Włochy: referendum konstytucyjne, na które patrzy cała Europa

Referendum odbywa się osiem miesięcy po przyjęciu rządowej ustawy wprowadzającej 47 zmian w ustawie zasadniczej. Poprawki dotyczą konstytucji, muszą więc zostać zatwierdzone w takim głosowaniu. Frekwencja nie decyduje o jego ważności, ale – jak się przypuszcza - może być dość wysoka ze względu na duże zainteresowanie obywateli.

 

Reforma przyjęta z inicjatywy rządu Renziego przewiduje przede wszystkim zniesienie tzw. doskonałej dwuizbowości, czyli jednakowych uprawnień Senatu i Izby Deputowanych. Licząca obecnie 315 mandatów izba wyższa stałaby się faktycznie radą regionów, w której zasiadałoby 95 ich przedstawicieli, w tym 21 burmistrzów miast, a także pięciu senatorów mianowanych przez prezydenta na 7 lat. Senat straciłby część uprawnień, na przykład prawo do głosowania nad wotum zaufania dla rządu. Ponadto centrolewicowa koalicja chce obciąć koszty życia politycznego, zlikwidować Krajową Radę Ekonomii i Pracy, wprowadzić nowy podział kompetencji między państwem a regionami oraz zlikwidować prowincje jako jednostki podziału administracyjnego.

 

Te najważniejsze zmiany zawarto w jednym pytaniu, krytykowanym przez część konstytucjonalistów za nadmierną złożoność. Brzmi ono następująco: "Czy aprobuje Pan/Pani tekst ustawy konstytucyjnej dotyczącej rozporządzenia o zniesieniu równorzędnej dwuizbowości, zmniejszenia liczby parlamentarzystów, ograniczenia kosztów funkcjonowania instytucji, likwidacji Krajowej Rady Ekonomii i Pracy, rewizji piątego paragrafu II części Konstytucji?". Wspomniany paragraf dotyczy podziału terytorialnego na regiony, prowincje i gminy oraz kompetencji ich władz.

 

Rada Ministrów, podejmująca próby rozwiązania poważnego kryzysu finansowego, argumentuje, że dzięki zmiany prowadzące do unowocześnienia struktury państwa pozwolą zaoszczędzić rocznie 500 milionów euro. Jeśli reforma zostanie odrzucona, włoski parlament pozostanie najbardziej kosztownym na świecie - przekonuje Renzi.

 

Z sondaży wynika, że niemal do ostatniej chwili wielu Włochów nie wiedziało, jakie zmiany przynosi ustawa. W wypowiedziach dla mediów niektórzy podkreślali, że nigdy wcześniej nie poświęcili tak dużo czasu na przeczytanie materiałów wyjaśniających istotę reformy.

 

Prace nad reformą, którą premier Renzi uznał za jeden z priorytetów swego rządu, przebiegały z ogromnymi trudnościami i wśród prób ich zablokowania przez opozycję. Politycy prawicy zgłosili 83 miliony komputerowo wygenerowanych poprawek, które zostały potem wycofane bądź odrzucone.

 

Po wielomiesięcznej kampanii niewiadomą pozostaje zarówno wynik głosowania, jak i to, co zrobi Matteo Renzi w razie przegranej, na którą wskazywały ostatnie sondaże, przeprowadzone w drugiej połowie listopada.

 

Komentatorzy zwracają uwagę, że referendum stało się faktycznie plebiscytem, w którym obywatele opowiedzą się za rządem lub przeciwko niemu. Do głosowania na "nie" nawoływała cała opozycja, od prawicowej Ligi Północnej i Forza Italia po populistyczny Ruch Pięciu Gwiazd i lewicę. Wszystkie te ugrupowania argumentują, że proponując zmiany, szef rządu dąży do zdobycia większej władzy, ten zaś odpowiada, że nie przewiduje tego żadna przedstawiona przez niego poprawka.

 

Sam premier składał różne deklaracje w sprawie swej przyszłości po ewentualnej porażce, wśród nich i taką, że ustąpi ze stanowiska i odejdzie z polityki. Potem wycofał się z tych kategorycznych wypowiedzi, ale dawał do zrozumienia, że nie zamierza trzymać się kurczowo fotela premiera i pracować w sytuacji, gdy w rzeczywistości nie będzie mógł nic zrobić. Jeden z ministrów zasugerował, że w przypadku odrzucenia reformy już w poniedziałek premier złoży dymisję na ręce prezydenta Sergio Mattarelli. Nie wyklucza się jednak, że szef państwa jej nie przyjmie i odeśle Renziego do parlamentu, by tam poddał się weryfikacji w głosowaniu nad wotum zaufania dla rządu.

 

Poparcia udzielił rządowi Renziego przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.

 

(PAP)