Kaczyński: Program PiS realizowany energicznie, bez dogmatyzmu

Kaczyński: Program PiS realizowany energicznie, bez dogmatyzmu
Fot. PAP/Jacek Bednarczyk

Pytany w programie TVP "Gość Wiadomości" o ocenę pierwszego roku rządu Beaty Szydło, szef PiS powiedział, że jest ona bardzo dobra. Jego zdaniem rok był trudny, ale choć "jak zawsze w tego rodzaju sytuacjach nie wszystko się mogło udać", to "udało się naprawdę bardzo dużo".

 

"Jeśli odrzucić to wszystko, co jest oczywistą nieprawdą, no to można powiedzieć, że program, który przedstawiliśmy w trakcie kampanii wyborczej (...), jest realizowany energicznie, jest realizowany przy tym rozsądnie: tam, gdzie np. trzeba się było cofnąć, tam żeśmy się cofnęli, nie ma żadnego dogmatyzmu" - mówił Kaczyński.

 

Podkreślił, że u podstaw polityki rządu w tym okresie leżało "głębokie przekonanie, że w pierwszym etapie trzeba pomóc przede wszystkim tej części społeczeństwa, która miała się najgorzej". Ta pomoc - dodał prezes PiS - "ma wielkie znaczenie społeczne, także na przyszłość". "Ma jednocześnie wielkie znaczenie gospodarcze, bo wzrost dochodów tej części społeczeństwa - a przypomnę chociażby o podwyższeniu najniższej płacy - to jest także zwiększenie się popytu, co przynajmniej po jakimś czasie powinno także ułatwiać rozwój gospodarczy" - powiedział Kaczyński.

 

Pytany, co się nie udało, wskazał na problemy z wprowadzeniem w życie podatku handlowego. Szef PiS przyznał też, że "nie wszystkie decyzje personalne okazały się decyzjami właściwymi".

 

Dopytywany o brak zapowiadanej przez PiS w kampanii wyborczej podwyżki kwoty wolnej od podatku, Kaczyński zwrócił uwagę na ograniczone możliwości związane z tym, w jakim stanie były państwo, gospodarka i system podatkowy w momencie obejmowania władzy. "W związku z tym pewne rzeczy muszą być rozłożone w czasie" - powiedział.

 

Prezes PiS odniósł się w tym kontekście również do koncepcji jednolitego podatku, który uwzględniałby wyższą kwotę wolną. "Ten pomysł jest w tej chwili analizowany i sądzę, że w tej czy innej wersji - na pewno nie takiej, która będzie uderzała w jakąś znaczącą część społeczeństwa - (...) w ostatecznym rozrachunku będzie wprowadzony i zacznie od 2018 r. działać" - powiedział.

 

Premier Szydło powiedziała w środę, że jednolita danina zostanie wprowadzona, jeśli okaże się, że będzie prosta, sprawiedliwa i nie uderzy w przedsiębiorców, a jednocześnie rozwiąże najważniejsze problemy. Czyli - jak mówił - zniweluje różnice pomiędzy grupami podatników, którzy bardzo dobrze zarabiają i płacą relatywnie niższe podatki, a tymi, którzy zarabiają niewiele.

 

Prezes PiS został zapytany w TVP m.in. czy jest przekonany, że na realizację obietnic wyborczych starczy pieniędzy. "Sądzę, że wystarczy" - odpowiedział. W tym kontekście mówił m.in. o uszczelnieniu systemu podatkowego i wzroście gospodarczym. Przyznał, że rządzący woleliby, żeby ten wzrost był szybszy. "Ale to się przełamie, bo w tej chwili są trudności z inwestycjami, także tymi ze środków europejskich, także tymi, które są w rękach samorządów, są różne blokady" - dodał.

 

Mówiąc o tych blokadach Kaczyński stwierdził: "np. są na różne cele pieniądze, a przedsiębiorcy związani z partiami opozycyjnymi, którzy kiedyś mieli tę +rentę władzy+, można powiedzieć, niezależnie od normalnej renty rynkowej, dzisiaj po prostu nie chcą podejmować się różnego rodzaju przedsięwzięć gospodarczych, zyskownych dla nich, bo uważają, że lepiej zaczekać, że wrócą te dawne czasy". "Ale nie wrócą, zapewniam, że nie wrócą" - dodał.

 

Na pytanie, co jeśli okaże się, że szacunki dotyczące uszczelnienia sytemu VAT zostały przeszacowane i pojawi się problem, bo pieniędzy na realizację zapowiedzi zabraknie, Kaczyński odpowiedział, że "politycy są od tego, żeby rozwiązywać problemy".

