Błaszczak: demonstrujący pod Sejmem złamali prawo

Błaszczak: demonstrujący pod Sejmem złamali prawo
fot. PAP

Błaszczak mówił, że zarzutami obciążającymi 80 zidentyfikowanych demonstrujących przed Sejmem w nocy z 16 na 17 grudnia 2016 r., jest "złamanie prawa". "Zaatakowali dziennikarza telewizji publicznej. Nie pozwolili mu wykonywać jego obowiązków" - powiedział. "Nie bagatelizujmy łamania prawa. Skończył się czas, w którym byli równi i równiejsi. Równiejsi to ci z PO i z N., którzy w nocy z 16 na 17 grudnia próbowali wywołać zamieszki" - dodał.

 

Szef resortu zaprzeczał, jakoby tropieni byli wszyscy uczestnicy manifestacji. "Tylko ci, którzy są podejrzani o popełnienie przestępstwa. Nie wszyscy" - podkreślił.

 

Złamaniem prawa i przestępstwem - jak mówił minister - jest także "zmuszanie do innych czynności" - np. blokowanie samochodu pani premier. "Ci wszyscy, którzy są podejrzewani o złamanie prawa mają odpowiadać za to" - zapowiedział. "Policja za czasów rządów PiS będzie ścigać tych wszystkich, którzy łamią prawo, jeżeli będzie takie postępowanie prokuratorskie. Policja nie będzie się angażowała w awantury" - podkreślił.

 

Błaszczak dodał także, że nawet jeśli mamy do czynienia tylko z wykroczeniami, to "wykroczenie też jest łamaniem prawa". "Wszystkie wykroczenia będą ścigane. Jeżeli prokuratura tak zdecyduje, to tak będzie. Nie ma przyzwolenia, zero tolerancji dla łamania prawa. To zasada, która się sprawdziła swego czasu w Nowym Jorku, gdy burmistrzem był Rudolph Giuliani. Ta zasada sprawdzi się także w Polsce" - podkreślił.

 

Zdaniem szefa MSWiA, jeżeli będzie przyzwolenie na agresję i pobłażanie przemocy - jak np. wobec poseł Krystyny Pawłowicz - to skończy się to tragedią. "W 2010 roku były działacz PO Ryszard Cyba w Łodzi zamordował pracownika biura poselskiego PiS. Dlaczego zamordował? Bo powiedział, że chciał zamordować Jarosława Kaczyńskiego. Wtedy też ta fala nienawiści była olbrzymia. Premier Donald Tusk nie przyznał renty specjalnej po śp. Marku Rosiaku, bo powiedział, że nic strasznego się nie stało" - przypomniał.

 

Błaszczak zaznaczył, że to prokuratura uznaje za przestępstwo blokowanie Sejmu - nie policja. "Prokuratura, dlatego że policja prowadzi czynności (...) ustalające tożsamość tych, którzy są podejrzewani o złamanie prawa" - wyjaśnił. "W sprawie przemocy i łamania prawa w nocy z 16 na 17 grudnia sprawę prowadzi prokuratura, a policja wykonuje te czynności, które prokuratura jej powierzyła" - dodał.

 

Szef resortu przyznał także, że policja nie zatrzymała nikogo spośród protestujących pod Sejmem 16 i 17 grudnia. "Policja uznała, że gdyby przystąpiła do zatrzymywań, to byłaby awantura. Ludzie popełniali przestępstwo, dlatego teraz ustalana jest ich tożsamość i oni odpowiedzą. Wtedy policja oceniła, że przy tej agresji, pompowanej zresztą przez polityków PO i N., którzy byli wtedy w Sejmie, dojdzie do awantury. Policja oceniła możliwości. Policja nie dąży do awantury, a oni dążyli. Oni, jak mówili sami, z totalnej opozycji, chcieli poprzez ulicę i zagranicę obalić rząd. Policja nie może prowadzić do awantury. Wręcz przeciwnie, policja ma zapewnić bezpieczeństwo" - skomentował.

 

Prowadzący audycję w Radiu Zet pytał Błaszczaka, ile osób złapała policja spośród tych, które 10 grudnia 2015 r. przed Pałacem Prezydenckim w czasie "miesięcznicy smoleńskiej" zaatakowały reportera TVP. Szef resortu przyznał, że nie wie ilu oraz, że nie wie, "czy było prowadzone postępowanie prokuratorskie". "Nie wiem, czy prokuratura prowadziła sprawę. Jeżeli prowadziła sprawę, to policja ścigała tamtych ludzi" - podkreślił.

 

Szef resortu zaprzeczył, jakoby ściganie demonstrujących miało być akcją "zero tolerancji" przeciw tym, którzy nie lubią władzy PiS. "Gdyby tak było, to oni dawno byliby w sytuacji bardzo złej. Oni mogą manifestować, manifestują i okupują Sejm. (...) Bez przyzwolenia na łamanie prawa, bo to może doprowadzić do tragedii. Zastanawiam się, dlaczego oni to robią" - powiedział.

 

"Chciałbym, żeby Grzegorz Schetyna wyszedł i powiedział publicznie: +Przepraszam za to, co się stało. Przepraszam za to, że eskalowałem napięcie i emocje. Mam alternatywne rozwiązanie dla projektów, które składa rząd PiS+. On tego nie robi, ponieważ nie ma pomysłu. Jego pomysłem jest atak na rząd" - dodał.

 

Pytany, czy oczekuje, by szef Solidarności Piotr Duda przeprosił za blokowanie Sejmu w 2012 roku, od którego ścigania odstąpiła policja i prokuratura Błaszczak odpowiedział: "to prokuratury należy pytać, dlaczego odstąpiła od ścigania". "Sam wtedy interweniowałem. Piotr Duda nie został wpuszczony do Sejmu decyzją ówczesnej marszałek Ewa Kopacz. Oni eskalowali, oni prowokowali. Ówczesna władza prowokowała. Premier Donald Tusk nazwał Piotra Dudę pętakiem" - dodał.

 

(PAP)