Bartłomiej Misiewicz założył stronę internetową dezinformacja.net

"Dezinformacja stała się ostatnią nadzieją dla tych, którzy nie mogą się pogodzić z werdyktem wyborców, odsuwającym ich od steru władzy. Przypomnijmy sobie nieudaną, operetkową próbę zamachu stanu 16 grudnia ubiegłego roku. Z wojną informacyjną mamy do czynienia każdego dnia – ostatnie dni przyniosły wymyśloną aferę w związku z rzekomą odmową przyjęcia sierot z Syrii przez rząd czy kłamstwa na temat tzw. ustawy metropolitalnej, albo na temat resortu Obrony Narodowej" - napisał Misiewicz w słowie wstępnym na stronie.

 

Misiewicz figuruje na stronie jako jedyny autor. W mediach społecznościowych zachęca do odwiedzin, obserwowania, ale także współtworzenia nowego portalu.

 

W zakładce wideo umieścił filmy "Nocna zmiana" o odwołaniu rządu Jana Olszewskiego w 1992 r. oraz wyprodukowany przez TVP "Pucz" o wydarzeniach z 16 grudnia 2016 r. w Sejmie i przed Sejmem. W rubryce "polecane" znalazły się linki do stron: niezalezna.pl, radiomaryja.pl i wpolityce.pl.

 

Jedyny jak na razie materiał na stronie jest zatytułowany "Casus Generała Skrzypczaka". "W poniższym materiale prezentuję w sposób chronologiczny dezinformację medialną na przykładzie wypowiedzi i działań generała broni w stanie spoczynku Waldemara Skrzypczaka, który świadomie lub nieświadomie stał się uczestnikiem ataku na resort obrony narodowej" - napisał Misiewicz.

 

"Skąd tak silny atak na osobę ministra Antoniego Macierewicza i jego najbliższych współpracowników? Zwróćmy uwagę, że jest to atak ze strony mediów liberalno-lewicowych, których wydawca ma siedzibę często poza granicami RP, a głównym modus operandi jest dezinformacja" - twierdzi urlopowany rzecznik MON.

 

Dalej Misiewicz pisze: "Do ataku chętnie przyłączają się byli żołnierze i emerytowani generałowie, którzy nagle czują wolę walki, by zahamować naturalną wymianę pokoleniową w Wojsku Polskim, by nie dopuścić do dekomunizacji i dezubekizacji wojska, ale przy okazji chcą zachować ciepłe posadki na stanowiskach doradców w spółkach państwowych i wojskowych instytutach. Niestety nie walczyli i nie zabierali stanowiska wtedy, gdy kazano żołnierzy szeregowych wyrzucać po 12 latach służby, ani wtedy, gdy zasłużony dla PRL gen. Pacek na ówczesnej Akademii Obrony Narodowej znosił tytuł oficera dyplomowanego. Nie walczyli, gdy zwijano polską armię, przez co dziś brakuje w wojsku podoficerów. Ale odzywają się teraz, gdy minister obrony narodowej Antoni Macierewicz skutecznie naprawia i odbudowuje Wojsko Polskie. Bronią swoich nienależnych przywilejów, krzyczą, wypaczają rzeczywistość i dezinformują w KODowskich mediach" - napisał Misiewicz.

 

Ostatni tytuł oficera dyplomowanego nadano w Akademii Obrony Narodowej w 2002 r. Gen. dyw. Bogusław Pacek był rektorem AON w latach 2012-14 oraz przez kilka tygodni w 2015 r. Został odwołany zaraz po objęciu MON przez ministra Antoniego Macierewicza.

 

W sobotę nazwisko Misiewicza zniknęło ze strony internetowej MON, zarówno z zakładki dotyczącej kierownictwa resortu, jak i rzecznika prasowego. Tego dnia MON poinformowało na Twitterze, że Misiewicz przebywa na urlopie. Sam rzecznik MON powiedział PAP, że wróci z urlopu "za kilkanaście dni".

 

MON zdementowało poniedziałkową informację RMF FM, że Misiewicz definitywnie odchodzi z resortu. Również Misiewicz powiedział PAP, że to nieprawda. MON poinformowało PAP, że Misiewicz przebywa na urlopie. "Dementujemy doniesienia medialne. W sprawie @MisiewiczB nic się nie zmieniło. Rzecznik przebywa na urlopie" - podał resort obrony na Twitterze. "Nawet na urlopie mam medialną dezinformację..." - napisał z kolei Misiewicz na swoim profilu, cytując ten tweet.

 

Szef MON Antoni Macierewicz powiedział w poniedziałek, że Misiewicz pozostaje pracownikiem MON i wykorzystuje urlop. MON informowało, że minister kieruje do prokuratury wnioski o wyjaśnienie działań "noszących znamiona przestępstwa" wobec Misiewicza. Przestępstwa miały polegać na zamieszczaniu fałszywych informacji, w tym na celowo spreparowanym koncie Misiewicza w jednym z portali społecznościowych, podżeganiu do popełnienia przestępstwa polegającego na "publicznym formułowaniu fałszywych oskarżeń o popełnienie czynów zabronionych przez osobę posiadającą status osoby publicznej, czemu celowo nadano charakter świadectwa osoby rzekomo biorącej udział w wydarzeniach, które w rzeczywistości nie miały miejsca", a także na publicznym pomawianiu Misiewicza o działania przestępcze.

 

(PAP)