Kerry o Izraelu i Palestynie: zasada dwóch państw - zagrożona

Kerry o Izraelu i Palestynie: zasada dwóch państw - zagrożona
PAP/EPA

"Mimo naszych największych wysiłków w minionych latach rozwiązanie oparte na dwóch państwach jest w poważnym niebezpieczeństwie" - powiedział urzędujący do 20 stycznia szef amerykańskiej dyplomacji w przemówieniu nakreślającym wizję uregulowania kwestii bliskowschodniej odchodzącej administracji prezydenta Baracka Obamy.

 

Kerry bronił decyzji USA z ubiegłego tygodnia, by umożliwić przyjęcie przez Radę Bezpieczeństwa ONZ rezolucji potępiającej nielegalne w świetle prawa międzynarodowego żydowskie osadnictwo na terenach palestyńskich. Powiedział, że administracja prezydenta Obamy "działała zgodnie ze swoimi wartościami, jak każda poprzednia administracja". "Celem było zachowanie rozwiązania opartego na dwóch państwach" - podkreślił. Zaznaczył, że USA ani nie napisały, ani nie były inicjatorami tej rezolucji.

 

"Nie możemy z czystym sumieniem niczego nie robić i niczego nie mówić, kiedy widzimy, jak nadzieja na pokój się oddala" - powiedział Kerry. Zwrócił uwagę, że przemoc, terroryzm, rozwój osiedli żydowskich i okupacja terytoriów palestyńskich przez Izrael "niszczą nadzieje na pokój po obu stronach".

 

Jak mówił, Żydzi i Palestyńczycy żyjący między Morzem Śródziemnym a Jordanem "mogą wybrać albo życie w jednym państwie, albo mogą się rozdzielić na dwa kraje".

 

"Jeśli wybrane będzie jedno państwo, Izrael może być albo żydowski, albo demokratyczny - nie może być i taki, i taki - i nigdy tak naprawdę nie będzie miał pokoju. Jak Izrael może pogodzić wieczną okupację (terytoriów palestyńskich) z ideałami demokratycznymi? Tego właśnie bronimy: przyszłości Izraela jako państwa żydowskiego i demokratycznego, żyjącego w pokoju i bezpieczeństwie obok swoich sąsiadów" - powiedział Kerry.

 

Jego zdaniem przyszłą granicę między Izraelem a Palestyną powinna wyznaczać linia z 1967 roku, czyli sprzed wojny sześciodniowej, z uzgodnionymi przez obie strony korektami, a Jerozolima powinna być stolicą obu państw. Izrael stałby się wówczas państwem żydowskim - mówił szef dyplomacji USA. Tymczasem zachowanie status quo jego zdaniem oznaczałoby "wieczną okupację".

Protestował także przeciwko podporządkowaniu polityki Izraela polityce osadniczej. "Osadnicy wierzą w jedno państwo, w wielki Izrael. Ktoś, kto myśli poważnie o pokoju, nie może ignorować rzeczywistego zagrożenia, jakie stanowią dla niego osiedla żydowskie" - uważa Kerry.

 

Stosunki między Izraelem a Waszyngtonem stały się bardzo napięte, gdy podczas głosowania w Radzie Bezpieczeństwa ONZ w piątek ambasador USA wstrzymała się od głosu i dzięki temu niespodziewanie przyjęta została rezolucja żądająca od Izraela wstrzymania budowy osiedli żydowskich. W dokumencie podkreślono, że są one "pozbawione mocy prawnej i stanowią rażące pogwałcenie prawa międzynarodowego".

 

USA blokowały dotąd na forum Rady Bezpieczeństwa wszelką krytykę Izraela za nielegalne osadnictwo. Jest ono uważane przez wspólnotę międzynarodową za nielegalne i stanowiące przeszkodę na drodze do pokoju na Bliskim Wschodzie głównie dlatego, że osiedla budowane są na ziemiach, na których ma powstać w przyszłości niezależna Palestyna. Na Zachodnim Brzegu Jordanu mieszka ok. 430 tys. osadników; w Jerozolimie Wschodniej jest ich ponad 200 tys.

 

Izrael już uważa Jerozolimę za swoją stolicę, czego nie uznaje większość krajów, umieszczając z tego powodu swoje ambasady w Tel Awiwie.

 

(PAP)