Protest opozycji przed Pałacem Prezydenckim przeniósł się przed Sejm

Zgromadzeni przed Pałacem odśpiewali hymn państwowy. Wielu z nich trzymało flagi Polski i Unii Europejskiej oraz transparenty z symbolami partii opozycyjnych oraz hasłami: "Hańba", "Nie pozwalam", "Nie oddam wolności". Manifestanci skandowali: "Hańba w polskim parlamencie, przestań milczeć prezydencie", "Nie ma zgody na takie metody", "Nie dla kaczyzmu, mamy demokrację".

 

Wśród uczestników wiecu byli m.in. lider KOD Mateusz Kijowski, lider Nowoczesnej Ryszard Petru, przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty, szefowa Stowarzyszenia Inicjatywa Polska Barbara Nowacka, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk z Partii Razem, Rafał Trzaskowski z PO.

 

Opozycja razem obali totalitarną władzę - wołał z mównicy Kijowski. Zgromadzeni odpowiedzieli: "Solidarność!". Lider KOD zapowiedział regularne protesty pod biurami poselskimi PiS, aż - jak mówił - "skończą niszczenie państwa". Zadeklarował, że KOD będzie w sobotę długo protestował, m.in. "pod biurem PiS-u przy Wiejskiej". Z kolei w niedzielę KOD ma się zebrać, żeby "pożegnać" Andrzeja Rzeplińskiego w związku z zakończeniem jego kadencji jako sędziego i prezesa TK.

 

"Od dzisiaj zawsze będziemy protestować regularnie, pod każdym biurem PiS-u tak długo, aż skończą niszczenie państwa, stop dewastacji Polski!" - dodał.

 

Liderka Stowarzyszenia Inicjatywa Polska mówiła, że tylko razem możemy wywalczyć demokrację. Nowacka apelowała do prezydenta Andrzeja Dudy o niepodpisywanie ustawy o zgromadzeniach i zmian w edukacji.

 

"Krzyczymy: nie podpisuj, miej odwagę, nie lękaj się. Dostałeś mandat demokratyczny. Nie wierzymy już w Jarosława Kaczyńskiego, nie wierzymy w Beatę Szydło, masz ostatnią szansę Andrzeju Dudo" - mówiła. W jej ocenie, to co dzieje się w Polsce, to nie są standardy europejskie, tylko białoruskie.

 

Jak PiS się nie cofnie, będziemy dalej blokować sejmową mównicę - zadeklarował szef Nowoczesnej. Jak mówił Petru, jeśli okaże się, że rozmowa z PiS nie jest możliwa, niezbędne będą przyspieszone wybory.

 

Odnosząc się do piątkowych wydarzeń w Sejmie, Petru podkreślił, że nie ma zgody opozycji na "nielegalne posiedzenia Sejmu", "kneblowanie ust mediom i opozycji" oraz "wykluczanie posłów z obrad parlamentu". "Jak oni się nie cofną, my też się nie cofniemy (...), jeśli oni się nie cofną, będziemy dalej blokować mównicę - aż do skutku" - zapowiedział. Dodał, że 20 grudnia opozycja przyjdzie do parlamentu, aby "wznowić obrady".

 

Petru ocenił, że protestujący będą musieli być "bardzo mocni i zwarci", a wówczas PiS "nie wytrzyma tego naporu". "Ustąpili przed parasolkami, ustąpią przed nami" - dodał. "Musicie być z nami pod Sejmem do skutku: do świąt, do Nowego Roku, a być może dłużej - tak długo, aż nie ustąpią; (...) bądźmy razem pod Sejmem" - mówił, zwracając się do zgromadzonych przed Pałacem Prezydenckim.

 

Radna Warszawy Paulina Piechna-Więckiewicz (Stowarzyszenie Inicjatywa Polska) apelowała do prezydenta Dudy, by nie podpisywał ustaw reformujących oświatę. "Nie podpisuj! Nie podpisuj!" - skandował zgormadzony tłum.

 

Podczas wiecu głos zabrał także poseł PO Michał Szczerba, od którego wystąpienia w piątek rozpoczęła się blokada mównicy sejmowej. "Następnego dnia mogą wykluczyć innego posła, inny klub, całą zjednoczoną opozycję" - powiedział. Zaznaczył, że część posłów PO jest w sali posiedzeń Sejmu. "Pilnują tej sali, bo Kuchciński może aresztować Sejm. Nie możemy na to pozwolić. Nie ma na to zgody" - zaznaczył. "Wczoraj mieliśmy do czynienia z dyktaturą strachu (...), ale i odwagą opozycji i społeczeństwa, które przyszło nas wspierać" - dodał Szczerba.

 

Po godz. 13 manifestujący przeszli sprzed Pałacu Prezydenckiego przed Sejm. Według policji zgromadzenie przebiegało spokojnie.

Impulsem do manifestacji przed Pałacem Prezydenckim były piątkowe zajścia w Sejmie i przed nim.

 

Na początku piątkowych głosowań nad projektem budżetu na 2017 r. posłowie PO zwrócili się do marszałka Marka Kuchcińskiego o informację na temat planowanych ograniczeń pracy dziennikarzy. Jednym z posłów, którzy weszli na mównicę i zabrali głos był poseł Michał Szczerba (PO). Marszałek przywoływał kilka razu Szczerbę do porządku, gdy ten nie chciał opuścić mównicy, po czym wykluczył go z obrad Sejmu i poprosił o opuszczenie sali obrad. Następnie marszałek ogłosił przerwę w obradach. Wtedy na podwyższenie, na którym znajduje się sejmowa mównica, weszła duża grupa posłów opozycji. Skandując m.in.: "bez cenzury", "wolne media", zablokowali mównicę. Kuchciński zdecydował o przeniesieniu obrad Sejmu do Sali Kolumnowej, gdzie przeprowadzono głosowania, m.in. nad projektem ustawy budżetowej na 2017 r. Opozycja uważa, że były one nielegalne. Według PiS wszystko odbyło się zgodnie z prawem.

 

W związku z wydarzeniami w Sejmie, po godz. 20 przed budynkiem parlamentu zaczęli się zbierać zwolennicy KOD, partii Razem, Obywatele RP; przeszli w marszu wokół sejmowych gmachów; a wcześniej zablokowali wyjścia z Sejmu, uniemożliwiając posłom wyjazd samochodami.

 

Po północy policja rozwiązała zgromadzenie, a "uczestnicy zostali bardzo intensywnie informowani, że ich działania są nielegalne i stoją w sprzeczności z obowiązującym prawem". Jak zapewnia policja, wobec pikietujących uzyto "tylko i wyłącznie siły fizycznej, żaden inny środek przymusu nie został użyty". Ostatecznie kolumna samochodów z politykami PiS opuściła Sejm w sobotę przed godz. 3 w nocy.

 

(PAP)