Seremet przed komisją Amber-Gold: zmienił zdanie odnośnie pisma z KNF

Chodzi o pismo z końca listopada 2011 r., które przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Andrzej Jakubiak wysłał do Seremeta. Zawierało ono krytyczne uwagi na temat postępowania ws. Amber Gold. Pismo to nie trafiło jednak do Seremeta - zostało przekazane do departamentu postępowania przygotowawczego PG, który skierował je do zastępcy prokuratora apelacyjnego w Gdańsku, a stamtąd trafiło do gdańskiej prokuratury okręgowej.

 

Gdańska prokuratura okręgowa 5 stycznia 2012 r. przygotowała odpowiedź na uwagi szefa KNF. W piśmie tym było przyznanie, że zawieszenie postępowania w Prokuraturze Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz było niezasadne oraz że pismo w tej sprawie zostało skierowane do tej prokuratury; było też stwierdzenie, że po podjęciu postępowania zostanie ono objęte nadzorem przez prokuraturę okręgową. Jednak pismo prokuratury okręgowej w sprawie wznowienia postępowania trafiło do prokuratury rejonowej dopiero w kwietniu 2012 r., a wznowione wówczas postępowanie nie było objęte nadzorem.

 

Na początku czwartkowych zeznań Seremet potwierdził, że pismo szefa KNF do niego nie dotarło. Ocenił jednak, że gdyby do niego trafiło, to wiele by to nie zmieniło. "Gdyby to pismo trafiło do mnie i gdyby zapewniono mnie, że sprawę tę objęto nadzorem, że sprawa ma swój bieg, tak jak prokuratura okręgowa zapewniała, to stałoby się tak, jak się stało. Żadnej różnicy by nie było" - mówił.

 

"Czy zgadza się pan z tym, że przez to, iż pana biuro nie dostarczyło panu tego pisma, uniemożliwiono skorzystanie przez pana z możliwości przeniesienia sprawy Amber Gold z nieudolnej prokuratury rejonowej w Gdańsku do dobrej prokuratury apelacyjnej? Czy pan dysponował takim uprawnieniem do przekazania sprawy wydziałowi przestępczości zorganizowanej wybranej prokuratury apelacyjnej?" - dopytywał w późniejszym fragmencie przesłuchania Krzysztof Brejza (PO). Powołał się na ówczesny regulamin funkcjonowania prokuratury.

 

"Tak, jeśli były takie przesłanki" - odpowiedział Seremet w odniesieniu do uprawnienia przekazywania spraw. Brejza wskazał, że taką przesłanką w tym przypadku była "waga sprawy".

 

"Gdybym wtedy otrzymał informacje, które wskazywałyby na nieprawidłowy tok tego postępowania, na zagrożenie dobra tego postępowania i na to, że rzeczywiście wymagało to interwencji prokuratury apelacyjnej, pewnie bym z tego skorzystał (...) dzisiaj ex post wydaje się, że byłaby taka możliwość" - powiedział Seremet.

 

Były szef prokuratury przyznał, że wcześniejsze zapoznanie się przez niego z pismem mogło spowodować, że sprawa przybrałaby "bardziej zdecydowany obrót niż w prokuraturze rejonowej w Gdańsku".

 

"Czyli jednak niedostarczenie do pana tego pisma miało znaczenie?" - zapytał Brejza.

 

"Z tego punktu widzenia tak i przyznaję, że nie dostrzegałem tego aspektu (...) nie dostrzegłem tego kontekstu w momencie składania początkowych zeznań. Przyznaję rację, że rzeczywiście mogło być inaczej w tym zakresie" - powiedział Seremet.

 

Były szef prokuratury przekonywał także, że przyjmowanie przez prokuraturę całej odpowiedzialności za tę aferę jest niezasadne. "Nie chciałbym używać dla własnej obrony chwytów polegających na wciąganiu do tego kotła innych osób czy organów, ale wszyscy wiemy, że były także krytyczne uwagi wypowiadane pod adresem służb specjalnych, czy UOKiK" - zaznaczył.

 

(PAP)