Uczestniczki Ogólnopolskiego II Strajku Kobiet przed Sejmem, protesty w całym kraju

"Demokracja bez kobiet to pół demokracji i doświadczamy tego dzisiaj, kiedy nasze prawo do decyzji, to co nam się należy jako rozumnym istotom, jest nam odbierane" - mówiła jedna z organizatorek protestu, Agata Czarnacka. "Teraz chcemy wszystkiego - szacunku, praw obywatelskich, równości, a przede wszystkim chcemy przestać się bać" - podkreślała.

 

Uczestnicy protestu przed Sejmem trzymali transparenty z napisami, m.in.: "Zajmijcie się pedofilami, nie kobiecymi brzuchami", "My są wolne, nie swawolne", "Siekiera, motyka, parasolka, PiS wymiecie wściekła Polka", "Równość, godność, szacunek dla naszych matek, sióstr, córek".

 

Skandowano: "Chcemy edukacji, nie indoktrynacji", "Myślę, czuję, decyduję", "Wolna Polska jest kobietą", "Seks tak, seksizm nie", "Mamy dość", "Nie składamy parasolek".

 

Zdecydowana większość uczestników protestu ubrana była na czarno, część miała na twarzach namalowane czarne paski. Wiele osób, mimo bezdeszczowej aury, trzymało rozłożone parasolki - symbol "czarnego protestu" zorganizowanego trzy tygodnie wcześniej.

 

W pobliżu sceny, na której przemawiali organizatorzy protestu i osoby go wspierające, zebrało się kilkoro przeciwników aborcji z transparentami i zdjęciami płodów po aborcji. Od głównej demonstracji odgradzał ich kordon policji. Osoby te emitowały z głośników nagranie, w którym opowiadano m.in. o tym, jak przebiega aborcja.

 

Podczas protestu zbierano podpisy pod petycją do rządu i parlamentarzystów, w której określono 11 głównych żądań protestujących. Wśród nich znalazły się m.in. żądanie ścigania seksistowskich wypowiedzi, krajowego programu wsparcia in vitro i świeckiego państwa.

 

"Żądamy pełnego dostępu do metod planowania rodziny, zgodnego z naszym sumieniem i życiowymi wyborami, a także wsparcia państwa bez względu na opcję światopoglądową" - czytamy w petycji.

 

Odczytano także odezwę Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, która w poniedziałek zostanie przedstawiona partiom parlamentarnym i rządowi.

 

"Podtrzymując fikcję prawną w postaci +kompromisu aborcyjnego+, państwo polskie nie tylko podważa własną wiarygodność, ale też kreuje politykę zdrowotną, w której godność, bezpieczeństwo, życie i zdrowie kobiet znajdują się na ostatnim miejscu. Podobnie jest w polityce społecznej: imperatyw rodzenia przesłonił zasady nowoczesnego wsparcia dla różnych form rodzin. Wsparcia opartego na wiedzy socjologicznej i społecznym dialogu" - zaznaczono w odezwie.

 

Zaplanowane na niedzielę i poniedziałek protesty nazwano Ogólnopolskim II Strajkiem Kobiet. Pierwszy odbył się 3 października i nazwany był "Czarnym protestem" lub "Czarnym poniedziałkiem". Był on odpowiedzią na decyzję Sejmu, który 23 września odrzucił projekt liberalizujący przepisy aborcyjne, a do dalszych prac w komisji skierował projekt przewidujący całkowity zakaz i penalizację przerywania ciąży.

 

Wywołało to burzliwe reakcje, m.in. "Czarny protest" jako wyraz sprzeciwu wobec zaostrzenia przepisów. Uczestniczki akcji zapowiadały, że 3 października nie przyjdą do pracy lub nie będą wykonywać codziennych obowiązków; apelowano, by solidarność ze strajkującymi zamanifestować czarnym strojem. Manifestacje odbyły się w wielu polskich miastach, a także za granicą.

 

Jednocześnie w ramach sprzeciwu wobec "czarnego protestu" organizowane były "białe protesty"; zachęcano, by czarny strój pozostawić "tym, którzy mają czarne sumienia". W kościołach prowadzone były modlitwy w intencji ochrony życia; zachęcał do nich Episkopat.

 

6 października posłowie zadecydowali o odrzuceniu również projektu zakładającego całkowity zakaz i penalizację przerywania ciąży. Jednocześnie rząd zaproponował program wsparcia dla rodzin w trudnej sytuacji, m.in. tych, które wychowują dzieci z niepełnosprawnościami.

 

(PAP)