziej polityczne niż związane z celebrowaniem rocznicy".

 

(PAP)