Kaczyński: nie chcemy ograniczać uprawnień samorządów

Kaczyński: nie chcemy ograniczać uprawnień samorządów
fot. PAP

Szef PiS odwiedził Katowice w sobotę. Spotkał się z regionalnymi strukturami Prawa i Sprawiedliwości i udzielił wywiadów regionalnym mediom. W rozmowie wyemitowanej w Radiu Katowice w poniedziałek był pytany m.in., jak widzi rolę samorządów, samorządności, regionów w budowaniu ich przyszłości, a także czy w rozwoju Polski nastała – jak mówią niektórzy – faza centralizowania różnych instytucji.

 

Kaczyński ocenił, że „to część opowieści o Polsce, którą dzisiaj przedkłada społeczeństwu – i co gorsza także zagranicy – opozycja: opozycja totalna”. „To nie ma nic wspólnego z rzeczywistością” - dodał.

 

„My chcemy tylko powiedzieć społeczeństwu i wprowadzić w czyn myśl następującą: nie jest tak, że nie można nic zrobić, nie jest tak, że państwo ma być zupełnie bierne, że ma być jak powiedział kiedyś Marek Jurek – imposybilne, czyli niezdolne do działania. Musi widzieć trudności i musi próbować tam, gdzie to potrzebne, pomagać. To jest zasada pomocniczości. To, co można rozwiązać na najniższym szczeblu, rozwiązujemy na najniższym szczeblu; to, co potrzebuje szczebla wyższego rozwiązujemy wyżej” - mówił Kaczyński.

 

„Nie jest tak w najmniejszym stopniu, żebyśmy chcieli ograniczać uprawnienia samorządów w ogóle; (...) samorządów wojewódzkich (…), które dysponują bardzo dużymi środkami, głównie europejskimi, na podejmowanie bardzo różnych przedsięwzięć” - zapewnił prezes PiS.

 

„Chodzi o to, żeby te przedsięwzięcia były racjonalne oraz żeby były prowadzone z właściwą energią niezależną od tego, kto rządzi. Żeby nie było tak, że skoro tutaj rządzą inni niż w Warszawie, to różnego rodzaju przedsięwzięcia gospodarcze zaczynają biec znacznie wolniej niż mogłyby biec. To jest zjawisko bardzo niedobre i pokazujące nam poziom konfliktu oraz pewnego rodzaju niewyrobienia demokratycznego” - ocenił.

 

Jak zaznaczył owo „wyrobienie demokratyczne” w Polsce jest zbyt małe, a poziom konfliktu zbyt wysoki. „My naprawdę tego konfliktu nie chcemy, nie chcemy żadnej opozycji totalnej. Chcemy normalnej pracy państwowej, w której opozycja jest w demokracji rzeczą oczywistą – i jest oczywiste, że atakuje, że krytykuje, że my przedstawiamy własne argumenty, ona własne - ale od tego do nieustannej awantury i twierdzenia, że chcemy tu uczynić coś złego i że w gruncie rzeczy w Polsce mogą rządzić tylko niektóre stronnictwa, a niektóre powinny być z tego stale wykluczone, jest bardzo daleko” - zaakcentował.

 

„Mamy rzeczywiście ambarasującą sytuację z tego powodu, ale damy sobie z tym radę” - uznał. „Natomiast jeszcze raz podkreślam, nikt nie ma zamiaru ograniczać tutaj uprawnień, natomiast mamy zamiar – i m.in. dlatego przyjeżdżam na Śląsk (…) - żeby ten wynik wyborów samorządowych był dla nas korzystniejszy niż dotychczas” - podkreślił.

 

Pytany o podjęcie już w pierwszym roku przez rząd PiS kwestii rozwiązywania problemów nierówności społecznych, b. premier zaznaczył, że w Polsce urosły one do znacznych rozmiarów i jako takie stały się złem samym w sobie – ze względu na nędzę części społeczeństwa, ale też rzeczywiste ograniczenie dla rozwoju gospodarczego.

 

„Nawet gdyby (to zjawisko - PAP) nie ograniczało (rozwoju – PAP), to i tak trzeba by było to likwidować, bo jest coś takiego jak sprawiedliwość, przyzwoitość i empatia: stosunek do innych ludzi i ich losu. My jesteśmy formacją, która tę empatię w sobie ma i chciałaby, żeby los wszystkich naszych rodaków i wszystkich obywateli naszego kraju nie był równy, bo to się nigdzie na świecie nie udało i zawsze prowadziło do fatalnych skutków, ale żeby każdy to niezbędne minimum miał” - zadeklarował prezes PiS.

 

Zastrzegł, że nie mówi o ludziach, którzy sami nie chcą mieć owego minimum i sami niszczą swoje życie, ale np. jeśli chodzi o dzieci – trzeba pomagać wszystkim.

 

„Mamy do tego podejście zupełnie inne niż to, które prezentowała idea liberalna, która w latach 90. zaczęła zwyciężać w skali globalnej, która została w formie bardzo prymitywnej, uproszczonej, żeby nie powiedzieć: prostackiej, zastosowana w Polsce po 89 r. i przyniosła wśród różnych rezultatów także i ten, że my jeżeli chodzi o różnicę między najwyższym i najniższym decylem dochodów jesteśmy w tej chwili na najgorszym miejscu w Europie” - podkreślił.

 

Prezes PiS w sobotę odwiedził Łódź i Katowice, a w niedzielę Opole i Wrocław. Deklarował, że chodzi przede wszystkim o aktywizowanie struktur partii – nie tyle o początek kampanii wyborczej przed wyborami samorządowymi, a rozpoczęcie przygotowań do niej.

 

(PAP)