Indie: po śmierci premier Jayalalithy żałoba w Tamilnadu

Jayalalithaa była dla Tamilów, przynajmniej tych, którzy ją popierali, nie tylko charyzmatyczną przywódczynią, ale bóstwem, któremu oddawali cześć niemal religijną. Popularność przywódczyni brała się z jej wcześniejszego wcielenia aktorki, tancerki i śpiewaczki oraz z ponad setki filmów, w których w latach 60. i 70. zagrała główne, gwiazdorskie role, zyskując sobie sławę, majątek i uwielbienie widzów.

 

Mieszkańcy Indii, rozkochani w rodzimym kinie i filmowych gwiazdorach, chętnie utożsamiają aktorów z odgrywanymi przez nich postaciami, a podczas wyborów głosują na nich powierzając im swoje losy. Aktorzy i scenarzyści filmowi od dziesięcioleci odgrywają główne role na politycznej scenie Tamilnadu, całkowicie zdominowanej przez dwie lokalne partie – Drawidyjską Federację Postępową (DMK) i powstałą w wyniku jej rozłamu Ogólnoindyjską Partię Ludu Drawidów (AIADMK).

Przywódczynią tej ostatniej była zmarła 68-letnia Jayalalithaa.

 

Drawidyjską Federację Postępową założył i wciąż jej przewodzi dobiegający setki scenarzysta filmowy Muthuvel Karunanidhi, a rozłamem w jego partii kierował gwiazdor filmowy M.G. Ramachandran, któremu w filmach często partnerowała Jayalalithaa. To właśnie on, przezywany w Tamilnadu MGR, namówił ją do polityki. Nowe zajęcie bardzo przypadło aktorce do gustu i po śmierci aktora w 1987 r., po brutalnej wojnie o polityczną sukcesję, pokonała wdowę po nim i stanęła na czele partii. W ten sposób całą współczesną historię Tamilnadu stanowią rządy scenarzysty Karunanidhiego i dwójki aktorów, MGR i Jayalalithy.

 

Jayalalithaa (drugie "a" do imienia dodała za radą numerologa) pięciokrotnie wygrywała wybory stanowe w Tamilnadu i pięciokrotnie przejmowała władzę w Ćennaj (dawnym Madrasie). Traciła władzę oskarżana o korupcję i nadużycia. Dwadzieścia lat temu podczas rewizji w jej rezydencji policja znalazła 10 tys. sztuk sari i prawie tysiąc butów. W 2014 r. została skazana na cztery lata więzienia, gdy nie potrafiła wyjaśnić pochodzenia ponad 10 mln dolarów z jej majątku. Za kratkami spędziła jednak ledwie trzy tygodnie (w tym czasie z rozpaczy i gniewu samobójstwo popełniła ponad setka jej wyznawców), a w maju 2015 r. sąd apelacyjny oczyścił ją z zarzutów i umożliwił powrót do polityki. Skorzystała z tego skwapliwie i w 2015 r. po raz ostatni wygrała wybory i odzyskała władzę.

 

Był czas, gdy mierzyła nawet wyżej niż rządy w Tamilnadu. Była posłanką do indyjskiego parlamentu krajowego, w którym jej partia zawsze miała sporą frakcję. Przed dwoma laty, kiedy osłabiony aferami korupcyjnymi Indyjski Kongres Narodowy nie miał szans na wygranie wyborów, a hinduscy nacjonaliści z Indyjskiej Partii Ludowej (BJP) nie byli pewni zwycięstwa, Jayalalithaa ogłosiła, że jeśli wybory zakończą się remisem, aby pogodzić wszystkich, gotowa będzie stanąć na czele rządu koalicyjnego. Tamte wybory wygrali jednak zdecydowanie nacjonaliści z BJP i władzę w Delhi przejął ich przywódca Narendra Modi.

 

Zwolennicy Jayalalithy wybaczali jej wszystkie słabości i błędy, za to widzieli w niej zbawicielkę-opiekunkę, bohaterkę jak z filmu. Wołali na nią "amma" (matka) i z wdzięcznym sercem przyjmowali od niej przedwyborcze podarki – przenośne komputery, krowy, kozy, worki przypraw, mąki i cukru, bańki z olejem. Wychwalali pod niebiosa, że dba o biedotę, buduje w Ćennaj metro, przyciągnęła zagranicznych inwestorów, którzy pootwierali w Tamilnadu montownie samochodów.

 

Kiedy we wrześniu rozeszły się wieści, że "amma" niedomaga i że trafiła do szpitala z wysoką gorączką, dusznościami i ogólnym osłabieniem, tysiące jej wyznawców codziennie zbierały się pod szpitalem Apollo w Ćennaj, by modlić się o jej zdrowie. Kiedy w nocy z poniedziałku na wtorek stanęło jej serce, w obawie przed masową histerią i rozruchami, do jakich doszło po śmierci MGR, stanowe władze ogłosiły w mieście pogotowie. Pogotowie ogłoszono nawet w sąsiednim stanie Karnataka, rodzinnych stronach Jayalalithy, a konsulat USA w Ćennaj przestrzegł amerykańskich turystów, by w tych dniach powstrzymali się przed podróżami do Tamilnadu.

 

Rządząc Tamilnadu i swoją partią, a także godząc się na praktykowany kult jej osoby, Jayalalithaa nie dzieliła się z nikim władzą.

 

Nawet podczas jej choroby w czasie posiedzeń stanowego rządu żaden z jej ministrów nie śmiał jej zastępować, a w miejscu, gdzie zwykle siadała, wystawiano jej portret. Chcąc jednak uniknąć politycznego kryzysu, walki o sukcesję i groźby kolejnego rozłamu, już kilka godzin po śmierci Jayalalithy ogłoszono, że jej następcą został zaufany minister finansów 65-letni O.P. Panneerselvam. W ten sposób po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat przywódcą Tamilnadu został ekonomista, niemający nic wspólnego z przemysłem filmowym i "fabryką snów".

 

(PAP)