MŚ piłkarzy ręcznych - Francja lepsza od Norwegii w finale

MŚ piłkarzy ręcznych - Francja lepsza od Norwegii w finale
PAP/EPA/CHRISTOPHE PETIT TESSON

Francja: Thierry Omeyer, Vincent Gerard - Nikola Karabatic 6, Valentin Porte 5, Michael Guigou 5, Kentin Mahe 5, Nedim Remili 4, Cedric Sorhaindo 3, Daniel Narcisse 2, Ludovic Fabregas 2, Luc Abalo 1, Timothey N’Guessan, Adrien Dipanda.

 

Norwegia: Espen Christensen, Torbjorn S. Bergerud - Kent Robin Tonnesen 5, Espen Lie Hansen 4, Bjarte Myrhol 4, Kristian Bjornsen 4, Eivind Tangen 3, Magnus Jondal 2, Magnus Gullerud 1, Christian O’Sullivan 1, Goran Johannessen 1, Sander Sagosen 1, Joakim Hykkerud.

 

O zwycięstwie Francuzów przesądziła ich świetna gra na początku drugiej połowy. Wtedy uzyskali kilkubramkową przewagę, której nie oddali do końcowej syreny.

 

Obaj finaliści byli rywalami Polaków w fazie grupowej. Biało-czerwoni przegrali zarówno z Norwegami 20:22, jak i gospodarzami 25:26, ale w zgodnej opinii fachowców były to dwa najlepsze spotkania w wykonaniu zdziesiątkowanej kontuzjami, odmłodzonej ekipy trenera Tałanta Dujszebajewa.

 

Francuzi wcześniej po tytuł mistrzów globu sięgnęli w 1995, 2001, 2009, 2011 i 2015 roku. Poza tym jeszcze czterokrotnie stanęli na podium - 24 lata temu wywalczyli srebrny medal, a brąz w 1997, 2003 i 2005 roku. To także dwukrotni mistrzowie olimpijscy - z Pekinu i Londynu oraz wicemistrzowie z Rio de Janeiro. Mają też w dorobku trzy tytuły mistrzów Europy (2006, 2010, 2014).

 

Skandynawowie znaleźli się na mundialu dzięki przyznanej przez organizatorów "dzikiej karcie". Rok temu w Krakowie w meczu o brązowy medal kontynentalnego turnieju przegrali z Chorwatami, za co w Paryżu zrewanżowali się, zwyciężając w półfinale po dogrywce 31:30. Wcześniej najlepszym wynikiem tej drużyny w MŚ było szóste miejsce w... 1958 roku. Ostatnio startowali w nich sześć lat temu i uplasowali się na dziewiątej pozycji. W dwóch ostatnich edycjach nie brali udziału.

 

Początek niedzielnego finału był wyrównany. W bardzo szybkim tempie przeprowadzano akcja za akcję. Ale dość wcześnie, ku zaskoczeniu kibiców, zaznaczyła się lekka przewaga gości, którzy w dziewiątej minucie prowadzili 6:4.

 

W 15., gdy Espen Christensen obronił karnego, a Espen Lie Hansen zaliczył trafienie, było już 10:7 dla Norwegów, którzy głównie dzięki świetnej obronie dość długo utrzymywali sięgającą trzech bramek przewagę (15:12 w 24. min).

 

Francuzi mieli jednak znakomitą końcówkę pierwszej połowy. W 29. min wyrównali (16:16), a do szatni schodzili wygrywając 18:17.

 

Początek drugiej części należał do "Trójkolorowych", którzy w 34. min prowadzili już 22:18. Po tym trafieniu trener Norwegów poprosił o czas. Jednak następnego gola ponownie zdobyli gospodarze, którzy prowadzili już pięcioma bramkami.

 

Tak uzyskanej przewagi obrońcy tytułu umiejętnie pilnowali. W ataku zwalniali akcje, w obronie zmuszali rywali do błędów, a między słupkami świetnie spisywał się Vincent Gerard, który po raz pierwszy w karierze wystąpił w finale MŚ.

 

Gospodarze prowadzili już nawet 24:19, ale Norwegowie jednak się nie poddawali, choć coraz bardziej nerwowo reagowali na decyzje duńskich sędziów.

 

W 48. min ciągle utrzymywała się pięciobramkowa przewaga (27:22). Gdy Nedim Remili podwyższył na 29:23 w 50. minucie, na twarzach Francuzów widać było ulgę. W tym samym czasie ich rywale coraz bardziej zaczynali wątpić w końcowy sukces.

 

Po następnym trafieniu Nikoli Karabatica na trybunach zaczęto śpiewać Marsyliankę. Przy jej dźwiękach ten sam zawodnik ponownie wpisał się na listę strzelców. Dopiero wtedy rywale odpowiedzieli golem, ale do końca pozostało tylko sześć minut, a strata była spora (24:31). Takiej przewagi gospodarze nie mogli już roztrwonić i pewnie sięgnęli po złoty medal MŚ po raz szósty w historii.

 

(PAP)