 

"I my na pewno z każdym problemem, przed którym staniemy, będziemy się jakoś starać uporać i jestem przekonany, że uczciwa i kompetentna władza w Polsce będzie w stanie to uczynić, ale nie widzę powodu, żeby to pesymistyczne założenie miało się zrealizować. Naprawdę jest tu jeszcze sporo różnego rodzaju zasobów, do których można sięgnąć, tylko żeby do nich sięgnąć tak naprawdę, to potrzebna jest też naprawa państwa, daleko idąca zmiana w państwie. Tylko, że nie da się wszystkiego zrobić od razu" - powiedział lider PiS.

 

Ale - zaznaczył - "krok po kroku, różne zmiany, np. te dotyczące samorządów, będą prowadzone". "Na pewno za parę lat, może nawet za dwa lata już, organizowanie różnego rodzaju klik samorządowych - bo takie są niestety, choć oczywiście jest wielu też świetnych samorządowców, bardzo oddanych sprawie - będzie trudniejsze niż dziś, dużo trudniejsze" - powiedział.

 

Na pytanie, jakie zmiany są w Polsce jeszcze potrzebne, Kaczyński odpowiedział, że najbardziej palącymi kwestiami są reformy oświaty i ochrony zdrowia. "Ale musimy zreformować sądownictwo, administrację pod wieloma względami, mówię o tej administracji ogólnej. Musimy zreformować właściwie niemalże wszystko co funkcjonowało w administracji gospodarczej, tak żeby była ona dostosowana do realizacji zupełnie innego typu polityki gospodarczej, niż ta, która była stosowana w poprzednim okresie" - powiedział szef PiS.

 

Według niego, także "w sferze kultury jest bardzo wiele do zmiany". "Tych zmian musi być dużo - mówię też o szkolnictwie wyższym - tylko trzeba to rozłożyć na pewne etapy. Nie da się wszystkiego robić na raz. Liczymy i sądzę, że mamy ku temu podstawy, że będziemy rządzić dłużej i że kiedy te rządy kiedyś się skończą - bo my w przeciwieństwie do Platformy Obywatelskiej, wiemy że któregoś dnia się skończą - to Polska będzie nieporównanie zdrowsza, lepsza, lepiej się rozwijająca i silniejsza" - powiedział Kaczyński.

 

Szef PiS był też pytany o zainteresowanie różnych zagranicznych instytucji sprawami polskimi. Stwierdził, że Polska jest krajem dużym i leżący w strategicznym miejscu i "w związku z tym nasze dążenie do podmiotowości, nasza odmowa podporządkowania się jest zjawiskiem, które zmienia sytuację w Unii Europejskiej i szerzej w Europie".

 

"Ta sytuacja, która była poprzednio, kiedy Polska, można powiedzieć, w jakimś sensie zanikała politycznie, była wygodna dla wielu. Jeżeli się to zmienia, to mamy tutaj do czynienia z takim stanem, który będzie wywoływał reakcję. Tylko, że tę reakcję, można powiedzieć, trzeba przeżyć" - stwierdził.

 

Ponadto - dodał Kaczyński - PiS nie jest w żadnym wypadku formacją skrajnie prawicową, jest "taką dość umiarkowaną, umiarkowaną po prostu prawicą, ale to się też bardzo, ale to bardzo nie podoba". "Z tego wyciągane są takie wnioski, że a nuż by się udało nas od tej władzy jednak jakoś odpędzić, albo nas okiełznać w tym procesie rządzenia, do którego mamy pełną legitymację demokratyczną. To się nie udaje" - powiedział.

 

Pytany o padające sformułowania np. o zagrożeniu demokracji w Polsce odpowiedział, że "język ma to do siebie, że można w nim wypowiedzieć wszystko", a takie wypowiedzi nie mają żadnego związku z rzeczywistością.

 

"Dzisiaj demokracja jest w dużo lepszej formie niż była za czasów rządów Platformy Obywatelskiej i PSL, które to partie przez jakiś czas naprawdę kontrolowały wszystko, łącznie z samorządami i z sądami, prowokacja dziennikarska to świetnie pokazała (...) wszystkie instytucje, jak NIK czy Rzecznik Praw Obywatelskich, to wszystko należało do jednej formacji. I wtedy uważano, że demokracja jest niezagrożona - żadnego elementu kontroli nie było" - mówił Kaczyński.

 

Za ich czasów - mówił szef PiS pod adresem poprzednio rządzących - "było poważne zagrożenie dla demokracji". Pytany o protesty Komitetu Obrony Demokracji Kaczyński powiedział: "jest pewna grupa, która pewno naszej władzy się obawia".

 

"Obawia się, że pewien układ stosunków w Polsce, także dystrybucji dóbr, dóbr różnego rodzaju, także tych, które należą do państwa, będzie zmieniony. I on rzeczywiście jest zmieniany, pewne grupy na tym tracą" - dodał szef PiS. To - podkreślił Kaczyński - "nie ma nic wspólnego z ograniczeniami demokracji, to tylko stwierdzenie, że pewna grupa, która miała oczywiste przywileje, już tych przywilejów w tej chwili nie ma".

(PAP)