Trump powołuje się na Assange'a ws. ingerencji w wybory w USA

Trump powołuje się na Assange'a ws. ingerencji w wybory w USA
fot. PAP/EPA

Trump napisał, że Krajowy Komitet Partii Demokratycznej, do którego serwerów - między innymi - włamali się hakerzy, nie miał mechanizmów obrony przed takimi atakami - podaje AP, nazywając serię porannych wpisów prezydenta elekta "sztormem twitterowym".

 

Trump napisał na Twitterze: "Julian Assande powiedział, że "czternastolatek mógł włamać się (do e-maili) Johna Podesty", to dlaczego Demokraci byli tak niedbali? Powiedział też, że Rosjanie nie dostarczyli mu informacji". John Podesta to doradca i szef sztabu wyborczego rywalki Trumpa, kandydatki Demokratów Hillary Clinton, którego skrzynka e-mailowa została zhakowana.

 

Assange jest założycielem portalu Wikileaks, który ujawnił treść e-maili wykradzionych Demokratom przez hakerów. We wtorek wieczorem w rozmowie z Fox News Assange powtórzył, że Rosjanie nie są źródłem przekazanych WikiLeaks e-maili zdobytych po włamaniu przez hakerów do systemu komputerowego Demokratów.

 

Nie ustosunkował się do faktu, że materiały skradzione w wyniku włamania do komputerów Demokratów zostały też opublikowane na dwóch tajemniczych stronach internetowych: DCLeaks.com oraz na blogu pisanym przez Guccifer 2.0. Według amerykańskiego wywiadu było to dziełem rosyjskich agentów.

 

Agencja AP podkreśla, że "kuriozalnym spektaklem" jest sytuacja, w której prezydent elekt jakoby daje wiarę informacjom Assange'a. Przypomina, że jest on twórcą i szefem organizacji, która była przedmiotem śledztwa kryminalnego w związku z ujawnianiem tajnych informacji, między innymi pochodzących z depesz amerykańskich dyplomatów.

 

Ambasador USA przy ONZ podczas prezydentury George'a W. Busha Nicholas Burns napisał w środę na Twitterze, że wpisy Trumpa w sprawie ingerencji Moskwy w wybory są "godne pożałowania".

 

"Trump będzie żałował takich deklaracji. Wierzy Julianowi Assange'owi, który jest przyjacielem Moskwy?" - napisał Burns, cytowany przez AFP.

 

Trump i jego zespół podważają też ustalenia opublikowanego w zeszłym tygodniu dokładnego raportu Federalnego Biura Śledczego (FBI) i Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego w sprawie wpływu Moskwy na wybory w USA.

 

W oddzielnym wpisie na Twitterze prezydent elekt napisał, że "Briefing "wywiadu" na temat "rosyjskich ataków hakerskich" został przesunięty na piątek, być może potrzebują więcej czasu na zebranie dowodów. Bardzo dziwne!". Według przedstawicieli służb wywiadowczych briefing był od początku zaplanowany na piątek.

 

Rzecznik Trumpa Sean Spicer nazywał wcześniej raport wywiadu "13-stronicowym podręcznikiem na temat poprawy podstawowego bezpieczeństwa Krajowego Komitetu Partii Demokratycznej".

 

Raport bezpośrednio oskarża hakerów z rosyjskich cywilnych i wojskowych służb wywiadowczych FSB i GRU o ingerowanie w wybory. Liczący 13 stron dokument zawiera dokładne informacje o charakterze technicznym wskazujące na powiązania hakerów z włamaniami do serwerów Demokratów.

 

Barack Obama, który chce, by kwestia ta została dogłębnie wyjaśniona przed inauguracją nowego prezydenta, nakazał służbom wywiadowczym opublikowanie bardziej dokładnego raportu przed 20 stycznia.

 

Również Kongres przeprowadzi dochodzenie w tej sprawie; w czwartek w Senacie rozpoczną się przesłuchania, w których zeznania będę składać między innymi dyrektor amerykańskich służb wywiadu James Clapper oraz admirał Mike Rogers, dyrektor Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (NSA) i szef Cyber Command (cyberdowództwa) sił zbrojnych USA.

 

W miniony czwartek w reakcji na hakerskie ataki, które służyły ingerencji w amerykańskie wybory prezydenckie Stany Zjednoczone ogłosiły nałożenie sankcji na Rosję; 35 rosyjskich dyplomatów zostało wydalonych z USA.

(PAP)